oto I owo

Nocne odwiedziny

Posted in zabawy literackie by hajton on 26 lipca 2017

Czasem zagląda do mnie Pegaz. Rży, prycha, pyta, czy nie mam trochę siana w głowie. Bywa natrętny. Nie odejdzie, zanim go nie nakarmię. Odwiedził mnie wczoraj wieczorem, od niechcenia rzucając hasło „alfabeton”. „Samiec alfa-beton?” – próbowałem zbyć temat, patrząc mu prosto w oczy. Zbyt odważnie, bo odwrócił się nagle, a jego kopyto przeleciało o (koński) włos od mojego ucha. „Chodzi mi o dziełka o przesłaniu nienachalnym, za to wykorzystującym wszystkie trzydzieści dwie litery rodzimego alfabetu.” No jasne! Przede wszystkim mistrz Barańczak, olśniło mnie. Mini poematy, (poematki, czyli matki poetów, jako też niektórych prozaików [na przykład Allana Edgara Poe]), których sensu trzeba trochę poszukać, ale jak się już znajdzie, to, ho ho! Otwiera się morze interpretacji. Kosmos znaczeń. Bezkres bez kresu (za to z kretesem).

Zebrałem alfabet w całość, rozsypałem wokół siebie, i patrzyłem w jakie (bez)sensy mi się układa. Pierwszy był taki:

słój – foch

wizg – dąb

źle;

mężny, puść krtań!

„Może być”, powiedział Pegaz. „Taki trochę kryminał. Kłótnia przy musztardówce, wypadek po pijaku, zemsta, a może i wybaczenie?” „Naprawdę?”, zdziwiłem się, ale nie za bardzo, bo byłem już myślą przy kolejnym.

zgłębmyż:

jeść stonki?

ródź plwań fuchą…

„Jesteś głodny?”, spytał Pegaz. „Oczywiście!”, odparłem rozdrażniony. „Ty się krzepisz sianem z mej potylicy, a ja?” I jakby w dowód, że nie żartuję, dołożyłem mu jeszcze:

objeść zżętym, 

głódź, wiń:

schrup flanką!

Nie dał się sprowokować, ale widziałem, że jest umiarkowanie zadowolony (pewnie ujęło go nawiązanie do obroku, a może docenił niebanalną strategię?). No dobrze, stary koniu, pomyślałem (o Pegazie, rzecz jasna), tematykę żarcia każdy rozumie. Ciekaw jestem, co powiesz na utworek (utwór – potwór, utworek – potworek) o problematyce podniosłej, acz nie wolny od przestrogi, w dodatku jednym wiosłem zanurzony w tematyce wakacyjnej (jeziorowej) i niepozbawiony wartości sonorystycznych:

spiż fet,

głównym bojaźń,

chrzęść dulką

Spojrzał z lekkim zdziwieniem, wykonał gest, jakby chciał się kopytem postukać w czerep, ale mu nie wyszło, więc tylko parsknął i utoczył trochę piany. Byłem na dobrej drodze, aby dał mi spokój.

skrzyp, judź

mętną żółć,

chlew, figo?

baśń!

Poszedł. Ale wiem, że znów przyjdzie. Całe szczęście. Mimo stajennych manier, nie sposób go nie lubić.

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: