oto I owo

Historia miłosna

Posted in miniatury literackie by hajton on 15 Maj 2016

phillips girl 2Karolinka miała włosy upięte w piękny ogon, którym majtała z gracją na wszystkie strony. Do tego parę dołeczków w policzkach i fiołkowe oczy, na które filuternie opadała grzywka. Zaraz, czy oczy nie były czasem w kolorze niezapominajek? Albo szafirowe? A może nawet biało-czerwone? I tego nie można wykluczyć. Powiedziałem, Karolinka? No, nie pamiętam dokładnie. Kto wie czy nie Klara? Albo Zosia? W każdej klasie jest dziewczyna, która spopiela serca chłopaków, nawet jeśli oni sami jeszcze nie wiedzą, że słowo „spopiela” może odnosić się też do serca. Kaprys demograficzny sprawił, że w swojej klasie Karolinka była jedyną dziewczynką. Gdy hasło: „jakie te dziewczyny są głupie i w ogóle okropne, a już szczególnie ta nasza Karolinka” zaczęło dominować w chłopięcych rozmowach, stało się jasne, że czar zaczął działać. Była to oczywiście zasłona dymna, bowiem co wyrażane stadnie, niekoniecznie znajdowało potwierdzenie w zachowaniach indywidualnych. Ten i ów próbował jakiejś zaczepki („mała, coś ty taka nieśmiała”), jakiegoś niewyklutego komplementu („jesteś śliczna lecz liryczna”) albo wręcz propozycji („spotkajmy się na balu, opowiem ci o Realu”, lub „moje serce płonie, opowiem ci o Barcelonie”). Karolinka nie reagowała, jednak w głębi duszy wcale nie była obojętna na popisy chłopaków. Hołdy słowne sprawiały jej przyjemność, choć wolała czyny. Jedzenie kredy, wspinanie się po rynnach i spacery po parapetach (zewnętrznych), to były dzieła godne jej urody. Lecz autorzy nawet najbardziej brawurowych występów nie czerpali z nich żadnych korzyści. „Twierdza Karolinka” nie zdradzała najmniejszych oznak słabości.

Z uwagi na nieskuteczność technik indywidualnych grupa najbardziej zapalonych wielbicieli postanowiła się zrzeszyć. Tak powstał Klub Fanów Karolinki. Działania zespołowe miały spotęgować siłę uczuciowego rażenia. Założyciele grupy umówili się jednak, że gdy Karolinka zacznie zdradzać oznaki emocjonalnych rozterek, powrócą do działań indywidualnych, by każdy miał szansę na wymarzoną premię tylko dla siebie.

Zaczęło się od transparentów rozwijanych, gdy dziewczynka zbliżała się do klasy. „Karolinka jest najpiękniejsza”, „Karolinko, ty nasza jarzębinko”, „Karolinka miód dziewczynka”, głosiły. Inne, z którymi młodzieńcy pikietowali przed szkołą miały zniechęcać konkurencję: „Karolinka jest nasza i tylko nasza!”, „Ręce, myśli oraz drinki precz od naszej Karolinki!”, „Pamiętajcie wszystkie chamy, Karolinki nie oddamy!”.

Karolinka przyjęła te nowe hołdy łaskawie, kilka razy się nawet uśmiechnęła, ale wkrótce, pewnie znudzona ich powtarzalnością, ponownie zobojętniała. Grupa postanowiła zmienić taktykę. Wspólnymi siłami wyprodukowano hiphopowy przebój: „Hej, dziewczyno, spojrzyj wokół, ile oczu patrzy w mroku, cię całują, obłapiają, twoją duszę wysławiają”. Wkrótce jednak w grupie tzw. „polonistów” wybuchł gwałtowny spór, czy oczy mogą całować, a tym bardziej obłapiać, jakiś złośliwiec twierdził też, że w oryginale „dusza” brzmiała inaczej, choć podobnie, więc skończyło się tak, że Karolinka się obraziła. Wskórali tyle, że z zimnej stała się lodowatą. Aby nieco ogrzać atmosferę grupa najbardziej zapalonych członków KFK zdobyła kilka pochodni, czego pochodną stały się „marsze ogniste” przed lekcjami i po nich, z tym, że musiano poczekać do zimy, gdyż płonące pochodnie największy efekt czynią przed świtem i po zmierzchu. Jednak serce dziewczynki nie zapłonęło.

Ciągły brak postępu spowodował kłótnie, bójki, a w końcu rozpad KFK na frakcje. Część poszła w race, część w racjonalizm, inni w pieśni patriotyczne lub też sporty zespołowe. Niektórzy zapisywali się do kółek matematycznych lub szachowych (chcieli olśnić Karolinkę intelektem) inni do strzeleckich, łuczniczych lub kuszniczych (chcieli sobie postrzelać).

Przyszedł maj, zakwitły bzy, bzyczały zakwity, koniec roku szkolnego już majaczył na horyzoncie, a Karolinka, piękniejsza niż zwykle, wiosennie promieniejąca, pozostawała nieczuła. Ale ten ogrom niespełnionych starań, ta sromotna klęska chłopięcyzmu domagała się zapłaty. Coś wisiało w powietrzu. Coś musiało się wydarzyć.

Któregoś ranka nauczyciel geografii wszedł do klasy i oniemiał ze zgrozy. Uczniowie siedzieli cicho wpatrując się w tablicę, na której widniał napis: „Karolinka ma zeza”. Dramatyczna rozterka malowała się na młodzieńczych licach. Czy możliwe, że tego nie dostrzegli? Bo jeśli to prawda, to… taki wstyd, obciach wszechczasów, walczyć – i to bezskutecznie – o wdzięki zezowatej?… Chcieli spojrzeć w oczy tej, która ich konsekwentnie odtrącała, ale nie było to proste, ponieważ siedziała sama, w pierwszym rzędzie, w środkowej ławce. I jeszcze ta grzywka…

Nie udało się wyjaśnić, kto był autorem napisu. Nie stwierdzono też, czy głosił prawdę. Karolinka miała swoje sposoby, aby ukrywać ten fakt przed niepożądanymi spojrzeniami. Od tamtej chwili wiele się jednak zmieniło. Wczorajsi zapaleńcy wstydzili się szaleństw popełnianych dla dziewczyny podejrzewanej o zeza. Ale któregoś ranka stała się rzecz jeszcze bardziej nieoczekiwana. Przed rozpoczęciem lekcji Karolinka wskoczyła na stół nauczycielski. Zapadła cisza. Dziewczyna uniosła grzywkę i spojrzała na oniemiałych młodzieńców…

Patrzyły na nich oczy sarny, wilgotne, olśniewające, oszałamiające, przepiękne po prostu… Przez klasę przetoczył się jęk zachwytu. I nagle… Karolinka wrzasnęła, wykrzywiła twarz w okropnym grymasie i zazezowała tak, jak jeszcze nikt nigdy. Lewe oko uciekło w tył czaszki, gubiąc źrenicę, podczas gdy prawe zaczęło wirować nieregularnie, by w końcu nakreślić parę figur, a nawet brył geometrycznych. Chłopaków zamurowało. Wstrząsnął nimi szloch odrazy i spazm przerażenia. Tymczasem lewe oko panienki wróciło do centrum, by zacząć wirować w rytmie walca, natomiast prawe najpierw wybałuszyło się okrutnie, by po chwili zapaść się w sobie. Powtarzało tę czynność według stałego rytmu. W tym samym czasie powieki zaczęła nadawać alfabetem Morse’a jakiś tekst (prawa – krótkie, lewa – długie) zbyt szybko jednak, by dał się odczytać. Może i dobrze. Wypatroszeni emocjonalnie chłopcy zaczęli drzeć się wniebogłosy i płakać. „Przestań już! Przestań! Jesteś okropna, nie znosimy cię!”. Niedawna miłość okazała się larwą niechęci.

Gdy tylko zadzwonił dzwonek, oczy Karolinki wróciły na miejsce, znów olśniewając regularnością i blaskiem, zaś dołeczki cudnie pogłębiły się w uśmiechu. Dziewczyna zeskoczyła ze stołu. Już chciała usiąść na swoim miejscu, gdy z tylnego rzędu podszedł do niej chłopak, który do tej pory nie brał udziału w naszej opowieści.

„Czego?” – warknęła, przekonana, że po spektakularnym występie raz na zawsze pozbyła się niedojrzałych adoratorów.

„Chcę tylko powiedzieć, że cię kocham. Zawsze cię kochałem.”

„To dlaczego nigdy nie widziałam cię z nimi?”

„Kto kocha, nie krzyczy” – uśmiechnął się chłopiec.

Karolinka i chłopak zostali parą. O ile mi wiadomo, są nią do dzisiaj. Z tego, co przypuszczam, pozostaną nią na zawsze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: