oto I owo

Pudełko

Posted in miniatury literackie by hajton on 8 października 2013

abstraktByć może cała sprawa przeszłaby niezauważona, rozmyła się w gęstwinie sprawek drobnych, pospolitych, niewartych wzmianki. Rzeczywiście, co z tego, że pudełko na kanapki, najzwyklejsze plastikowe pudełko, przesunęło się w ciągu nocy o metr… Gdy kładłem się spać znajdowało się po prawej stronie stołu. A kiedy przecierałem oczy z porannego odurzenia – spoczywało na jego lewym skraju. Zacząłem z mozołem nizać fakty.

W kawalerce oprócz mnie nie było nikogo. Nawet zwierząt. No, chyba że pająki, ale te, choćby wspólnymi siłami, nie przesunęłyby tak dużego ciężaru. Myszy i szczury? Stanowczo odpada. Nasze osiedle jest regularnie deratyzowane. Od dawna nikt nie widział tu żywego gryzonia (kiedyś chomik uciekł sąsiadce z drugiego piętra, ale zaplątał się w kapcie, który inny z sąsiadów zostawił na wycieraczce, tyle było z jego ucieczki). A może nietoperze, sowy lub inne plugawe ptaki nocy? W takim razie okno musiałoby być otwarte, choć uchylone, a nie było, bo nocne życie osiedla skłania mnie raczej do dźwiękoszczelności.

Więc może przewracając się w nocy, z boku na bok, potrąciłem niechcący pudełko? Byłoby to możliwe, gdyby nie fakt, że w moim, niedużym rzeczywiście, mieszkaniu stół znajduje się w kuchennej wnęce, dobre cztery metry od łóżka. Co prawda w szkolnych latach przezywano mnie szympans – ze względu na długość górnych kończyn – ale nawet połączone nie osiągnęłyby pożądanej odległości.

Tak wyczerpałem możliwości fizyczne.

Należało przejść do iluzji.

Może wstałem po niewłaściwej stronie łóżka? Syndrom znany w niektórych windach lub wagonach metra; drzwi otwierają się nie po tej stronie, po której się zamknęły. Jednak moje łóżko stało pod ścianą, a przezorność, aby nie wstawać zeń lewą nogą sprawiała, że głowę trzymałem zawsze w kierunku okna.

Zaraz, mamy tu do czynienia z efektem zwierciadlanym!

Lustro tłumaczyłoby wszystko. I lustro znajdowało się w mieszkaniu. Duże. Na pół ściany. Cóż z tego, kiedy wisiało w łazience, jedynym  pomieszczeniu z własnymi, w dodatku pieczołowicie zamykanymi (kapiący prysznic) drzwiami…

Więc co w końcu?! Roztargnienie? Rozkojarzenie? Chwila nieuwagi? Niedokładność? Pomyłka? Nic z tych rzeczy. Szympansem nazywano mnie dawno temu. A przezwisko, które przylgnęło do mnie na dobre brzmi: pedancik.

To prawda. W moim świecie wszystko ma swoje miejsce. Cenię ład i porządek. Bez nich obumieram. Wyparowuje część mojej osobowości. Wiele rzeczy można mi zarzucić. Ale nigdy, że nie wiem, gdzie, co, w jakiej pozycji i w jakim stanie się znajduje.

Dla pewności sprawdziłem jeszcze stronę internetową instytutu sejsmologii. Minionej nocy w naszej strefie nie odnotowano najmniejszych nawet drżeń skorupy ziemskiej.

Wniosek? Samobieżne przesunięcie się pojemnika na kanapki ustawionego równolegle i prostopadle do płaszczyzn stołu nie znajdowało wytłumaczenia. Żadnego prostego wytłumaczenia.

Ale traf chciał, że poprzedniego wieczoru zasypiałem przy szemrzącej w radio dyskusji na tematy astronomiczne. Otóż, całkiem niedawno jedna z sond kosmicznych przesłała na Ziemię kolejne zdjęcia. Na ich podstawie badacze zlokalizowali odległą planetę, pokrytą w dużym stopniu pewną substancją. Substancja ta – przynajmniej na Ziemi – nie powstaje w sposób naturalny. Jest dziełem dość zaawansowanej procedury technologicznej. Z tejże substancji produkuje się między innymi… pudełka na kanapki.

Jak naukowcy rozszyfrowali jej skład, nie mnie zgadywać, ale informacja brzmiała nad wyraz przekonująco.

Dyskutanci nie przesądzali, że również na planecie zagubionej w kosmicznych czeluściach tworzywo jest efektem czyjejś świadomej działalności. Równie dobrze mogło powstać w wyniku naturalnych procesów nieznanych na Ziemi, tam zaś stanowiących normę.

A jednak pudełko przesunęło się. Jakby odgadując moje upodobania znalazło się po drugiej stronie osi symetrii stołu – w idealnej odległości wobec wszystkich jego płaszczyzn.

No i tyle. Ta historia nie ma puenty. Myślicie może, że zacząłem przemawiać do pudełka? Nic z tego. Zaraz potem, jak gdyby nigdy nic, schowałem do środka kanapki. I w ogóle, próbuję je (go?) traktować jeszcze bardziej bezosobowo niż dotychczas.  

I tylko…

Od tamtej pory nie myję go już w zmywarce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: