oto I owo

Przepis na bestseller

Posted in książki, literatura, żarty literackie by hajton on 14 listopada 2014

top20Słyszeliście już? Jakiś magik sporządził listę bestsellerów, od Starożytności po dzień dzisiejszy. Treść wszystkich utworów z listy została wrzucona do – mówiąc obrazowo – jednego kotła. Następnie magik ustanowił dziesięć kategorii, pod kątem których jego program zaczął przeczesywać bestsellery. Suche i beznamiętne wyniki obliczeń przekształcił w listę postulatów o charakterze słownym. Tak powstał dekalog prozy, eliksir pisarskiego życia, literacki kamień filozoficzny.
Dla czysto naukowej satysfakcji – wiedza to tryumf nauki, niepotrzebne jej dalsze podniety – chciał magik ujawnić wyniki swoich badań, jednak w porę doszedł do zatrważającego wniosku. Z pomocą jego przepisu każdy średnio utalentowany składacz zdań będzie w stanie sprokurować bestseller. A co się stanie, gdy na rynku pojawi się ich nadmiar? Nastąpi dewaluacja. Kropla wody na pustyni jest na wagę życia. Kropli wody w morzu nikt nie zauważa. Przepis na bestseller mógł stać się zabójcą bestsellerów, sprawić, że już nigdy żadna książka nim się nie stanie. A co za tym idzie, resztki czytelnictwa legną w gruzach. Magik poczuł się jak Oppenheimer. Reakcja łańcuchowa wywołana jego bombą spopieli mózgi tych, którzy kochali literaturę. Przerażony, czym prędzej wykasował przepis. Znalazł się jednak – jak to zwykle bywa – nie w ciemię bity uczeń czarnoksiężnika, asystent, który zwietrzył krociowy interes. Jak to mówią, w przyrodzie i w komputerze nic nie ginie. Bystry adiunkt bez trudu odzyskał zapis.
Sprawa zrobiła się głośna, przynajmniej w środowisku literackim. Tajemnicą Poliszynela jest, że autorzy bestsellerów są autorami bestsellerów właśnie dlatego, że korzystali z przepisu magika. Pogłówkowałem trochę, pogadałem z tym i owym, i po starej znajomości wydębiłem telefon do adiunkta. Ten wyznaczył mi spotkanie w parku (kapelusz, ciemne okulary, istny film szpiegowski!); ja wręczyłem mu zwitek, on przekazał mi kartkę z przepisem.
Sprzedaje go po słonej cenie. A chętnych nie brakuje; w parkowej alejce dostrzegłem dwójkę znanych literatów i jedną nie mniej znaną literatkę. Nikt mnie nie przekona, że to był przypadek.
Prosto z parku udałem się do ustronnej knajpki, miejsca spotkań plastyków i muzyków (przynajmniej nie natknę się na literatów). O tej porze jest tu cicho i pusto. Nad filiżanką kawy w spokoju zapoznam się z tezami przepisu.
Kartka niepozorna, jakby niewyraźne ksero. Czuję jak mi drżą łydki… Zaczynamy.

1. Pamiętaj, że twoje sny są interesujące tylko dla ciebie.
Pod jedną ze ścian znajduje się instalacja plastyczna: drewniana kołyska, której łagodnemu kołysaniu towarzyszy szum morza i głosy Syren (nie okrętowych, odyseuszowych).
2. Nie okazuj słabości. Uśmiercaj i szatkuj swoich bohaterów. Niech strony twej prozy spłyną krwią. Ciebie to nic nie kosztuje, a czytelnicy będą zachwyceni.
Kelner włącza taśmę z muzyką hinduską. Dźwięki ragi zagłuszają Syreny.
3. Deformuj. Piękno nie wszystkich zadowala.
Przy sąsiednim stoliku siada człowiek z nutami. Coś tam nuci pod nosem. Chyba na kogoś czeka.
4. Chciałbyś przeorać świat, a czytelnicy oczekują od ciebie, że zaorzesz swoją, albo jeszcze lepiej ich, działkę.
Miałem rację, do mruczącego przysiada się facet z ważną miną.
5. Pisz z lotu ptaka. Ale nie leć za wysoko, bo przeoczysz szczegóły.
Z rozmowy prowadzonej przez mężczyzn postawionymi głosami wnioskuję, że ten ważny jest węgierskim śpiewakiem, który będzie uczył holenderskiego chórzystę prawidłowej wymowy w pieśniach Bartóka.
6. Najpierwotniejszym zadaniem człowieka jest przetrwanie. Najpierwotniejsze funkcje przetrwania to jedzenie i seks.
Do kawiarni wchodzi wesoła gromada, która w kaskadach śmiechu próbuje korzystać z zestawu „kołyska – Syreny”.
7. Nie lekceważ roli przypadku, tak w życiu, jak i w procesie twórczym. Jeśli wolisz, nazwij go przeznaczeniem.
Węgier powoli traci cierpliwość. Zaczyna rytmicznie krzyczeć.
8. Nie zadzieraj nosa, bo się potkniesz.
Holender, sądząc najpewniej, że na tym polega wymowa węgierska, także krzyczy. Gromada pokłada się ze śmiechu.
9. Nie rób takiej miny, bo pękniesz.
Kelner pogłaśnia muzykę, aby przebiła się przez hałasujących Węgra, Holendra i gromadę.
10. Nie udawaj Greka. Ostatnie greckie bestsellery liczą sobie parę tysięcy lat.

Drę kartkę na drobne kawałki. Moim zdaniem, adiunkt zakpił sobie z nas. A może cała sprawa była mistyfikacją już na etapie magika? Ktoś puścił plotę, ktoś inny zabawił się kosztem naiwnych. Jednak zwrotu pieniędzy nie będę się domagał. Adiunkt stwierdzi z poważną miną, że jeśli nie umiem skorzystać z przepisu to mój problem. A sprawy nagłośnić się nie da. Nikt rozsądny nie przyzna się, że kupił przepis na bestseller.
Wychodzę.

Reklamy
Tagged with:

komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. dee4di said, on 14 listopada 2014 at 14:15

    Pozwolisz, że sobie skopiuje ten przepis? Podoba mi się bardzo, może mi się kiedyś przydarzy bestseller.

    • hajton said, on 14 listopada 2014 at 14:50

      Oczywiście! Ale na odpowiedzialność magika albo adiunkta 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: