oto I owo

Czas barbarzyńców

Posted in nierecenzje, teatr by hajton on 4 Maj 2017

Najnowsza premiera w Teatrze Współczesnym przenosi nas w Czas barbarzyńców, którego autorem jest angielski dramaturg Don Taylor. Historia kołem się toczy. Różnym czasom i odmiennym krainom towarzyszy lęk przed nadejściem nieokrzesańców, który zmiotą zastany porządek i wprowadzą swój, oparty na terrorze i pierwotnych instynktach. Zanim rozpanoszą się na dobre, trzeba snuć wizje przewrotów i spisków, dniem i nocą, nawet we śnie. Bo jak to, tyle lat walki o postęp, humanizm, tolerancję, i wszystko na nic? Wracamy do epoki kamienia łupanego i rozłupywanych czaszek? A przecież „oni już nie wrócą”, „w tych czasach to niemożliwe”, uspokajali jedni drugich. A jednak przyszli. Więc teraz trzeba zrobić wszystko, by przywrócić demokrację: najlepszy system w najlepszym ze światów. Najlepszy? Barbarzyńcy mogą nastać w wyniku demokratycznych wyborów, a jeśli demokracja wynosi do władzy tych, którzy aż palą się, aby ją podeptać, to pogratulować ludzkości takiego „najlepszego”. Co jednak, gdy barbarzyńcy okazują się nie tacy straszni jak ich malują? Ba, potrafią być dowcipni, czarujący i szczodrzy. Uff, co za ulga! Skąd brały się te nieuzasadnione lęki? Ci starzy/nowi są całkiem sympatyczni. Wyciągają rękę z zachętą. Dają szansę. I przy okazji – szybko i skutecznie – rozwiązują problemy nierozwiązywalne od lat. Brakuje pieniędzy? Dodrukujemy! Bezdomni? Stworzy się dla nich specjalne ośrodki, co z tego, że otoczone drutem kolczastym? To dla ich bezpieczeństwa. Podbici dają się uwieść. Będą żyć, i to nieźle. Jeden po drugim zmieniają ekstrawaganckie stroje na liberie nowych panów. Przeszłość była zaskorupiona i potrzebowała nowej energii. Dziennikarze, wojskowi, poeci przechodzą na stronę zwycięzców. Dyrektor teatru, byle tylko zdobyć przychylność ludzkich panów, decyduje się wystawić Króla Edypa, w którym aktor naprawdę wydłubuje sobie oczy. Dziennikarka przyjmuje w prezencie naszyjnik z diamentów, bo przecież „to nic nie znaczy, ona nie jest na sprzedaż, a już na pewno nie za taką cenę”. Skoro tak zachowują się elity, to może nadzieja w zwykłych ludziach? Ale przecież suweren sam wywołał barbarzyńców, w buncie przeciwko elitom właśnie!

Publiczność początkowo odbierała spektakl, jako satyrę na tu i teraz. Eksplozje śmiechu. Radość z bezpośrednich skojarzeń. Ale do czasu. Bo jak tu się śmiać, gdy scena ustępuje rzeczywistości? Ulicami maszerują nacjonaliści, osłaniani przez autorytet państwa, a my się podniecamy teatralnymi aluzjami?! Ktoś hoduje straszaka, monstrum, wydaje mu się, że ma go na krótkiej lince. Ale linka może się urwać. I co wtedy? Barbarzyńca to nie Frankenstein, tyko ten, kto go stworzył. Frankensteina nikt nie nauczył, że duma to nie to samo, co buta, chamstwo nie jest dzielnością, a przemoc nie równoważy braku wykształcenia. A jednak nic tak nie podnieca, jak upokarzanie rozumu przez siłę.

W każdym z nas mieszka barbarzyńca, który w chwili dla siebie sprzyjającej odrzuci maskę cywilizacji. Nie byłem zaskoczony, że taki jest końcowy wydźwięk przedstawienia. Jednak nurtuje mnie coś jeszcze. Barbarzyńcy mogą okazać się cywilizowani i sprytni. Ale co, jeśli są głupcami?

Aktorzy fajni, zwłaszcza role wiodące, scenografia/kostiumy/oprawa muzyczna – ciekawe, reżyseria czytelna (w dobrym sensie). Lubię Teatr Współczesny. Nigdy mnie nie zawodzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: