oto I owo

Lipiński, Kulka i ten trzeci

Posted in muzyka by hajton on 17 października 2014

Karol LipińskiDla Europy dziewiętnastego wieku postaciami charakterystycznymi byli artyści objeżdżający kontynent wzdłuż i wszerz, wirtuozi, których występy, niczym popisy iluzjonistów budziły zaciekawienie koneserów i gawiedzi.

Wielu spośród nich uważało, że sami tylko potrafią stworzyć utwory, w których zabłysną pełnią swych możliwości.

Skrzypkowie.

Przypadał im w udziale romantyczny splendor; niczym sztukmistrze, swoim kunsztem wywoływali rumieńce na niewieścich licach i zawiść niejednego mężczyzny. Niektórych posądzano o zaprzedanie duszy diabłu.

Ślady tamtych występów odnaleźć można jedynie na pożółkłych kartach starych kronik. A twórczość rycerzy smyczka przegrała z arcydziełami, w których powstaniu nieraz mieli swój udział. Skrzypcowym konsultantem Ludwika van Beethovena był Ignaz Schuppanzigh, Piotra Czajkowskiego – Leopold Auer, Johannesa Brahmsa – Jozef Joachim, Karola Szymanowskiego – Paweł Kochański.

Ale kto dziś pamięta o Viottim, Vieuxtempsie, Spohrze? Kto wie, kim byli David, Rode, Hubay, Beriot i wielu, wielu innych?

W doborowym gronie przebrzmiałych sław znajduje się polski wirtuoz z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku, Karol Józef Lipiński.

W roku tysiąc osiemset dwudziestym dziewiątym Niccolo Paganini i Karol Lipiński zjawili się w Warszawie, aby koncertować przy okazji uroczystości koronacyjnych cara Mikołaja I na króla Polski. Ich występy podzieliły krytyków i melomanów. Oto mała próbka polemiki, która wówczas rozgorzała.

O Paganinim:

„Niezwykły sposób grania musi na masie słuchaczy koniecznie czynić wrażenie; jakoż czyni je[…]przez figle, których każdy skrzypek za parę miesięcy wyuczyć się może, jak np. świstanie, pstrykanie i.t.d.[…]Słusznie także czyni, iż kompozycji swoich nie ogłasza. Spełzłyby czary.”

O Lipińskim:

„W uderzającym kontraście z Paganinim stoi Lipiński. Ten wielki artysta nowszej szkoły trzyma się namiętnie prawideł sztuki, idzie stale ścieżką dobrego smaku, gardzi błyskotkami i jeżeli ich użyje, to zawsze właściwie, zgodnie z dążeniem do estetycznej piękności. Jeżeli Paganiniego można przez jego fantastyczność nazwać romantykiem, to tym sprawiedliwiej Lipiński jest klasykiem w pełnym, szlachetnym znaczeniu tego wyrazu.”

Spór stał się na tyle poważny, że muzyczne autorytety stolicy, Józef Elsner i Karol Kurpiński odżegnali się od jakiegokolwiek wpływu na treść artykułów krytykujących Paganiniego, zaś sam Karol Lipiński w publicznym liście zaprzeczył, jakoby inspirował coś, co dziennikarz nazwał „jadowitym na pierwszego (Paganiniego) paszkwilem, a[…]przesadnym drugiego (Lipińskiego) panegirykiem”.

A jak sądzili sami zainteresowani?

„Nie wiem, kto jest pierwszym skrzypkiem świata, ale drugim jest na pewno Lipiński” – twierdził kurtuazyjnie Niccolo Paganini.

Odpowiedzi na powyższe pytanie udzielił sam Lipiński, który wspominając spotkanie ze słynnym Włochem, pisał:

„Paganini, zjadłszy trochę owocu, wstał nagle, pochwycił mój smyczek i skrzypce, i z biegłością, o jakiej nie miałem pojęcia, zagrał obie moje etiudy, najeżone trudnościami, które mnie nawet dotąd zaledwie w połowie udało się zwyciężyć! Podziw mój był tym większy, że skrzypce, na których grał, nie były jego skrzypcami, a nawet mocno różniły się od jego skrzypców.”

„Wie Pan równie dobrze i lepiej nawet niż ja, jak on śpiewa, jaki jest wzruszający i patetyczny w wysokim stylu.[…] Był niezmiernie oklaskiwany na moim koncercie w moim romansie na skrzypce[…]i w solo altówkowym w mojej drugiej symfonii (Harold)” – pisał o Lipińskim Hector Berlioz do niemieckiego skrzypka Heinricha Wilhelma Ernsta.

„Lipiński jest tutaj[…]Tym, którzy nie zdążyli dotąd usłyszeć potężnego władcy skrzypiec[…]zwracamy uwagę na tę sposobność rozkoszowania się sztuką, jakiej, być może nieprędko zaznają” – ekscytował się Schumann.

„On chciał mi dać rolę służebną, ale ja nie chciałem się na to zgodzić i tak ciągnąłem smyczkiem, że wszystko wibrowało” – mówił Lipiński o wspólnym z Lisztem wykonaniu Sonaty Kreutzerowskiej Beethovena.

Karol Lipiński był równorzędnym partnerem największych znakomitości muzycznych ówczesnej Europy.

A co z jego dorobkiem kompozytorskim? Niestety, adnotacja w kilku książkach i leksykonach poświęconych skrzypcom i skrzypkom jest prosta i jednoznaczna: „Twórczość Lipińskiego uległa zapomnieniu.”

Ta historia ma jednak szczęśliwą i całkiem świeżą kontynuację. Wiolonczelista Andrzej Wróbel, szef zespołu Camerata Vistula, podjął się trudu odszukania rozproszonych po bibliotekach i antykwariatach całej Europy utworów polskiego skrzypka. Do odegrania partii – nomen omen – pierwszych skrzypiec zaproszono artystę, którego nikomu przedstawiać nie trzeba, Konstantego Andrzeja Kulkę. Efektem tego przedsięwzięcia jest sześciopłytowy album zatytułowany: Lipiński – Kulka.

Z powodów praktycznych i artystycznych odnalezione utwory zaaranżowane zostały na zespół smyczkowy, od tria po sekstet (autorem wszystkich opracowań jest Andrzej Wróbel). Ten zabieg sprawdza się znakomicie. W miejsce zbyt ubogo brzmiącego fortepianu, bądź pojedynczych partii instrumentów dętych otrzymujemy jednolity kameralny akompaniament, a w utworach o większej obsadzie – soczyste brzmienie małej orkiestry smyczkowej.

Choć Lipiński uważał się za przedstawiciela stylu odmiennego od Paganiniego, jego utwory pozostają technicznie niezwykle trudne. Paganini kochał efekty, był duszą romantycznie chmurną i mroczną, zaś Lipiński dbał, aby wszystko, co wyjdzie spod jego pióra i smyczka odpowiadało kanonom piękna.

I tu właśnie kryje się pułapka. Na mniej zorientowanych w tajnikach sztuki skrzypcowej dzieła Lipińskiego nie muszą sprawiać wrażenia aż tak wymagających, w rzeczywistości zaś nie są łatwiejsze od utworów Paganiniego, a zdarza się, że przewyższają je karkołomnością.

Największą grupę spośród nagranych utworów stanowią Fantazje i Wariacje, zarówno na tematy z oper innych kompozytorów, jak i na tematy własne. Przewijają się znane arie Rossiniego, Meyerbeera, Belliniego i Verdiego. Jest też – być może pierwszy w historii –  przypadek wariacji na motywach z rodzimej opery, Krakowiaków i Górali Jana Stefaniego. Wariacje na tematy własne dają ciekawszą próbkę możliwości twórczych Lipińskiego. Ale ich najpełniejszy obraz otrzymujemy w obu Triach: A-dur op.12 i g-moll op. 8, z zaskakującym finałowym Bolerem, w którym muzyka uzyskuje rys bez mała Beethovenowski. Faktura tych utworów ulega wzbogaceniu: to już nie skrzypcowy „one man show”, a solidny kawał muzyki kameralnej. Dominująca w twórczości czysto wirtuozowskiej technika wariacyjna ustępuje miejsca nowocześniejszej i bardziej wyrafinowanej technice przetworzeniowej.

Osobną grupę stanowią Polonezy oraz utwory alla Polacca, konwencjonalne, ale tchnące świeżością przykłady muzyki salonowej.

Uroczo, i jakby trochę poza kategorią brzmi Souvenir de la mer Baltic, divertissements op.19.

Muzyka Lipińskiego jest dobrze zakorzeniona w europejskiej tradycji muzycznej pierwszej połowy dziewiętnastego wieku. Do jej właściwego wykonania potrzebne są nie tylko imponujące umiejętności techniczne, ale również artystyczny smak. W osobie Konstantego Andrzeja Kulki dzieła Lipińskiego odnalazły wykonawcę idealnego. Skrzypek wydobywa z utworów ich najlepsze strony, czaruje pięknym dźwiękiem, z łatwością i wdziękiem pokonuje najtrudniejsze pasaże.

Każdy, kto wysłucha tych nagrań dojdzie do wniosku, że kompozytorowi należy się coś więcej niż encyklopedyczna pamięć. Jego muzyka może dostarczać dreszczyku emocji tak słuchaczom, jak i wykonawcom. Choć z tym ostatnim jest pewien szkopuł. Utwory Lipińskiego aż do tej chwili nie doczekały się ponownego wydania. Nawet, jeśli ktoś w Polsce czy na świecie chciałby je grać, natknie się na problem najbardziej prozaiczny: brak nut. Wziąwszy pod uwagę, że Lipiński był przed Chopinem i Moniuszką bodaj najbardziej znanym w Europie polskim artystą i kompozytorem – jest to brak zaskakujący i wstydliwy.

Album Lipiński – Kulka jest ogromnym krokiem w przywracaniu twórczości kompozytora dzisiejszym i nadchodzącym pokoleniom. Trzeba wierzyć, że wkrótce doczekamy się wydania jego utworów (bądźmy szczerzy: koszt takiego przedsięwzięcia to zaledwie ułamek nakładów jakie ponieść trzeba na pierwszy lepszy festiwal piosenki), a – patrząc dalej w przyszłość – także pierwszej edycji Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Karola Lipińskiego.

Ma Poznań Konkurs Wieniawskiego, dzięki któremu kolejne pokolenia skrzypków wprowadzają do repertuaru solidną porcję jego muzyki.

A Białystok na przykład (nie tak odległy od Radzynia, rodzinnego miasta Lipińskiego) szczyci się nową wspaniałą salę koncertową…

Natomiast na sugestię, aby Paganiniego nazywać „włoskim Lipińskim” odpowiedziałbym słowami literata i pianisty, Maurycego Mochnackiego:

„Nie bierzmy przeto cześci należnej tym obydwóm skrzypkom. Nie przenośmy jednego nad drugiego, bo obydwa są równie znamienici, równie biegli, równie wielcy.”

kulka - lipiński1

Trudny ten Lipiński…

 

 

 

kulka - lipiński2

 

.…ale nie dla mnie!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: