oto I owo

Absolut

Posted in miniatury literackie, żarty literackie by hajton on 25 stycznia 2014

butelkaByt samoistny, nieograniczony, wieczny, doskonały

Chyba każdy myśliciel – profesjonalny, okazjonalny, pokątny – zastanawia się, co to właściwie jest, ten absolut. Czym go zmierzyć, jak ogarnąć, do czego porównać?

Nie wiem, do której kategorii zaliczyć siebie – może domorosłych, a może doraźnych?.. Nie powiem więc, że absolut bezustannie spędzał mi sen z powiek, ale zdarzało się, że tęsknota za nim nachodziła mnie w nieoczekiwanych miejscach i z niepodpartą siłą. Ileż ja się go naszukałem! W świątyniach i na łąkach. W liściach i w chmurach. W sobie i w innych. Bezskutecznie. A ile napytałem o niego. I nikt, wyobraźcie sobie – nikt! – nie chciał lub nie potrafił udzielić mi satysfakcjonującej odpowiedzi. Aż do pamiętnego dnia, w którym kroki zaniosły mnie najpierw do parku, potem do kina, jeszcze później na ławkę, aż w końcu wylądowałem w barze o pieszczotliwej nazwie „Piekiełko”.

Zasiadłem na wysokim stołku, ale myśl nie wzniosła się wraz ze mną. Gryzłem wargi, mrużyłem oczy, miętosiłem marynarkę, natężałem zwoje mózgowe. I nic.

Moje rozterki nie uszły uwadze barmana.

– Szukasz pan czegoś? Może mógłbym pomóc?

– Skąd wiesz? – parsknąłem zdumieniem.

– Panie, ja nie od dziś tu pracuję… – Nie przejął się, że go tyknąłem.

– Życie by na tym spędzić, a tak i człowiek do niczego nie dojdzie…

Musiał dostrzec rozpacz w moich oczach i usłyszeć determinację w głosie.

– A, troszkę konkretniej?

– O absolut chodzi. Absolut! Mówi to panu coś?

– Panie, a ja myślałem, że to coś poważnego… Zaraz go pan będziesz miał…

Nim zdążyłem zareagować, ustawił na kontuarze oszronioną szklaneczkę, po czym wyjął z zamrażalnika parującą butelkę z niebieskimi literami. Z metalowego dzióbka kropla po kropli wyciekał oleisty płyn.

– Spróbuj pan tego. Najczystszy absolut sensu stricto – obezwładnił mnie łacińską wstawką.

Chwyciłem szkło rozgrzaną dłonią, dotknąłem gorejącego czoła. Rozległ się syk.

– Wypij pan, bo się zagrzeje… – zaniepokoił się barman.

Przechyliłem szklaneczkę, czując jak płynny lód mrozi mi gardło.

– To jest absolut? – skrzywiłem się. – To ma być absolut?!

– A co – zafrasował się – jakieś zastrzeżenia?

Ukradkiem napełnił literatkę, której zawartość wlał w siebie wprawnym, prawie niezauważalnym ruchem.

– Aaa… bsolut… – otrząsnął się z satysfakcją. – Nie ma wątpliwości – dodał na bezdechu.

– To nalej pan jeszcze! – jego pewność siebie zbijała mnie z tropu. Teraz ja przechyliłem szkło bez namysłu.

Muszę powiedzieć, że druga szklaneczka – nawet jeśli absolutem nie była – wyraźnie mnie do niego zbliżała.

Barman powtórzył operację, ja powtarzałem rytuał wlewania w siebie kolejnych porcji.

Było mi coraz lepiej i chyba nawet zacząłem dostrzegać światło w tunelu…

Ale traf chciał, że straciłem najpierw wątek, potem równowagę, a na końcu pamięć. Nie wykluczam więc, że owego wieczoru stanąłem oko w oko z absolutem, tylko że… absolutnie tego nie pamiętam.

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: