oto I owo

Konkurs czterech stoczni

Posted in zabawy literackie, żarty literackie by hajton on 28 grudnia 2013

canoeJak tchnąć nieco ducha w upadający przemysł stoczniowy? Recepty postanowiono szukać w gronie wybitnych ekonomistów.

Nie ma sensu streszczać wielogodzinnych debat, wielodniowych sporów, bowiem końcowy wniosek był krótki i przyjęty jednogłośnie.

Konkurencyjność.

Każda z czterech spółek dostała rok czasu, aby wykazać swoją wyższość nad pozostałymi. Przetrwać miała tylko jedna, najlepsza czyli najrentowniejsza.

Stocznie natychmiast zabrały się do roboty. Pierwsza zredukowała zatrudnienie do zera, po czym wśród Indian kanadyjskich wyszukała rzemieślnika budującego tradycyjne kanu z kory brzozowej.

Bez zwolnień obyła się w „dwójce”, która skupiła się na produkcji wszelkiego rodzaju łodzi wiosłowych.

Stocznia numer trzy zajęła się wytwarzaniem luksusowych jachtów, co zmusiło ją do zatrudnienia większej ilości rąk do pracy oraz nawiązania więzi kooperacyjnych.

„Czwórka” postawiła wszystko na jedną kartę: dała pracę olbrzymiej ilości nowych pracowników i natychmiast wzięła się do produkcji statków dalekomorskich.

Najszybszy zysk zanotowały „jedynka” i „dwójka”, bowiem zanim „trójka” i „czwórka” na dobre uruchomiły produkcję, dwie pierwsze sprzedawały już swoje wyroby. Zarobione pieniądze natychmiast skierowano na inwestycje: „jedynka” wzbogaciła repertuar o rowery wodne i katamarany, „dwójka” wzięła się za kutry rybackie i holowniki.

Po czterech miesiącach „trójka” sprzedała pierwszą partię zamówionych jachtów; dochód bezzwłocznie przeznaczono na produkcję kutrów torpedowych oraz lekkich korwet.

Gdy ekscytująca się konkursem opinia publiczna kreśliła już krzyżyk na „czwórce”, ta w dziewiątym miesiącu powiła kontenerowiec, by natychmiast przyjąć zamówienie na budowę dwóch statków pasażerskich klasy „Queen Elizabeth”.

Gdy zbliżał się koniec wyznaczonego terminu – ku zaskoczeniu i wbrew wszelkim dysproporcjom – sytuacja spółek była zbliżona. Zatrudnienie rosło, a to, co pierwsi i drudzy uzyskiwali ilością, drudzy i trzeci wyrównywali wielkością. Ktokolwiek zainwestował w akcje którejś ze spółek, mógł być pewien profitów. Ostatecznie nikogo nie zdziwiło więc, że szacowne forum eksperckie postanowiło przedłużyć okres próbny o jeszcze jeden rok. W końcu głupotą byłoby zarżnięcie aż trzech kur znoszących złote jaja.

Po kolejnych dwunastu miesiącach „jedynka” brała się już za produkcję wodolotów najnowszej generacji, „dwójka” zaczęła specjalizować się w produkcji lodołamaczy zdolnych do pracy w warunkach arktycznych, „trójka” otrzymała właśnie zlecenie na łódź podwodną o napędzie atomowym, zaś czwórka wchłonęła olbrzymie tereny sąsiadujące ze stocznią, aby przystąpić do prac nad lotniskowcem, nie mającym sobie równych we flocie wojennej żadnego kraju.

„Do trzech razy sztuka, dajmy im jeszcze rok” – postanowili eksperci, zakłopotani własnym brakiem zdecydowania, ale i zachwyceni diagnozą, która tak skutecznie podźwignęła stocznie z recesji.

Jednak i przez kolejne miesiące wszystkie stocznie mknęły do przodu, ba, oszołomione śmiałością coraz to nowych wizji wzbijały się w powietrze. „Jedynka” uruchamiała właśnie taśmę produkcyjną ultranowoczesnych hydroplanów, na które zamówienia przychodziły aż z Peru i RPA. Dwójka kończyła pierwsze modele luksusowych odrzutowców dla świata biznesu. W stronę „trójki”, która wzięła się za produkcję floty powietrznej dla kilku renomowanych linii lotniczych, z trwogą spoglądali dotychczasowi potentaci rynku, Airbus i Boeing. Zaś NASA nie chcąc zostać wyeliminowaną z gry, złożyła „czwórce” lukratywne zamówienie na prototyp promu kosmicznego, mającego obsługiwać linię Ziemia – Mars.

A ponieważ mamy koniec roku, zachęcam wszystkich do wymyślenia własnej puenty. Nad swoją muszę się jeszcze zastanowić. Zresztą, nie przesadzajmy z tymi puentami. Są one niezbędne tylko balerinom i baletmistrzom. Normalny człowiek doskonale się bez nich obywa. Dziś, kiedy najbłahsza nawet rozmowa nie obędzie się bez finty, kiedy żaden dziennikarz nie ośmieli się zakończyć swego materiału celnym sztychem, puenta straciła na znaczeniu.

Puenta powinna ogniskować i scalać. Tymczasem – niecelna – rozprasza i rozdrabnia. Miast nasilać i podkreślać, pomniejsza i unieważnia. Gdyby chciała rozjaśniać i wyostrzać… Cóż, kiedy zaciemnia i rozmazuje. Nie pogłębia, a spłyca. Nie rozszerza, a obcina.

Szuka sensu, nawet tam gdzie go nie ma. Czy może odnieść sukces?

Szuka poklasku. A co, jeśli nań nie zasłużyła?

Niecelna puenta to jak w „Lalce” Zagłoba i Podbipięta, to czytelniczej radości wartość odjęta, to treści istota nad wyraz rozdęta, to trybu warunkowego przynęta, to zawartość nieudanego skręta, to tekstu achillesowa pięta.

Gdyby, mimo wszystko, ktoś chciał ją dopisać, zapraszam 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: