oto I owo

Szczęśliwy śledź

Posted in felieton literacki by hajton on 26 grudnia 2015

Zestawienie tytułu z dzisiejszą datą może sugerować, że chodzi o śledzia na talerzu. O formę,  w jakiej śledź będzie zażywał wieczystej szczęśliwości lub – mówiąc precyzyjniej – docześnie jej dostarczał. No, bo przecież może być śledzik (w sytuacji kulinarnej dopieszczamy rybę zdrobnieniem) marynowany lub w oleju. Wędzony albo prawie surowy, tak zwany matias czyli śledź dziewiczy (cóż za kontekst). Śledź po żydowsku, grecku, szwabsku lub arabsku. Śledź w śmietanie. Śledź w miodzie, a także śledź w czekoladzie (słynny przepis szefa kuchni w hotelu Cracovia). Śledź w szubce. Śledź w tubce. A czemu nie śledź z chrzanem? Albo śledzik w buraczkach? Lub śledź w …… (każdy wpisuje ulubiony dodatek). Śledzika można też (d)opracować: pyszne są flaczki ze śledzia. Śledzęcy móżdżek (potrawa nieokazała, ale smaczna). A w końcu kto nam zabroni popróbować spaghetti aringhe lub pizza śledziona? A jeszcze słynny japoński śledź yako-taki! Lub historycznie (średniowiecze) dowiedziony śledź sensu stricte, w wersji ludowej znany jako śledź sensu traktor (na Mazowszu – a la ursus). Ba, znany jest nawet kompot z suszonych śledzi!

I tak to, płynnie (jakżeby inaczej?) doszliśmy do niemniej istotnego pytania: w jakim mianowicie środowisku śledź osiągać będzie szczęśliwość? Bo i tu możliwości są różne, przy czym co jedna, to gorsza. Wyobrażacie sobie śledzia z herbatą (i to jeszcze posłodzoną)?! Albo z mlekiem? Skandynawowie popełniają taką ohydę! Niewiele lepszy będzie śledź popijany piwem, winem (zwłaszcza grzanym), whisky, koniakiem lub likierem. Szampan? Mrożony peppermint? Groza! Torsje i retorsje. Torty i retorty. Trampki. Traumy. Wrogie wydalenia. Skandale. Brrr, strzeżmy się tego. I zapiszmy grubą czcionką (a nawet podkreślmy cienkim wężykiem): śledź zaznaje pełni szczęścia jedynie w wersji kanonicznej, to znaczy ze zmrożoną czystą.

Po tych delicjach zdobądźmy się jednak na bezkompromisową szczerość: śledziowi, który znajduje się na talerzyku jest (już) najzupełniej obojętne w jakiej formie spoczywa, co mu towarzyszy, a nawet w czym będzie pływał (rybka lubi pływać; na taki sarkazm stać jedynie człowieka). Aby zrozumieć co może dać szczęście śledziowi za życia, powinniśmy wraz z nim zanurzyć się w morskie głębiny.

Śledź z natury nie jest samotnikiem. Ideałem śledzia jest więc życie w stadzie zwanym ławicą. Jako jednostka nie obdarzona nazbyt wybujałym intelektem, w stadzie czuje się po prostu lepiej. W ławicy śledź zostaje wzbogacony o szósty zmysł zwany instynktem stadnym. Widzieliście kiedyś niezwykły balet wielotysięcznego stada szpaków na tle zachodzącego słońca? Śledzie mają tak samo, tylko trudniej je dostrzec. Sprawa nie wydaje się więc skomplikowana: śledź szczęśliwy to śledź stadny, to znaczy płynący w kierunku, w którym podąża ławica. Czy jednak w ławicy nie znajdują się jednostki wybitne, które ów kierunek wyznaczają? Oczywiście, są. Ale wcale nie na czele. One wiedzą, że ławicą wydajniej steruje się od środka. W przypadku afery jest też łatwiej się rozproszyć i udawać osobnika podrzędnego, prawie śniętego.

Owszem, jednej lub drugiej jednostce może się zamarzyć założenie własnej ławicy, ale wahania trwają tyle, ile plaśnięcie syreniego ogona. Już tam ławica potrafi niepokornych przywołać do porządku. Co innego, gdy ławica napotka na swej drodze inną. Wówczas może się zdarzyć, że śledź szybko oceni liczebność konkurencji i – jeśli uzna, że jest przeważająca – zmieni ławicę. Podniosłym marzeniem śledzia jest bycie cząstką ławicy najliczniejszej. Jego ideałem – należenie do ławicy jedynej zwanej wszechławicą. Członek wszechławicy nie obawia się niczego. Pręży dumnie płetwę grzbietową. Nikt mu nie podpłynie. Sunie przez morza i oceany, opływa kulę ziemską, dziarsko zmierza ku świetlanej przyszłości zwanej też wieczną szczęśliwością. Może się jednak zdarzyć, że w chwili największego i niczym niezmąconego szczęścia, wraz z ławicą wpłynie w szeroko otwartą paszczę drapieżcy. Lub, co gorsza, w sieci. Tu kończy się szczęście śledzia, a zaczyna człowieka. Chyba.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: