oto I owo

W imię brata mniejszego

Posted in Uncategorized by hajton on 12 stycznia 2019

Eskalujący w ostatnich dniach kryzys dzikowy spycha nas do roli barbarzyńców, którzy nie wiedząc co robić, zabijają. Wytniemy problem w pień, wypalimy żelazem. Liczy się propagandowy huk. W rzeczywistości, to jakby usłyszeć od lekarza: mógłbym pana leczyć, ale łatwiej mi jest pana zabić. Niestety, dobro zwierząt jest elementem przetargowym. Ich losem od strony prawnej w rzeczywistości nikt się nie przejmuje.

Zwierzęta tak — słyszy się zgraną śpiewkę — ale najpierw ludzie. Otóż, nie. Tak długo, jak zwierzęta będą dla ludzi źródłem dochodu, tak długo będziemy mieli do czynienia z oczywistym przeciwieństwem interesów.

„Coście się tak tymi dzikami zajęli? Codziennie zjadacie kaczki, kury, cielaki i prosięta. Ich wam nie żal?” — słychać głosy sugerujące hipokryzję oburzonych. Żal, oj żal. Ale wrzucanie problemów do jednego worka osłabia ich wymowę. Choć są fragmentem większej całości, każdy z nich ma własną wagę.

Komu tak naprawdę potrzebny jest chów przemysłowy? Tym, którzy na tym zarabiają. Wyłącznie im. Dla zwierząt oznacza to niewyobrażalną katorgę, dla konsumentów — mięso złej jakości. Czy naprawdę nie możemy się obejść bez hodowli zwierząt futerkowych? Ile milionów istnień musi cierpieć, aby zaspokoić zblazowany gust wąskiej grupy ludzi? Jaka korzyść, jaka wartość — oprócz kabzy hodowców — temu przyświeca? Czy w konstytucji jest gdzieś zapisane, że ludziom wolno się bogacić kosztem innych żywych i czujących stworzeń? Niestety, większość z nas nie chce wiedzieć jak traktujemy świat zwierząt. To wiedza brudna, bolesna, uwierająca. Wypieramy ją ze świadomości, bo przecież „mnie to nie dotyczy, ja do zwierząt nic nie mam”. Obdarzeni ponadprzeciętna empatią stają się za to adresatami drastycznych zdjęć, filmów i opisów. Gdy chcą w dobrej wierze podpisać jakąś petycję, pod nos podsuwa się im sześć kolejnych. Wszystko to prowadzi do rozmycia, zniechęcenia, zobojętnienia i potwierdzenia tezy: tak, pełno tu zła, zła w czystej postaci, ale jest go za dużo, nic z tym nie da się zrobić. Jeśli ktoś ma więcej energii i odwagi, gdy próbuje nie tylko słuchać, ale i mówić, gdy ma determinację, aby przeciwstawiać się złu i głupocie, dorabia mu się łatkę lewaka. A więc tego, który podważa swojskość, choćby ta swojskość zalatywała stęchlizną.

A teraz postulaty (albo lista pobożnych życzeń). Na czele instytucji odpowiedzialnych za los zwierząt stają ludzie kompetentni. Przyjaciele zwierząt. Szkoła — zamiast udowadniać, że Gniewko był ładniejszy i mądrzejszy od Hansa, Jeana i Iwana — uczy empatii dla ludzi i zwierząt. Kościół? Oczywiście! Dajesz na tacę, opłacasz katechetę, masz prawo oczekiwać nauki o etyce i solidarności. Ludzkiej. I rozciągającej się na towarzyszy naszego ziemskiego współistnienia. Czy to są jakieś wygórowane oczekiwania?

Jest nas spora siła, ale zbyt rozproszona, a więc o znikomej mocy oddziaływania. Zwierzoluby, łączcie się!

 

Ilustracja – Wilczek Józefa Wilkonia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: