oto I owo

Otwarta książka

Posted in malarstwo by hajton on 4 kwietnia 2017

Podczas spektaklu „Kabaret” w warszawskim Teatrze Dramatycznym zastanawiałem się wraz z częścią publiczności, czy i kiedy aplaudować? Bowiem znajdowaliśmy się w sytuacji podwójnej: w teatrze dramatycznym nie tylko z nazwy, ale i z charakteru, a zarazem w berlińskim kabarecie z czasów poprzedzających wybuch drugiej wojny światowej (dobrze znanym z filmu Boba Fosse’a). Bijąc brawo po każdym numerze stricte kabaretowym sami wcielalibyśmy się w rolę kabaretowej publiczności. Nie reagując zupełnie narażalibyśmy aktorów na poczucie, że ich sceniczne wysiłki są niedoceniane. Wielopiętrowość sztuki potrafi zaskakiwać.

W malarstwie najbardziej interesuje mnie aspekt literacki. Utrwalony na płótnie zdarzeniowy potencjał, dający się interpretować na najróżniejsze sposoby. Na przykład Pies i jego Pani. Mamy tu dwójkę bohaterów zatopionych w pojedynczych światach, ale tworzących też świat wspólny. Choć dziewczyna czyta, to nie książka jest tu ważna, a samo czytanie.

Na obrazie, o którym chcę teraz powiedzieć, książka jest jedynym elementem. Sytuacja statyczna? Pozbawiona dynamiki? Nie! Ten pomysł jest jak sportretowanie świata, bowiem każda książka jest samoistnym światem. A ponieważ dla każdego czytelnika jest światem innym, stopień możliwych interpretacji urasta do skali niebotycznej! Wróćmy jednak do obrazu. Choć osoba czytająca jest na nim nieobecna, to przecież jej bliskość daje się wyczuć. To ona odłożyła książkę, to ona znajduje się w jej orbicie, to ona decyduje o aurze, która ją okala. Sposób odłożenia książki sugeruje, że mamy do czynienia z czytelnikiem łapczywym. Nie ma czasu na zakładki, bo lektura przerwana została tylko na chwilę: dla otwarcia drzwi gościom (nieproszonym, bo przeszkadzają w czytaniu), odebrania telefonu, wypicia łyka wody albo zaparzenia herbaty… A może po prostu dla pozbierania myśli, dla chwili zachwytu albo niezgody. Ta książka jest tak wciągająca, że na czas lektury zdominowała świat otaczający. Jej duch został uwolniony. Jak dżin z butelki. A dżina (a także ginu) połowicznie uwolnić się nie da. Zostanie zamknięta dopiero po wyczerpaniu słów. Po ostatniej kropce (kropelce). Jednak dzięki takiemu sposobowi odłożenia otrzymujemy pełny wgląd w okładkę. Jakże byłbym rozczarowany, gdyby za pomocą szkła powiększającego dało się ustalić, jaki to – choćby mój ulubiony! – tytuł. Kto jest – choćby moim ulubionym! – autorem. Nic z tych rzeczy. To nie jest portret konkretnej książki. To jest obraz książki uniwersalnej. Maźnięcie literatury. Jedynym nie budzącym wątpliwości elementem jest czerwony grzbiet. Taki, który pozwoli ją zauważyć na półkach. Reszta jest niedopowiedzeniem. Możemy dopatrywać się żółtych pól, zieleni lasów, błękitu nieba, jakiegoś płotu albo parkowej ławki, a może sikorki lub rajskiego ptaka, albo pustynnej karawany zaskoczonej przez burzę piaskową… Możemy domyślać się, że na ostatniej stronie znajduje się zdjęcie autorki/autora na tle parkanu, albo zespołu krzyży, i pewnie parę słów o nim/o niej, możemy fantazjować, że rozstrzelonym drukiem wykrzyczane jest: „najlepsza książka od czasów Biblii!”, albo „książka tak zła, że aż genialna!”… Jest tam pewnie jej opis (tzw. blurb), u dołu strony czai się cena… Dopatrywać się, domyślać, fantazjować – oto wszystko, co możemy. Ale czy to mało? Ta książka jest nasza. Czegokolwiek jej nie przypiszemy, będzie słuszne. A przecież to dopiero początek. Bo jeśli sama okładka zasugerowana kilkoma dotknięciami pędzla rysuje taki ogrom domniemań, to co powiedzieć o skrywanej przez nią zawartości? Czy książka jest beletrystyką, a jeśli tak, to jakiego gatunku: romans, saga, thriller? A może to poradnik? Choć oficjalny tytuł obrazu brzmi „Otwarta książka”, na jego odwrocie Autorka dopisała: „ciągle czytam i uczę się”. A my? Musimy się cieszyć niewiedzą. Każda odpowiedź jest końcem, jej brak – trwaniem.

Można też spojrzeć na obraz jeszcze inaczej, prościej. Oto malarstwo głaszcze literaturę. Ich mariaż cieszy patrzących. Budzi w nich głód doznań. Portret książki obramowany jest w tło. Szare jak codzienność. Błękitne jak codzienność.

 

*Autorką obrazu jest Bogna Gniazdowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: