oto I owo

sęS

Posted in felieton literacki by hajton on 19 grudnia 2015

Przed laty w rodzinnym mieście moją uwagę przykuwały trzy napisy.

Pierwszy brzmiał: UT ĆAWOSAK YTELIB EWOZARONDEJ  i był ozdobą szyb w tramwajach miejskich. Starszy kolega wyjaśnił mi, że tramwaje zostały wyprodukowane na Węgrzech, stąd i węgierki napis. Wydawało się to logiczne: w końcu jeżdżące po naszych ulicach Ikarusy też pochodziły z Krainy Gulaszu. Co mogły oznaczać tajemnicze słowa? Jak to co? Starszy kolega nie miał wątpliwości. Polak Węgier dwa bratanki. Do dziś nie wiem czy wierzył w to, co mówi, czy też – mówiąc językiem parlamentarzystów – robił mnie w konia.

Drugi z napisów pojawiał się w gazetach, a ściślej mówiąc, w repertuarach kinowych. Nie bez zdumienia zauważałem, że przez całe miesiące w programie utrzymuje się film zatytułowany „Patrz: sobota”. Tytuł budził najlepsze skojarzenia – czy jest dzień tygodnia równie pożądany i wyczekiwany? – więc kilka razy w niedzielne popołudnie wybrałem się do kina (do różnych kin), ale zawsze okazywało się, że obrazu wcale nie ma w repertuarze. „Ale w gazecie pisało…” – przekonywałem panią kasjerkę. „Nie pisało, tylko było napisane” – poprawiała mnie, po czym bezlitośnie doprawiała: „musieli się pomylić”, albo „mały, nie zawracaj głowy, nie widzisz, że jest kolejka?”. Sztandarowego dzieła światowej kinematografii nie udało mi się obejrzeć do dzisiaj, choć wszystkie inne z dniami tygodnia w tytule („Nie lubię poniedziałku”, „Jeśli dziś wtorek to jesteśmy w Belgii”, „Wielka środa”, „Czarny czwartek”, „Dzięki Bogu już piątek”, „Krwawa niedziela”), owszem. „Patrz: sobota”? „Patrz: ironia” raczej!

Trzeci z napisów budził największą konfuzję, bowiem uświadamiał mi, że – wbrew dydaktycznym zapędom pani kasjerki – świat dorosłych wcale nie jest wolny od błędów. Był to slogan reklamowy jedynej wówczas firmy ubezpieczeniowej, który w formie mrugającego neonu wesoło oznajmiał obywatelom: PZU UBEZPIECZA CIEBIE I TWOJE MIENIE. To, że „mie nie” uważałem za trochę niesprawiedliwe. Ale inne wrażenia wysuwały się na plan pierwszy. Przecież oczywistym było, że prawidłowa forma powinna brzmieć: PZU UBEZPIECZA CIEBIE I TWOJE, MNIE NIE. To nie dodawało sensu, ale przynajmniej usuwało błędy. Na czym, jak na czym, ale na błędach dziecko się zna. Wszyscy mówią dziecku, że robi błędy, jest więc dziecko swojego rodzaju błędowym ekspertem. Niestety, nie chciałem poruszać drażliwego tematu z rodzicami, bo prowadziłoby to do wniosku, że skoro świat dorosłych sam popełnia błędy, traci tym samym prawo do wytykania ich światu dziecka. A na taką konkluzję mało który rodzic byłby przygotowany.

Wkrótce przyszedł moment, w którym wszystko stało się jasne.

Tajemniczy węgierski napis był czytanym wspak tekstem: TU KASOWAĆ BILETY JEDNORAZOWE. Wystarczyło stanąć po właściwej stronie kasownika.

Tytuł „Patrz: sobota” odnosił się do powtarzanego w niedzielę sobotniego porządku seansów.

A slogan reklamowy wcale nie zawierał błędów, tylko przekraczał zasób słownikowy kilkuletniego dziecka.

A przecież wierzyłem. Po stokroć wbijany do głowy (bez)sens, stawał się sensem właściwym i jedynym.

Jednak co uchodzi dziecku nie przystoi dorosłym. A świat najwyraźniej uważa, że jeśli powtórzy coś po stokroć, to w końcu narzuci nam swoją interpretację.

Przekonuje Cie? Mie nie.

Ilość przechodząca w jakość jest takim samym mitem jak nijakość stająca się wielkością.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: