oto I owo

Słoń

Posted in miniatury literackie by hajton on 14 sierpnia 2016

W krzakach coś zaszumiało. Wstrzymałem oddech. Zapadła głucha cisza. Nagle z zarośli wyłoniła się trąba. Trąba peryskop, trąba tancerka, kołysząca się krzyżowym ruchem. Nie miałem przy sobie gałązki oliwnej, ale kilka oliwek mam zawsze na podorędziu, pod orędziem, które planowałem wygłosić skądinąd, ale miałem przy sobie, w okolicach osierdzia; miło! Trąba chwyciła zieloną kulkę, wycofała się w krzaki, mlasnęła, po czym wychynęła oczekiwawczo. Zapas oliwek szybko się wyczerpał. Oliwą z oliwek (noszę  zawsze w termosie) trąba nie była zainteresowana.

– Wyjdź, jeśliś prawdziwy! – zaryzykowałem.

Wyszedł. Olbrzymi, najprawdziwszy. Z długimi rzęsami, wzruszającą szczeciną na głowie, i jednym tylko, do tego niekompletnym, kłem.

– Bądź pozdrowiony, przybyszu! – zagaiłem, choć zarośla trudno było nazwać gajem.

– Bądź pozdrowiony! – odezwał się tubalnie, choć jego trąba na pewno nie była tubą.

– Ty mówisz?! – zdziwiłem się, ale nie tak mocno, jak powinienem.

– Ty też! – stwierdził słoń bez żadnego zdziwienia.

Postanowiłem poznać jego historię.

– Opowiesz mi o sobie?

Potakująco zawachlował uszami.

– Ale przedtem podstaw mi coś pod tylną łapę, żebym się tak nie kiwał.

Złożyłem na czworo gazetę (nie powiem jaką, na szczęście obfite wydanie weekendowe). Słoń, gdy tylko poczuł pewny grunt pod nogami, zaczął opowieść.

– Należę do gatunku ginącego. Sto lat temu było nas dziesięć milionów, dziś zostało kilkadziesiąt tysięcy. Im nas mniej, tym polują na nas z większą zawziętością. Nie skarżę się, nosorożce mają jeszcze gorzej. Ktoś wmówił prawdziwym mężczyznom, że proszek z ich rogu dodaje męskości. Czego dodają im nasze kły? Nie wiem. Może przeciwdziałają łysieniu? Tak czy inaczej, kłusownicy i ich klienci nieźle dają nam w kość.

Czułem się nieswojo. Duży zwierz nie oskarżał mnie bezpośrednio. Nigdy nie skalałem się brzydkim postępkiem przeciwko słoniom, ale czy kiedykolwiek uczyniłem coś dla ich dobra?

– I ja natknąłem się na kłusowników – wskazał trąbą kilka blizn po kulach – ale miałem szczęście. Ocknąłem się gdy odrzynali mi drugi kieł. Jeden z drani pewnie do dzisiaj myśli, że padł ofiarą trąby powietrznej. Uciekłem zanim się pozbierał. Ale kolejnego spotkania z kłusownikami bym nie przeżył. Wiesz, jak nazywają takich, jak ja? Niedoróbki. A wiedząc, że mamy dobrą pamięć i wściekłość nie tkną nas, zanim nie będziemy na sto procent martwe. Mając takie perspektywy postanowiłem ruszyć w odległe strony. Myślisz, że do nas nie docierają wieści o przyjaznych słoniom krajach Północy? Ale jak się do nich dostać? Podróżowałem przez sawannę, co jeszcze było proste, bo to moje naturalne środowisko. Zresztą bardzo pomagały mi żyrafy, one dużo widzą. Pustyni nie pokonałbym nigdy, gdyby nie pomoc wielbłądów. Dawały mi cień za dnia i trochę ciepła w nocy. Po drugiej stronie wielkiego piasku patrzono na mnie ze zdziwieniem, ale bez niechęci. Dzięki temu bezpiecznie dotarłem aż do Casablanki, gdzie udało mi się zaokrętować…

– No nie, teraz to już przesadzasz. Dżungla, pustynia, Casablanca, a teraz statek? Kim ty jesteś, słoniem morskim?!

– A nie słyszałeś nigdy o niedźwiedziu Wojtku? Nie tylko zamustrował, ale miał nawet stopień wojskowy. I palił papierosy… – tu słoń łypnął na mnie łapczywie.

– Sory, nie palę…

– Nie szkodzi, ja się odzwyczajam… W czasie rejsu pomagałem w dźwiganiu największych ciężarów, a wieczorami grałem w jazzbandzie. Z marynarzami byłem za pan brat, ale gdy tylko dobiliśmy do portu przeznaczenia, zmustrowałem i spytałem o drogę do najbliższego ogrodu zoologicznego. Przyjęli mnie tam życzliwie. Na szczęście nie zdradziłem się ze znajomością ludzkiego języka, dzięki czemu któregoś dnia usłyszałem niepokojącą rozmowę opiekunów. Wynikało z niej, że zoo nie stać na utrzymanie jeszcze jednego kolosa, więc postanowiono mnie odstrzelić, i – w obecności dzieci – nakarmić mną lwy. Uciekłem w ostatniej chwili. Najkrótszą drogą wróciłem do portu. Szczęście mi sprzyjało. Z otwartymi ramionami przyjęła mnie trupa cyrkowa, która powracała na drugą stronę zimnego morza. W porcie docelowym przesiedliśmy się na wozy i… Kolejne rozczarowanie. Otóż dzikim zwierzętom zakazano występów w cyrkach. Aż taki dziki nie jestem, ale cóż było robić? Dyrektor trupy nie miał zamiaru utrzymywać darmozjada. Gdy trupa zalała się w trupa zostawił mnie w pół drogi między miastami. W szczerym polu. Kręciłem się trochę po okolicy, ale miejscowi nie byli mi przychylni. „Idź sobie, skądeś przybył!” – krzyczeli, a niektórzy rzucali kamieniami. A choć mam grubą skórę, przecież tak słowo jak i kamień potrafią zranić. Najwięcej sympatii zaznawałem od dzieci, dopóki rodzice nie zobaczyli, z kim się przyjaźnią. „Do domu mi zaraz!” – krzyczeli. „Nie patrzeć, nie słuchać, nie podchodzić, nie dotykać, jeszcze mi się czymś zarazicie!” – krzyczeli. A mnie próbowali odgonić znakiem krzyża. Gdy go odwzajemniałem, robili wielkie oczy, wrzeszczeli „diabeł!”, pluli i uciekali w popłochu. Więc schroniłem się w tym lasku. Jesteś pierwszym, który chciał ze mną pogadać…

Zastanawiałem się, jak pomóc nieszczęsnemu zwierzęciu. W końcu wpadłem na pewien pomysł.

– Jeśli pójdziesz w tym kierunku natrafisz na duży las, potem na jeszcze większy las, a w końcu na pralas. Tam mieszkają żubry…

– Żubry? Kim są żubry? – spytał z zaciekawieniem.

– To takie nasze słonie.

– Wspaniale! – ucieszył się.

– Tylko pamiętaj, jak już do nich dotrzesz, musisz się koniecznie trochę zżubrzyć. Może uda ci się nawet podbić serce jakiejś uroczej żubrzycy?

– No to lecę! – widziałem jak w olbrzyma wstępują nowe siły. – Dzięki!

I zniknął z szybkością, o jaką nigdy bym go nie podejrzewał.

Zostałem sam, zastanawiając się czy przypadkiem nie zrobiłem go w trąbę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: