oto I owo

Rozbudzeni etycznie

Posted in felieton publicystyczny by hajton on 14 lipca 2013

lemurW ostatnich dniach na wiele sposobów odmieniano zbitkę słowną, która ma w sobie coś niepokojącego, wykluczającego się, nieprzystającego wzajemnie. Mistyka drugiego słowa usiłuje przykryć dosadność pierwszego. Bez powodzenia.

Ubój rytualny.

Ktoś niezorientowany mógłby wyobrazić sobie kapłana odzianego w złotą szatę, podającego ofierze na ukwieconym ołtarzu narkotyk, po którym ta w sposób komfortowy rozstaje się z życiem i trafia bezpośrednio do lepszej rzeczywistości.

Niestety, migawki, które przy okazji sporu obiegły internet i telewizję rozwiewają złudzenia: odziani w gumiaki wykonawcy owego misterium nie wyglądają na kapłanów, jego miejsce nie przypomina ołtarza, zaś rytualne ofiary traktowane są w sposób jednoznacznie okrutny.

Szacunek wobec wszystkich religii nie pozwala mi uwierzyć, aby Bóg wymagał od człowieka zachowań niegodnych. To człowiek uzurpuje sobie prawo interpretacji boskiej woli. I robi to w sposób ułomny, sprowadzając tchnienie nieskończoności do własnego krótkiego oddechu.

Na szczęście batalia skończyła się dobrze. Z punktu widzenia elementarnej przyzwoitości. Chwała etycznie rozbudzonym.

Ale tryumf elementarnej przyzwoitości nie powinien rozleniwić naszych sumień. Wręcz przeciwnie. Może chwila, w której okazało się, że jednak da się, ten symboliczny moment przebudzenia, powinien stać się impulsem do dalszej aktywności.

Bo czym w istocie różni się tak zwany ubój gospodarski od uboju rytualnego? Mniej kwiecistą nazwą. Na pewno nie mniejszym okrucieństwem.

Ile targów zwierząt należałoby skontrolować i – gdy okaże się, że nie spełniają norm elementarnej przyzwoitości – definitywnie zamknąć?

Kto ma ochotę zastanawiać się nad przerażającą bezdusznością chowu przemysłowego?

Komu chce się zakłócać harmonię własnego świata myślą o cierpieniach zwierząt?..

Ale refleksja jest konieczna. Jeśli musimy zabijać, róbmy to z żalem. I szacunkiem dla ofiar, oszczędzając im zbędnych cierpień za życia.

Nie mogę pojąć, dlaczego szkoła nie uczy podstaw etyki. Nie teoretycznej, doktrynalnej, a tej najprostszej, praktycznej. Takiej, że zwierzę jest istotą obdarzoną świadomością, w związku z tym zdolną do odczuwania nie tylko bólu, ale i cierpień psychicznych. Z pewnością ograniczyłoby to traktowanie zwierząt jak przedmioty. Porzucanie, gdy stają się zbędnym balastem. Okaleczanie dla rozrywki. Rzucanie o ścianę ku uciesze internautów.

Inna forma dręczenia jest uprawiana przez – prawdę mówiąc, nikomu niepotrzebny – przemysł futrzarski. Futro z lisów, królików, norek – toż to obciach do kwadratu! – nie pasuje ani do pracy, ani na zakupy, ani do opery, ani do kościoła.

Więc pytam: po co?!

Wygląda na to, że w zakładaniu ferm dla zwierząt futerkowych wyspecjalizowali się ostatnio obcokrajowcy, którym własne prawo zabrania już tej, jakże nieświetnej, inicjatywy.

A przecież wystarczyłoby lekko tylko znowelizować przepisy. Obywatele innych krajów mogą bez przeszkód prowadzić działalność gospodarczą, pod warunkiem, że nie jest ona sprzeczna z prawem polskim, oraz z prawem kraju pochodzenia. Albo – jeszcze lepiej – zakazać wstydliwego procederu również u nas. Chciałbym zobaczyć miny tych… przedsiębiorców, którym już się zdawało, że odkryli swoje Eldorado, europejską barbarię.

Nie widzę powodów, dla których projektu nie mogłaby poprzeć zdecydowana większość posłów. Tym szlachetnym dajmy możliwość potwierdzenia, że ich troska o zwierzęta nie była jednorazowym kaprysem. Pozostałym otwórzmy drogę do rehabilitacji.

Jest też przywilej, o który obrońcy praw zwierząt i ich sympatycy powinni upominać się już dzisiaj. Chodzi o ustawowo zagwarantowane miejsce w parlamencie. Takie mandaty przysługują z urzędu mniejszościom narodowym. Czy nie byłoby słuszne i wskazane, aby – mówię to z pełnym szacunkiem dla mniejszości i ich praw – podobny przepis uwzględniał prawa olbrzymiej większości istot żywych i czujących, których języka nie rozumiemy lub nie chcemy zrozumieć? Czy nie logicznym byłoby umiejscowienie kogoś etycznie rozbudzonego w miejscu, w którym swoich przedstawicieli mają lobby: myśliwskie, mięsne, futrzarskie… Taki strażnik sumienia nie mógłby przesądzać losów głosowań, ale miałby prawo, a nawet obowiązek stawiania pod dyskusję najbardziej palących problemów naszych braci mniejszych.

Oczywiście, już słyszę te szyderstwa: „To co, może przyznajmy jeszcze prawa wyborcze marchewkom?!” Bez takich uwag się nie obejdzie, ale odwagi: temat raz wrzucony na grunt społecznej wymiany myśli ma szansę się na nim przyjąć i – może kiedyś – zakiełkować.

W przeciwieństwie do zbitki „ubój rytualny”, słowa „etycznie rozbudzony” zawierają w sobie nadzieję. Wiarę, że każdy człowiek jest potencjalnie etyczny, tylko nie każdy etycznie rozbudzony.

Mam zamiar przyjąć to optymistyczne założenie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: