oto I owo

Pan Hrabal i zwierzęta

Posted in literatura by hajton on 23 stycznia 2016

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że błyskotliwą wypowiedzią wzbudziliście zdumienie w rozmówcy, który – oniemiały – pytał z podziwem: „Ale skąd to wiesz?!” albo „Jak na to wpadłeś?!”.

Jeśli na tak zadane pytanie nie odpowiemy równie błyskotliwie, nasz mit człowieka obdarzonego tajemną wiedzą pryska w mgnieniu oka. Na szczęście z pomocą przychodzi nam tu bohater książki Bohumila Hrabala, który w podobnej sytuacji ripostuje: „Obsługiwałem abisyńskiego cesarza”. Nieważne czy rozmówca uwierzył czy nie; siła argumentu jest tyle niestandardowa, co miażdżąca, tylko kiep by się jej przeciwstawił. Skąd taka mądrość u czeskiego kelnera? Jest to mądrość przez zapożyczenie: kelner Jan Hredeczke przejął ją od swojego mistrza, oberkelnera Skowronka, który z kolei obsługiwał angielskiego króla. Gdzie jednak leży siła tych – na pozór – wyssanych z palca argumentów? Otóż leży ona w prawdzie, bowiem zarówno jeden jak i drugi nie kłamał mówiąc o usługiwaniu możnym tego świata. I choć nie wszyscy jesteśmy kelnerami, z pewnością każdy z nas posiada w życiorysie zdarzenie, którego przewyższa chwałą inne. Grunt to wybrać to unikalne i posiadające podobną wielkość, co monteveresty panów Skowronka i Hredeczke.

Przychodzi mi do głowy parę przykładów, ale ich Wam oszczędzę, bo każdy ma swoje. Zwłaszcza, że miało być o zwierzętach.

Pierwsza część przeżyć zwierzęcych przeżyć pana Jana Hredeczke jest wyłącznie kulinarna. W głównej roli występuje tu wielbłąd, zaszlachtowany przez abisyńskich kucharzy przed hotelem Paryż (w Pradze, rzecz jasna). Ten wielbłąd został nafaszerowany dwiema antylopami, które nafaszerowane były indykami, wypełnionymi z kolei rybami, w których znajdowały się gotowane jajka. A wszystko zasypywane egzotycznymi przyprawami przywożonymi na taczkach.

Potrawa wzbudziła zachwyt. Radca rządowy (znany smakosz) tak był wstrząśnięty daniem, że wstał i zaczął krzyczeć. Inny łasuch (emerytowany generał) wydawał z siebie „błogie kwilenie, rosnące w kadencji z każdym nowym kęsem”. W końcu zakwilił tak, „że nawet czarni kucharze zrozumieli, o co chodzi, i zawołali radośnie: „Jes, jes, samba, jes.””.

Ale przejdźmy do żywych zwierząt. Po wojnie bohater trafia do obozu dla bogaczy. Oto scena, jaka mu się przydarza:

„Popędziłem przed siebie, zasłaniając rękami twarz i głowę, ale gołębie leciały za mną. Przewróciłem się, gołębie polatywały wokół, a potem mnie obsiadły. Usiadłem i ja i zobaczyłem wtedy, że te otaczające mnie gołąbki łaszą się, a ja jestem dla nich życiodajnym Bogiem. I spojrzałam wstecz na swoje życie, i teraz widziałem siebie otoczonego przez Bożych posłańców, gołębie i gołębice, jakbym był jakimś świętym, wybrańcem niebios, więc podczas gdy inni śmiali się ze mnie – słyszałem śmiech, krzyk i docinki – ja byłem przejęty posłannictwem gołębi, i wtedy uwierzyłem, że znów niewiarygodne faktem się stało i że nawet gdybym miał dziesięć milionów i trzy hotele, te pieszczoty i pocałunki dzióbków gołębi i gołębic są znakiem niebios, które sobie mnie upodobały, tak jak to widziałem na obrazach ołtarzy i malowidłach towarzyszących drodze krzyżowej, którą chadzaliśmy do swoich cel.”

Jeszcze później, były kelner, hotelarz i milioner trafia na leśne odludzie, gdzie ciężką pracą ma odpokutować swoje dawniejsze przewiny. Jego jedynymi towarzyszami stają się: konik, koza, wilczur i kotka. Po tygodniach, miesiącach samotności, Jan postanawia odwiedzić znajomą dziewczynę.

„Taka mnie za nią zżerała tęsknota, że spakowałem, co najpotrzebniejsze, i jeszcze przed brzaskiem ruszyłem do wsi. Czekałem tam na autobus i kiedy przyjechał, a ja stawiałem już nogę na pierwszym stopniu, wtedy zobaczyłem jak od strony mojej drogi biegnie konik, za nim pies, a na końcu dyrdała koza… Przytruchtały te zwierzęta i popatrzyły na mnie z niemą prośbą, żebym ich tam nie zostawiał. Obstąpiły mnie, a jak zjawiła się jeszcze ta dzika kotka i wskoczyła na ławkę, gdzie ustawia się bańki z mlekiem, pozwoliłem autobusowi pojechać beze mnie i wróciłem ze zwierzętami, które od tej pory oczu ze mnie nie spuszczały, za to starały się mnie jakoś rozweselić.”

Bohumil Hrabal zakończył ziemski żywot wypadając z okna na piątym piętrze praskiego szpitala, w trakcie karmienia gołębi.

Cytaty: Bohumil Hrabal, Obsługiwałem angielskiego króla (PIW 1990, tłumaczenie: Jan Stachowski)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: