oto I owo

Otwórz oczy

Posted in filmy by hajton on 18 Maj 2018

Pierwsze trzy filmy Andrzeja Jakimowskiego spotkały się z dużą sympatią widzów. Zmruż oczy, Sztuczki, Imagine, są bajkami mieszczącymi się w granicach prawdopodobieństwa. Co istotne, bajkami świetnie opowiedzianymi. Bohaterowie to ludzie w ten czy inny sposób doświadczeni przez los. Tam, gdzie większość reżyserów dostrzegłaby żyzne pole do uprawy patologii, Jakimowski widzi ciepło ludzkich działań i uczuć.

W filmie Zmruż oczy reżyser przypatruje się ludziom żyjących na obrzeżach cywilizacji, w realiach zapuszczonej mazurskiej wioski. To w dużym stopniu zasługa filmowania, ale pokazywana przezeń brzydota jest… piękna. Teksty niepozorne, a błyskotliwe. Bohater, outsider z wyboru, opiekuje się kilkuletnią dziewczynką, uciekinierką z bogatego lecz chłodnego domu. Rodzice będą musieli się postarać, aby odzyskać zaufanie córki. Pejzaż apokaliptyczno/postpegeerowski, na którego tle pojawiają się: a to barwna plama kobiecości, a to absurdalnie drogi samochód, a to bohema ze stolicy. Wielki świat uwodzący prostaczka, który z kolei okazuje się ukrytym (a komu miałby się zwierzać?) miłośnikiem poezji antycznej. I jeszcze wypowiedziana na tle heraklitycznie płynącej rzeki teoria: rzeczy nie mijają, tylko przesuwają się przed oczami. Magiczny realizm jak się patrzy (bo jak się nie patrzy, to się nie zobaczy).

Oglądając Sztuczki, przez długi czas nie mogłem pozbyć się obawy, że subtelnie szkicowana opowieść okaże się tylko wstępem do wydarzeń nagłych, a dramatycznych (rzecz dzieje się w realiach postindustrialnego miasteczka, w okresie transformacji). Ale reżyser i tu utrzymuje majorową tonację do końca. Wszystko jest na swoim miejscu. Kilkuletni chłopiec małymi czarami zaklina świat. Zmienia przeznaczenie. I odzyskuje ojca.

W Imagine przenosimy się do Lizbony, sceneria cudowna, co z tego kiedy dla bohaterów filmu niewidoczna. Z najprostszej przyczyny. Oni naprawdę nie widzą. Żyją w wiecznej ciemności. Przez większą część filmu przeczuwamy katastrofę, która wisi na włosku, każdy krok w nieznane zdaje się ją zwiastować. Ale zamiast łzawej opowieści o grupie wykluczonych otrzymujemy niepozbawiony humoru pean na cześć wyobraźni i siły ludzkiego ducha. Teoretycznie przegrani znów są zwycięzcami. To oni widzą więcej. I piękniej.

Pewnego razu w listopadzie, najnowszy film Andrzeja Jakimowskiego ciągle jeszcze jest baśnią, ale baśnią niepokojącą. Bohaterowie — matka z synem i psem — tracą dach nad głową. Bezdomność to pierwszy krok do pozbawienia godności. Z dnia na dzień trzeba zmierzyć się z rzeczywistością, w której na plan pierwszy wysuwają się sprawy najzupełniej podstawowe: zimno, głód, brak noclegu. Walka o byt. O przetrwanie. Na szczęście są ludzie, którzy wiedzą, że potrzebującym należy podać rękę. Natomiast (sprawiedliwe rzekomo i opiekuńcze) państwo okazuje się tworem teoretycznym. Tam, gdzie należałoby spodziewać się pomocy, zieje bezduszność. W finale filmu, poprzez bierność służb reprezentujących owe państwo, bohaterowie poczują się jak zwierzyna łowna zapędzona w pułapkę bez wyjścia. Końcowe kadry to materiały dokumentalne kręcone w trakcie tzw. marszu niepodległości, w centrum Warszawy. Koszmarny sen staje się koszmarną rzeczywistością. Wszechmłodzież (że tak ją nazwę) nie spotkała się tylko po to, aby werbalnie lżyć wybrane grupy. Sprzęt jakim dysponuje, świadczy o tym, że marzy im się akcja bezpośrednia, wymierzenie komuś narodowej sprawiedliwości. Z braku bardziej wyrazistego wroga atakują więc squat, który (przypadkowo?) znalazł się na trasie ich przemarszu, a w którym schronienie znaleźli nasi bohaterowie. W symbolicznej scenie, po obu stronach barykady stają twarzą w twarz dwaj przyjaciele. Niektórzy dostrzegają tu jakąś nadzieję. Powiedziałbym, że na dwoje babka wróżyła. Transformacja może odbyć się w obu kierunkach. Siła argumentu czy argument siły?

Tym razem jeszcze wszystko skończy się dobrze. Nawet pies… ale cicho, sza. Nie wszystko będę zdradzać (nawiasem mówiąc, świetny aktor z tego Kolesia). Jednak błogostanu osiągniętego po obejrzeniu poprzednich filmów już nie osiągniemy. Nikomu nie zrobi się lżej na sercu. Więc i oglądających będzie mniej, i krytyki więcej.

Dlaczego jednak reżyser, mając pewny — wydaje się — sposób na udany scenariusz, opuszcza krzepiący kokon, wyprowadzając z niego także swoich bohaterów i widzów?

Ano dlatego, że artysta — człowiek z definicji obdarzony szczególną wrażliwością i przenikliwością — sam decyduje, kiedy i o czym powinien mówić. Może pławić się w pięknoduchostwie, udowadniać, że otaczająca rzeczywistość go nie dotyczy. Ale może też inaczej. Jakimowski idzie pod prąd — nie bójmy się tego sformułowania — oficjalnej propagandy, głoszącej wszechotaczającą nas (u nas) wspaniałość.

Zmruż oczy? A może już pora je otworzyć? Może czas uruchomić wyobraźnię? Bo jest pewna granica, za którą żadne sztuczki nie pomogą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: