oto I owo

Urodziny Bułhakowa

Posted in Uncategorized by hajton on 13 marca 2018

A gdyby tak, pomyślałem, każdy atom zawierał całą wiedzę o świecie? O przeszłości, o wszystkim co kiedykolwiek się wydarzyło. I wydarzy — bo dla wszechwiedzy nie ma ograniczeń. To znaczy, że z drobiny można by odtworzyć bezmiar trwania… Dlaczego nikt przede mną nie wpadł na myśl tak oczywistą? Odpowiedź nasunęła się sama. Nie byłem pierwszy. Atom fascynował ludzi od dawna. Czym jednak skończyło się jego rozbijanie przez najtęższe umysły? Największą katastrofą w dziejach ludzkości. Tajemnica — czymkolwiek lub kimkolwiek była — ustawiła na swej drodze zaporę nie do przejścia. Nikt nie odważy się pójść dalej, bojąc się, że tam już tylko unicestwienie i nicość. A w rzeczywistości — ostateczna odpowiedź… Już miałem brać się za łapanie jakiegoś wypasionego egzemplarza (przygotowałem nawet pudełeczko po tik-takach o smaku pomarańczowym, na wszelki wypadek, aby — jeśli coś się wydarzy — nadać wszechrzeczy pomarańczową aurę i aromat), gdy raptem facebook przypomniał mi o urodzinach. Nie, nie moich, ani moich znajomych. Chodziło o urodziny pisarza, którego książkę (najznamienitszą, według pani bibliotekarki) jakiś czas temu wypożyczyłem z biblioteki. Nie zacząłem jeszcze. Jednak stronę pisarza (fb) polubiłem, zanim zdążyłem polubić jego książkę. To teraz norma. Z lubieniem trzeba się spieszyć. Tak szybko znikają jego powody…

Jak urodziny, to urodziny. Zaprosiłem sam siebie, kota, który błąkał się  po okolicy tak obłąkańczo, że aż się do mnie przybłąkał. Wspólnie zaprosiliśmy to, co w lodówce. Obecność autora symbolizowała książka w okładce z szarego papieru, z numerem katalogowym.

O mnie już coś wiecie. Lubię wymyślać. Szukam rzeczy zakrytych. Kot (wielkie czarne kociszcze) otrzymał ode mnie imię Be (dlaczego? bo cacy z pewnością nie był). „To, co w lodówce” okazało się starym kefirem (wydawało mi się, że powinny być jeszcze jakieś grzybki, ale Be mnie chyba uprzedził). Aby nie płoszyć nastroju postanowiłem nie sprawdzać daty przydatności do spożycia. Be rozsiadł się w krześle i spoglądał na pojemnik z kefirem. Koniuszek jego ogona szybko poruszał się w lewo i prawo, zwiastując, że życie wewnętrzne kocura aż kipi. Otworzyłem książkę i zacząłem czytać. Zaraz trafiłem na opis, który wprawił mnie w zachwyt. Morelowy napój wyprodukował obfitą żółtą pianę i w powietrzu zapachniało wodą fryzjerską. Postanowiłem uchylić wieko pojemnika z kefirem. Może wyprodukuje równie ponętną pianę i aromat? Rozniósł się zapach dość rześki. Be musiał uznać go za nadzwyczaj atrakcyjny. Wskoczył na stół, ale gładki blat nie dał jego pazurom żadnego oparcia. Zrzucił nie tylko kefir, ale i książkę, której pożółkłe stronice szybko bielały od nabiału. Kot w pasji jakiejś wbijał pazury i wpijał zęby w mieszaninę papieru i kefiru, szarpał, darł, rozrywał. Jakby mu było mało, wskoczył na kuchenne okno, strącając doniczkę blokującą okno z zepsutym zamkiem. Drzwi od mieszkania otworzyły się na oścież, a strumień powietrza porwał i wyrzucił na klatkę schodową strzępy papieru. Została tylko szara okładka z numerem katalogowym.

Powinienem być załamany. Tak obiecująco zaczynająca się książka przepadła, była zniszczona z kretesem. I wtedy pomyślałem o atomie, który zazdrośnie strzegł swojej tajemnicy. Skoro z drobiny można wygenerować świat, to ze zdania da się odtworzyć książkę. Zuchwałość tej myśli aż mnie rozbawiła. I nie tylko mnie. Be nie wyglądał na przejętego swym niecnym postępkiem. Stał na dwóch łapach, przyglądał mi się bezczelnie i zapalał papierosa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: