oto I owo

Kwiat pustyni

Posted in miniatury literackie by hajton on 15 września 2015

imagesSą grzyby! Dużo! – gruchnęła wieść. Dni tygodnia wlekły się niemiłosiernie, wyobrażałem sobie, jak z każdą godziną, ba, minutą, hordy emerytów i bezrobotnych wycinają w pień cały – że tak się wyrażę – grzybowy narybek. W sobotę o świcie (na szczęście świt o tej porze roku przypada nie bladym świtem) ruszyłem w las. Szybko okazało się, że pogłoski o wysypie grzybów były mocno przesadzone. Już zdążyłem przemoczyć buty do kostki (aby nie zapeszyć, wybrałem się w adidasach), już spodnie lepiły mi się do łydek i kolan, a po stronie znalezionych aktywów zanotowałem ledwie dwa zajączki, z czego jeden nadgryziony zębami zajączka, a drugi – zębem czasu. Wiklinowy koszyk (pusty) i nożyk do grzybów (nieużywany) ciążyły mi coraz bardziej. Gdy już traciłem nadzieję, oczom moim ukazał się piękny brązowy kapelusz. Borowik jak malowanie! Przyklęknąłem z szacunkiem. Gdy wstałem i podniosłem wzrok, okazało się, że nie jestem sam. W odległości kilku metrów ode mnie stała kobieta, trzymająca w jednej dłoni grzyb, a w drugiej – nóż. Nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego, gdyby nie fakt, że kobieta była, hm, jakby to powiedzieć, nietutejsza. Jej twarz okolona była chustą, a ze śniadego oblicza spoglądały na mnie czarne gorejące oczy.

Nieprawdopodobne! – pomyślałem. Zupełnie nieoczekiwanie pojąłem, że istnieje płaszczyzna porozumienia dla naszych odległych a wiekowych kultur. Jest nią grzybiarstwo! Będziemy wspólnie zbierali, obierali, suszyli i marynowali, fuszerowali i faszerowali, zajadali i truli się! Już ujrzałem te wyprawy w bory, te nieprzebrane sznury szlachetnych suszenin, słoiczki pełne drogocennych marynat, talerzyki ze skarbami lasu, te nowe zestawy typu: pita lub sambusa z grzybkami albo grzybki w harrisie lub daktylach, te – po prostu! – grzybki, a także inne zakąski, te „rybka lubi pływać”, te śpiewy chóralne, jak również zgrzebne grzybne opowieści. Wyobraźnia wzbiła się w powietrze, uleciała daleko na południe i – tak! – z wielką wyrazistością zobaczyłem pustynię pokrytą dziesiątkami grzybów, znanych i nieznanych, trujących i jadalnych, przeciętnych i przybierających najbardziej fantasmagoryczne formy! Dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałem!? Dlaczego nikt nie mówił, że pustynia jest rajem dla grzybów i grzybiarzy!? Wizja była piękna, ale zmącił ją pierwszy podmuch wiatru. Stawiałem grzybowe zamki na piasku. Prządłem piaskowo-grzybowy bicz na własną wyobraźnię.

Moje zamyślenie musiało trwać dobrych kilka chwil. Gdy wróciłem z pustyni w puszczę, kobieta stała bez ruchu, wpatrując się we mnie. Nagle zrozumiałem: bała się. Przecież znieruchomiałem bez wyrażania intencji, w dodatku z nożem w dłoni. A ponieważ i ona trzymała w ręku zakrzywione ostrze, przyznam, że zrobiło mi się nieswojo.

Wrzuciłem nóż do koszyka, kobieta zrobiła to samo. Uśmiechnąłem się. Kobieta odwzajemniła uśmiech. Podszedłem bliżej i wręczyłem jej borowika. Zrewanżowała się pięknym okazem koźlarza czerwonego.

Ruszyliśmy w swoją stronę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: