oto I owo

Myślistwo

Posted in felieton literacki by hajton on 30 września 2016

hunting_in_polan_524832ad2f544Choć cały proceder nazywamy „polowaniem” (logiczne; wypłoszoną z lasu zwierzynę łatwiej dostrzec i ustrzelić na polu), to zajmujący się nią dżentelmeni nie noszą miana „polowniczych”. Nie przyjął się też „strzelec”, a „łowczy” poległ z kretesem w historyczno-funkcyjnych odniesieniach.

Jeszcze w wieku dziewiętnastym słowo „myśliwy” było przymiotnikiem, oznaczającym osobę zmyślną, inteligentną, chętnie używającą rozumu. Wyobrażam sobie, że wiele wieków wcześniej trzeba było nie lada intelektualisty, aby polować z powodzeniem. Człowiek walczył ze zwierzętami o terytorium i pożywienie. O przetrwanie. O co walczy dzisiaj? I czy naprawdę walczy? Dzisiaj, aby polować, nie trzeba być „myśliwym”. W pojedynku z człowiekiem i jego ciągle doskonalonymi systemami zabijania, zwierzyna już od dawna nie ma najmniejszych szans. Zabicie nosorożca nie jest wiele trudniejsze od zabicia komara. Trzeba tylko wybrać właściwy kaliber. Zajęcie wymagające niegdyś sprytu i odwagi, stało się wydmuszką, okrutną i demoralizującą rozrywką, zabawą w zabijanie. Co ciekawe, zamiast powoli zmierzać na śmietnik historii (gdzie ostatecznie i tak trafi), ma się nie tylko dobrze, ale wręcz kwitnie. W wieku XX samoloty bojowe nazwano w Polsce „myśliwcami”, skutecznie utrwalając mit myśliwego, jako osoby obdarzonej ponadprzeciętną bystrością i odwagą.

Myśliwi elitą narodu. Ale, na litość boską, dlaczego?!

Ano dlatego, że polowanie to nobilitacja, a nobilitacja to uszlachetnianie, zaś uszlachetnianie to nabieranie cech szlacheckich. Dziś szlachectwo można sobie kupić. Albo jeszcze lepiej, wystrzelać, co, bądźmy szczerzy, też trochę kosztuje. Ot, inwestycja. Ale ładnie wpisana w nasze atawizmy!

Na grubego zwierza polowała arystokracja i szlachta, drobnicę zostawiano chudopachołkom, zaś hołota (biedota, za Mickiewiczem) mogła sobie co najwyżej pokłusować. Przywoławszy już wieszcza, otwórzmy i jego arcypolski arcypoemat.

Za moich panie, czasów, w języku strzeleckim,

Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim

A zwierzę niemające kłów, rogów, pazurów,

Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów;

Żaden pan nigdy przyjąć nie chciałby do ręki

Strzelby, którą zhańbiono sypiąc w nią śrut cienki!  

(księga I)

Już wówczas znane były przykłady brawurowego awansu społecznego dzięki myślistwu.

Tam, bezprzykładną w dziejach polowania sztuką,

Uszczułem sześć zajęcy pojedynczą suką.

Polowaliśmy wówczas na Kupiskim błoniu;

Książę Radziwiłł nie mógł dosiedzieć na koniu:

Zsiadł, i objąwszy sławną mą charcicę Kanię,

Trzykroć jej w samą głowę dał pocałowanie,

A potem trzykroć ręką klasnąwszy po pysku,

Rzekł: „Mianuję cię odtąd księżną na Kupisku”. 

(księga II)

Ale zostawmy zające, nie kalajmy opowieści „śrutem cienkim”. Pora na niedźwiedzia. Misia na miarę tamtych(?) czasów.

On, odetchnąwszy nieco, rzekł: „Niedźwiedź, mospanie!”

Resztę wszyscy odgadli: że źwierz z matecznika 

Wyszedł, że w zaniemeńską puszczę się przemyka,

Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali 

(księga III)

Powiało grozą! Straszliwy potwór zagraża naszym rodzinom! Sieje postrach, spędza sen z powiek matek i dziatek! Na szczęście mogą spać bezpiecznie. Ich los jest w dobrych rękach. Brać szlachecka to:

Równie myśliwi wielcy jak sławni rycerze,

Czyli wroga ścigali, czyli dzikie źwierzę. 

(księga IV)

Oczywiście, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

„Do księdza plebana 

Dać znać – dodał pan Sędzia – żeby jutro z rana

Mszę miał w kaplicy leśnej: króciuchna oferta

Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta” 

(księga III)

(O tym, że myśliwi okazali się niemyśliwi, wybierając na swego patrona świętego Huberta już wspominałem.)

Paskudny niedźwiedź przybył do świata ludzi z jakiegoś potwornego m a t e c z n i k a.

Słychać, że tam w stolicy między zwierzętami

Dobre są obyczaje, bo rządzą się sami;

Jeszcze cywilizacją ludzką nie popsuci,

Nie znają praw własności, która świat nasz kłóci… 

(księga IV)

Zaraz, zaraz; jeśli tak mu tam dobrze było, to po co wyłaził?!

Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział,

Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział;

Ale czy pasieki zwabiła cie wonność,

Czy uczułeś do owsa dojrzałego skłonność…

Teraz Wojski z obławą, już od matecznika

Postawiwszy szeregi, odwrót ci zamyka.

(księga IV)

A więc jedyną przewiną niedźwiedzia była chęć popróbowania owsa i łyknięcia miodku?… Toż panowie bracia nie mogli go poczęstować?! Miał szczęście Kubuś Puchatek, że nie trafił na nich w Zaczarowanym Lesie.

Niestety, ogary poszły w las, jak mówi prozaik. Wszyscy na stanowiskach. Wątpliwości rozwiewa Wojski,

Krzycząc, że czy kto prostym chłopem, czy paniczem,

Jeżeli z miejsca zejdzie, dostanie w grzbiet smyczem

(księga IV)

Los niedźwiedzios jest przesądzony. Już słychać jego

Ryk okropny, boleści, wściekłości, rozpaczy

(księga IV)

Oszczędźmy szczegóły nierównej walki. Za to nasyćmy się obrazem zwycięstwa:

Leżał krwią opryskany, kulami przeszyty,

Piersiami w gąszcz trawy wplątany i wbity;

Rozprzestrzenił szeroko przednie krzyżem łapy,

Dyszał jeszcze, wylewał strumień krwi przez chrapy,

Otwierał jeszcze oczy, lecz głowy nie ruszy;

Pijawki Podkomorzego dzierżą go pod uszy 

(księga IV)

Ta chwila tak upaja Wojskiego, że sam postanowił upoić innych (zanim wszyscy upoją się w sposób tradycyjny) swoim występem na rogu, zbyt jednak znanym, abym i ja o nim pisał (choć wiele bym dał, aby w interpretacji mistrza usłyszeć owo „beczenie żubra, które wiatr rozdarło”, a to beczenie zadedykowałbym pewnemu ministerialnemu (nie)przyjacielowi Puszczy i Zwierząt).

Panowie myśliwi nie mogą dojść do porozumienia, kto ostatecznie powalił monstrum. Gerwazy podziwia celność oka:

I w sam środek paszczęki! tak mu zęby wybić!

(księga IV)

by ostatecznie rozstrzygnąć zagadkę złotego strzału:

Nareszcie dobył tasak, rozciął pysk na dwoje

I w tylcu głowy, mózgu rozkroiwszy słoje,

Znalazł kulę, wydobył, suknię ochędożył…

(księga IV)

Skórę po nieboszczyku misiu otrzymają Tadeusz i Hrabia:

„Niechaj pamiątką będzie dzisiejszej zabawy,

Godłem szczęścia łowczego, bodźcem przyszłej sławy”.

(księga V)

No tak, zabawa po pachy, ubaw przedni, sami przyznacie?!

Teraz już jasnym się staje dlaczego ludzie ambitni złaknieni są strzeleckiej sławy. Nawet w egalitarnym PRL-u myślistwo było symbolem awansu społecznego, pójścia w górę, sportem(!) zarezerwowanym dla „równiejszych”: partyjnych dygnitarzy, kadry kierowniczej, dyrektorów (pamiętacie Stefana Karwowskiego, niezapomnianego „Czterdziestolatka”?). A i tym z zagranicy dawało się huknąć z kija, płacili w dewizach. Panienki też wolały, aby im płacić w dewizach.

Dziś kolejka po szlachectwo coraz dłuższa. Hasło „darzbór” wyjątkowo jednoczy opcje polityczne. Poprzedni Miłościwie Nam Panujący sam strzelał, ale jego następca odwoływał się w trakcie kampanii do słów Mahatmy Ghandiego: „Wielkość narodów i ich moralny postęp można poznać po stosunku do zwierząt.” Zgadzam się w stu procentach. Dlaczego więc MNP, zamiast walczyć o „wielkość narodu i jego moralny postęp” podpisuje nowelizację prawa łowieckiego, w myśl której facet z fuzją może nas wygonić z lasu; ba, nawet oskarżyć, że mu zwierzynę płoszymy? Według tej samej nowelizacji, dzieci mogą brać udział w „zabawie” (wspaniała nauka empatii), a obywatele UE – strzelać jak nasze knieje długie i szerokie. Skąd, do kur waści, ta nagła uległość!?

A to: „zwierzęta łowne w stanie wolnym są własnością skarbu państwa”. Naprawdę? A powietrze? Woda? Zdrowy rozsądek? Również t y l k o do skarbu państwa należą?

„Zmiana art. 9 ust. 1 pkt 2 polega na umożliwieniu przeprowadzania wiosennych prób polowych psów myśliwskich. Szkolenie tego typu jest koniecznością, chociażby z uwagi na fakt, iż do określonych polowań wymagane jest posiadanie ułożonego w tym celu psa.”

Ładne zdanie, logiką przepojone. No, to oddajmy raz jeszcze głos Mickiewiczowi:

Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna się,

Nieraz gadał o łowów i miejscu, i czasie;

Hrabia chował się w obcych krajach od dzieciństwa

I powiada, że to jest znakiem barbarzyństwa

Polować, tak jak u nas, bez żadnego względu

Na artykuły ustaw, przepisy urzędu,

Nie szanując niczyich kopców ani miedzy,

Jeździć po cudzym gruncie, bez dziedzica wiedzy,

Wiosną równie jak latem zbiegać pola, knieje,

Zabijać nieraz lisa, właśnie gdy linieje,

Albo cierpieć, iż kotną samicę zajęczą

Charty w runi uszczują, a raczej zamęczą,

Z wielką szkodą zwierzyny. Stąd się Hrabia żali,

Że cywilizacyja większa u Moskali 

(księga II)

Myślistwo z upodobaniem posługuje się argumentem umiłowania przyrody, jej ochrony i regulacji. Jest to miłość i troska równa miłości kata do ofiary. I w imieniu tych ofiar oznajmiam myślistwu, że choć jego dni jeszcze długie, to już policzone. Czego życzę mu najserdeczniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: