oto I owo

Semkow – Krauze – Barańczak

Posted in Uncategorized by hajton on 29 grudnia 2014

Fałat-Pejzaż-zimowy-OsiekW przedświąteczny gwar klinem wbiły się informacje o odejściu trzech ważnych postaci ze świata kultury. Ich dziełu poświęcone będą tomy analiz i specjalistycznych omówień. Moje pierwsze skojarzenie jest inne: poruszająca sztuka ma w sobie bardzo ludzki wymiar. Mówi o człowieku i pozostawia w człowieku ślad.
Jerzy Semkow był dyrygentem, do którego – jak mało do kogo – pasowało określenie „maestro”. Pośród niezliczonych koncertów, które miałem okazję zagrać i wysłuchać, poczesne miejsce w mojej pamięci zajmują dwa pod Jego dyrekcją, kiedy to Filharmonia Narodowa fenomenalnie wykonała cztery symfonie Roberta Schumanna. W czym zawierała się tajemnica sztuki dyrygenckiej Mistrza? Może w tym, że orkiestra nie była dla Niego instrumentem autokreacji, zespołem anonimowych wyrobników, a grupą partnerów do twórczej rozmowy o muzyce.
Jestem świeżo po obejrzeniu „Papuszy”, ostatniego, wyreżyserowanego wspólnie z żoną, filmu Krzysztofa Krauzego. To znamienne: w czasach, gdy inność jest stygmatem, a w niektórych krajach wznosi się mury, aby ją izolować, Krauze tworzy pełen surowego piękna pomnik Cyganów, ludzi, którzy posiedli odwagę i siłę zachowania odrębności. Ziemia widziana oczami wędrowców wydaje się piękniejsza. Ale wszystko ma swoją cenę. Świat pędzi do przodu nie przejmując się outsiderami. Nie przetrwają ci, którzy nie chcą się dostosować. Czy wiedza daje nam szczęście, czy raczej unieszczęśliwia, jak mieszkańców wygnanych z raju nieświadomości?
Pośród niezliczonych ważnych i poważnych dzieł i tłumaczeń Stanisława Barańczaka, znajduje się tomik, który sam Autor uznałby może na najbardziej błahy. Tymczasem „Pegaz zdębiał” to najlepszy antydepresant w słowie, jaki znam. Powinien być wręczany osobom ze skłonnościami samobójczymi; gwarantuję, że w trakcie czytania porzuciłyby raz na zawsze autodestrukcyjne myśli.
Mała próbka: oto jak poeta anagramuje imię i nazwisko… innego poety:
Ewa Dizma – Kmicic, albo
C. Mama – Dziewicki, albo
Idzi Micwe – Macka, albo
K. Mamci – Dziewica, albo
Madzia M. Cwiecik, albo
Mimecica Dziwak, albo
W. Miedza – Macicki, albo
Wicek ”Imci” Mazda…
To nikt inny jak… Adam Mickiewicz.
Mam nadzieję, że żaden z bohaterów tego ulotnego i odruchem pamięci napisanego wspomnienia nie miałby mi za złe dość lekkiego tonu, który pojawił się za sprawą jednego z nich. Pamiętać kogoś z uśmiechem, czy może być lepsza forma pamięci? Utrata jednostek wybitnych jest faktem bolesnym, przede wszystkim dla bliskich, natomiast z szerszego punktu widzenia jest też chwilą doniosłą. Chwilą, w której nasze spojrzenia ogniskują się na ich dziele. To właściwy moment, aby usłyszeć i podjąć przesłanie, które do nas kierowali. Tylko od nas zależy, czy pogrzebiemy je razem z twórcami, czy też poniesiemy przed siebie, aby rozganiać mroki, które ciągle spowijają nasz świat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: