oto I owo

Wektory

Posted in miniatury literackie by hajton on 22 października 2014

wektory2A wpadł na pomysł. Podzielił się nim z B.

– Dobre! – orzekł B. – Ale poza moim zasięgiem. Pogadaj z C albo lepiej z D.

C w ogóle nie zareagowała. D powiedział:

– E mógłby pomóc. Ale musiałbym przedstawić pomysł jako swój własny.

A próbował dalej. Pominął w łańcuszku F, który cieszył się mianem nieobliczalnego. G był niczym zysk na nisko oprocentowanej lokacie: nieefektowny, ale pewny. Jednak G nie był zainteresowany.

– Biorę tylko sprawy tych, którzy stoją po prawej stronie alfabetu – oświadczył.

W międzyczasie D oznajmił, że E odpada, ale udało mu się nawiązać kontakt z H, jednak ten nalega na osobiste spotkanie z pomysłodawcą. W jego trakcie okazało się, że H w ogóle nie wie o co chodzi, a jak się dowiedział, zafrasował się mocno.

– Hm, takie buty – zmarszczył brew. – Ja tu jestem za krótki, może I mogłaby w to wejść… Albo J… Chociaż, akurat oboje robią już co coś dla mnie. Nie mogę przesadzać… Zrobimy tak: dam ci telefon do K, ale pod żadnym pozorem nie mów, że masz go ode mnie. A przy okazji, jakbyś mógł przypomnieć D, że czekam na znak od niego…

K okazał się wylewny i entuzjastyczny. Nie pytał nawet, skąd A wziął numer.

– Wejdę w to, pod warunkiem, że umówisz mnie z E. Spraw się, a ja skontaktuję cię bezpośrednio z L.

A szukał dojścia do E przez D, ale D zniknął, co ucinało kontakt z K i L.

Któregoś dnia A spotkał B.

– No, jak tam twój pomysł? – spytał B serdecznie.

– Jestem już w połowie alfabetu, a efekty mizerne. Najwięcej obiecywałem sobie po H, ale chyba niepotrzebnie…

– Co?! H się tym zainteresował?! Ciekawe… Zróbmy tak, opisz mi to jeszcze raz, na papierze, ze szczegółami… Tymczasem musisz, ale to musisz spotkać się z Ł. Ona naciśnie na M, z którym i ja w międzyczasie porozmawiam.

– Ale ja nie mam dojścia do Ł – prawie załkał A.

– Nie szkodzi, mam pewne zależności z F, który ją dobrze zna. A jak już do niej trafisz, daj do zrozumienia, że wiesz, co ją łączyło z S, tylko broń Boże nie mów, że wiesz to ode mnie. Najlepiej zasugeruj, że G ci powiedział…

Ł nie chciała rozmawiać o interesach zanim nie zjedzą wspólnej kolacji, która trwała bardzo długo. Kiedy następnego ranka A próbował przejść do tematu, Ł wyrzuciła go ze słowami: „niedelikatny cham!”. A gdy, próbując się ratować, wspomniał o S, dorzuciła jeszcze: „gbur i prostak!”.

– Pokpiłeś sprawę – skwitował B. W tej sytuacji nie mam po co rozmawiać z M.

– Sam porozmawiam! – krzyknął A.

– Próbuj – B uśmiechnął się ironicznie.

A spróbował. M bez większych ceregieli przyjął zaproszenie na wódkę.

– Od paru tygodni słyszę o tym pomyśle od różnych ludzi. Epidemia jakaś, czy co? Ale zawsze czegoś brakuje…

– W mojej wersji nie brakuje niczego, bo to ja jestem autorem!

– Przekonaj mnie.

Mówiąc o niuansach, których dotąd nie zdradzał nikomu – z wyjątkiem B oczywiście – A przekonał M.

– Im-po-nu-ją-ce! – cmokał z zachwytu M. – Z tym spokojnie mogę pójść do O,P,R i S. Każdy z osobna znaczy niewiele, ale jak zbiorą siły…

A N? – niebacznie spytał A.

– O N zapomnij, chyba, że chcesz zapomnieć o swoim pomyśle – nasrożył się M. – A w ogóle najlepiej będzie, jeśli pójdziesz do OPRS sam.

– Czy można wiedzieć, kto cię do nas przysłał? – spytał P. Spytał pro forma, bez wstawiennictwa M nie doszłoby do audiencji. Może badał lojalność A?

– Świetnie, świetnie – słuchający notowali coś tabletach. – Nadamy sprawie bieg. Wkrótce się odezwiemy.

Na korytarzu dogonił go S.

– Powiedz M, że P i R kopią się pod stołem, a ja od dawna uważam, że M powinien zastąpić P – wyszeptał w pośpiechu. – W twoim interesie jest, aby stało się to jak najszybciej.

A zdał sprawozdanie M, który przyjął go nieoczekiwanie chłodno.

– O mówił, że obrzuciłeś mnie kalumniami.

– Brednia! – zaprzeczył A.

Ale kontakt z M się urwał.

Któregoś dnia B odezwał się znienacka.

– Dzwoniła do mnie T. Podobno N dowiedział się o twoim pomyśle i próbuje go podebrać, tylko nie wie, że T jest moja… Teraz jest zajęta, ale potencjalnie zainteresowana. Aha, podobno U wrócił. Ja bym na twoim miejscu spróbował…

U odesłał A do N. Na szczęście A przypomniał sobie, co o N mówił M.

W zamienił z A parę słów, ale wyłącznie o pogodzie.

Zdesperowany A postawił wszystko na jedną, a właściwie trzy, karty.

XYZ.

Chodził za nimi trop w trop, wyglądał okazji, a gdy już miał dostać swoje pięć minut, w drzwiach gabinetu minął się z roześmianymi B, H i M.

Wówczas w A coś się wypaliło. Był już zmęczony swoim pomysłem. Na szczęście w głowie świtała mu całkiem nowa idea.

Zastanawiał się, z kim by tu o niej porozmawiać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: