oto I owo

Szanghaj – Traviata – Szczecin

Posted in muzyka, nierecenzje by hajton on 28 marca 2016

Zalety architektoniczne i akustyczne nowego gmachu Filharmonii Szczecińskiej opisano już wielokrotnie. Zamieniając przymiotniki na „muzyczne” i „artystyczne”, to samo można by powiedzieć o kameralistach z Szanghaju. Ale niekoniecznie u nas. Shanghai Quartet koncertuje przede wszystkim na rynku azjatyckim (Chiny, Japonia, Korea Płd.) i amerykańskim. Na szczęście kwartet jest bytem wędrującym, istnieje więc szansa, że któregoś dnia zawita tam, gdzie się właśnie znajdujemy. A co dopiero, gdy będzie to miejsce, w którym jego walory mogą zabrzmieć w całej pełni! Taka szczęśliwa okoliczność wydarzyła się w Filharmonii Szczecińskiej 21 marca 2016 roku, w ramach XX Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. Dla zdecydowanej większości słuchaczy (łącznie z niżej podpisanym), była to pierwsza szansa na bezpośrednie zapoznanie się z kunsztem wykonawczym azjatyckiego zespołu. Program koncertu zawierał dwa arcydzieła muzyki kameralnej: Pierwszy Kwartet smyczkowy a-moll op. 7 Béli Bartóka i Kwartet smyczkowy nr 15 a-moll op.132 Ludwiga van Beethovena. Nie mogłem przepuścić takiej okazji.

Nie będę rozpisywał się o krystalicznej intonacji czy organicznej wręcz prezentacji materiału muzycznego. Dla zespołu takiej – jak się okazało – klasy, są to elementy oczywiste. Nie mam także zamiaru rozwodzić się na temat indywidualnych i zespołowych trudności wykonawczych obu utworów (ich skalę w Kwartecie Bartóka poznałem osobiście). Chciałbym natomiast poświęcić słów kilka pewnemu elementowi, który wyróżnia zespół z Szanghaju na tle plejady najwybitniejszych kwartetów smyczkowych XXI wieku. To niezwykły, panteistyczny rzekłbym, stosunek do dźwięku. Jego brzmienie jest jak ruch chmur, które zmieniają formy w sposób niezauważalny dla oka, jak woda przelewająca się w górskim strumieniu, bez początku i bez końca, jak powietrze, którym oddychamy, niby wciąż takie samo, a przecież ciągle inne. Owszem, jeśli trzeba, początki fraz są wyraźnie zarysowane, ale nigdy brutalne. Podobnie jak ich końcówki – zdecydowane, gdy żąda tego kompozytor, ale nie gwałtowne, nigdy nie więżą dźwięków, nie zamykają im drogi powrotu do świata, z którego przybyły. Ten dźwięk przemawia barwą i dynamiką – diapazon możliwości od pianissimo do fortissimo jest tu ogromny – jednak nigdy nie staje się ostry. Jego genezy doszukiwałbym się w brzmieniu chińskich skrzypiec erhu, na których gra agresywna po prostu nie jest możliwa. Mamy więc sytuację, w której muzyka szeroko rozumianego Zachodu spotyka się z wrażliwością szeroko rozumianego Wschodu, co owocuje interpretację odkrywczą, przynosi efekt odmienny, wzbogacający nasze rozumienie sztuki i sytuujący wybitne dzieła muzyczne w nowych przestrzeniach. Niezwykle plastyczna narracja nabiera momentami znamion wyświetlanych w przestrzeni hologramów. Szczególnie poruszający wydał mi się fragment wolnej części kwartetu Beethovena, który brzmiał jak wyimek z Genesis – wyłanianie się lądów spośród morza ognia i lawy, potem jakiś rys powstawania gotyckich katedr, w końcu – no dobrze, niech będzie! – upadek Konzerthausu i pnące się w jego miejsce wieże lodowego pałacu – Filharmonii Szczecińskiej… Występ kameralistów z Szanghaju opatrzył komentarzem Piotr Urbański, stały prelegent cyklu koncertów kameralnych. A sposób w jaki to czynił – dzięki odpowiedniej proporcji między informacjami merytorycznymi, a ciekawostkami – wydatnie zaostrzał apetyt na wysłuchanie omawianych dzieł.

Następnego ranka świat obiegła wiadomość o zamachach terrorystycznych w Brukseli. Tegoż wieczoru, w przepięknie odnowionej, nieodległej od Filharmonii, Operze na Zamku, miała zabrzmieć La Traviata Giuseppe Verdiego.

This will be our reply to violence: to make music more intensely, more beautifully, more devotedly than ever before – Naszą odpowiedzią na przemoc będzie granie muzyki intensywniejsze, piękniejsze, pełniejsze oddania niż kiedykolwiek przedtem – można by przetłumaczyć słowa Leonarda Bernsteina.

Spektakl został poprzedzony minutą ciszy. Było to właściwe wprowadzenie w jego atmosferę, która – choć początkowo pełna życia i użycia – wiedzie w rejony samotności, cierpienia i umierania. Wykonawcy sprostali niełatwemu zadaniu. Od z zaangażowaniem grającej orkiestry, przez sprawny chór i balet, do dyrygenta, który pewnie koordynował działania sceniczne z orkiestrowymi. Od różnorodnej, choć nie przytłaczającej scenografii, do interesujących pomysłów reżyserskich, na przykład multiplikowania postaci umierającej bohaterki. W końcu zespół śpiewaków, pośród których blaskiem pierwszej wielkości świeci tytułowa Traviata – Marcelina Beucher. Artystka zachwyciła mnie już w finale Konkursu Wokalnego IVC w holenderskim ’s-Hertogenbosch (50th International Vocal Competition) we wrześniu 2014 roku, w trakcie którego wspaniale wykonała arię z Halki Stanisława Moniuszki (Halka Pani Marceliny). Powiedzieć, że w roli Violetty spełniła nadzieje, z którymi wybrałem się na spektakl, to powiedzieć za mało. Śpiewaczka to urzekała kantyleną, to znów bez wysiłku mierzyła się z najtrudniejszymi pasażami. Jeśli dodamy do tego zadania aktorskie, które wymuszały śpiew w bardzo nienaturalnych pozycjach (gdy leżąc zwija się z bólu), otrzymamy pełniejszy obraz tego poruszającego występu. Jej wykonanie rozbudowanej partii Violetty (prawie dwie godziny czystego śpiewu) wzbudziłoby aplauz na najbardziej prestiżowych scenach operowych świata. Jej głos – srebro, mosiądz i złoto – wydaje się predestynować artystkę do zmierzenia się także z repertuarem wagnerowskim. Chciałoby się, aby po anonsowanym na rok 2019 debiucie reżyserskim Mariusza Trelińskiego w Bayreuth (Tannhäuser), w niedalekiej przyszłości w Teatrze na Wzgórzu wystąpiła także polska śpiewaczka.

Dodam jeszcze, że dzielną współsłuchaczką opisywanych koncertów była moja Mama, która generalnie podpisuje się pod powyższymi słowami, choć akcentuje większy jeszcze zachwyt dla Wykonawców.

WP_20160322_010

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: