oto I owo

Najlepsze opowiadanie na świecie

Posted in miniatury literackie by hajton on 2 września 2015

UnknownPostanowiłem napisać najlepsze opowiadanie na świecie. Zainwestowałem w markowe pióro, inkaust ciemny jak gęsta krew, cudem kupiłem papier czerpany (był na wyczerpaniu). Zamknąłem się w pokoju, do odwołania, spiąłem mocno w sobie (srebrnym spinaczem), popukałem w głowę diamentowym młotkiem. Zaciągnąłem zasłony.

Wylałem morze atramentowych łez. Ale ciągle coś mi się nie podobało. Zacząłem poprawiać. Z każdą poprawką było tylko gorzej. To się gubiło, to znów przelewało. Zbyt dosłowne albo niewyraźne. Kulfoniaste, to znów patykiem pisane. Lurowate za dnia, nadto krwiste po nocy. Zbyt mechaniczne, typograficzne, wariacyjne, skonfigurowane i poplątane. Niewyrobione, niewyrośnięte i poprzetykane. Dietetyczne i farmazoniczne. Feudalne wobec słów. Niewolnicze w treści. Watolina. Nie dość katatoniczne, za to nazbyt katafalkowe. Puste jak bez. Wyględzone. Wyrabiane na zimno. Wyrąbane na mokro. Tłoczone na surowo. Podpatrzone rybim okiem. Podsłuchane krecim uchem. Trącone ptasią nóżką. Zapomniane przez niezabudki. Zapamiętane przez niezapominajki. Bałamutne. Na poły połyskujące. Połowicznie płytkie. Poszarpane. Wykrzywione. Nieregularne. Stojące niczym pasażer bez miejscówki. Pastoralne. Pasteryzowane. Prasowane. Wypastowane. Wypasione. Runiczne i fetyszystyczne. Żałosne i nadobne zarazem. Przepracowane a niewydobyte. Stracone u zarania. Poległe u podstaw. Wyprane z sensu. Wyprute z nici. Wyssane z nicości. Wydobyte ze studni nonsensu. Sardoniczne lecz nie dość. Niepotrzebnie sarkastyczne. Zimne. Nieprzyjazne. Nieudolnie tkane na krośnie. Zrobione na zardzewiałych drutach. Udziergane zbyt grubym szydłem. Platoniczne pierwociny. Sokrateizmy sakralne. Pluralizm Plutarcha. Plucha. Infernalne aforyzmy. Plafony klasycystyczne. Kłębowisko słownych żmij. Ropuchowisko. Piąta kolumna przymiotników. Kryształ rżnięty przez głupa. Lapońskie origami. Ryska rysa. Niedokładne. Zawiłe. Zawilcowate. Zawilgocone. Zakalec. Uwierające w zawiązaniu akcji. Zbyt obcisłe w sznurówce treści. Psiakość i psiakrew. Pełne nietrafnych porównań. Ubogie w porównania trafne. Grad banaliów wystrzelony z jałowej procy. Miękki śrut. Bez premedytacji i bez precedensu. Bez pracy nie ma kołaczy. Odkrywka słów niewykopanych. Pole słownego nieurodzaju. Jaki początek taki koniec.

Wziąwszy to – i wiele innych wątpliwości – pod uwagę, daleki byłem od zadowolenia. Zdesperowany podszedłem do okna, rozsunąłem zasłony, otworzyłem okiennice. Zaczerpnąłem świeżego powietrza i… zauważyłem, że została mi już tylko kropla atramentu. Zanurzyłem w nim pióro po raz ostatni i wykaligrafowałem:

Najlepsze opowiadanie na świecie

No, w końcu jakoś to wygląda.

Reklamy

Komentarze 3

Subscribe to comments with RSS.

  1. pocichutku said, on 4 września 2015 at 12:32

    Brawo! Naprawdę najlepsze 🙂 a.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: