oto I owo

Sztuka

Posted in felieton literacki, muzyka, sztuka by hajton on 11 lipca 2013

imagesCA5NP0AZPowszechnie uważa się, że pionierem eksperymentów z atonalnością był Ferenc Liszt (Bagatelle sans tonalité). Richard Wagner podejrzewał go nawet o pierwsze objawy szaleństwa, choć to przecież mistrz z Bayreuth w największym stopniu przyczynił się do rozsadzenia systemu system dur-moll. Jego wizytówką harmoniczną jest akord tristanowski, jednak analiza porównawcza dowodzi, że te kilka dźwięków zapowiadających koniec tonalności powstało wcześniej. Można je odnaleźć w Mazurku f-moll, zachowanym jedynie w szkicach ostatnim dziele Fryderyka Chopina.

A co powiedzieć o finale Sonaty b-moll, tym minutowym orkanie, w którym dźwięki z przerażającą szybkością mkną ku nieznanemu przeznaczeniu? To nie są słodkie nokturny, zwiewne walce, jeno żywioł, który równie dobrze mógłby zadziwić podczas Warszawskiej Jesieni.  

W liście do Ernesta Chausson pisał młody Claude Debussy: „Muzyka powinna być nauką hermetyczną, zaklętą w tekstach tak złożonych i trudnych do odczytania, by zniechęcić tłuszczę, która traktuje ją równie niedbale, co własne chusteczki.” Co ciekawe, autor tak radykalnego poglądu zasłynął głównie jako twórca muzyki łagodnej, pełnej powabu, uwodzicielskiej. Choć w swoim impresjonizmie posługiwał się obcą na europejskim gruncie skalą całotonową, to nie on szokował słuchaczy.

Niewątpliwe sukcesy w tej dziedzinie odnosili Igor Strawiński i Arnold Schönberg.

W trakcie prawykonań Kwartetu smyczkowego i Symfonii kameralnej (Schönberg) czy baletu Święto wiosny (Strawiński) dochodziło do skandali przechodzących w rękoczyny.

Schönberg był twórcą dodekafonii – równouprawnienia dwunastu półtonów w obrębie oktawy – którą Tomasz Mann przedstawił w Doktorze Faustusie jako system podpowiedziany przez diabła.

Święto wiosny – ten manifest nowoczesności w muzyce, tańcu i sztuce, jest – paradoksalnie – odwołaniem do czasów, gdy kultura jeszcze nie istniała. Osuwaniem w rejony najdzikszych atawizmów. Część publiczności przyjęła to bez zastrzeżeń. Inni z obawą, którą wyraził jeden z prominentnych krytyków paryskich:

 „Są takie dzieła, które rzucają oskarżenia, ale jednocześnie dają nadzieję, człowiek cierpi, żałuje, ale i ufa, bo znajduje w nich wszystkie drżenia duszy. Słucha ich jak dobrych rad przyjaciela. Dzieła te mają solidny fundament moralny i zawsze przepełnia je współczucie”. Z żalem przyznawał, że Święto wiosny nie zalicza się do tej kategorii.

Nie on jeden patrzył w przyszłość z trwogą. Jakże uzasadnioną. W samym centrum cywilizowanego świata nadciągała era barbarzyństwa niespotykanego dotąd w dziejach. Przerażony kierunkiem, w jakim zmierza Europa, Béla Bartók odpowiadał muzyką „nieczystą rasowo”, mieszaniną stylów i kultur.

Kilka dni przed koncertem, na którym Strawiński miał wykonać swoją neoklasyczną Sonatę fortepianową, na jego ręce pojawiła się rana. Zrozpaczony, gorąco modlił się o uzdrowienie. Tuż przed koncertem rana zniknęła, co kompozytor uznał za cud.  

Koncert się odbył, jednak na znak protestu przeciwko porzuceniu przez sojusznika awangardowych ideałów, Arnold Schönberg ostentacyjnie wyszedł z sali.

Ostatnim dziełem Strawińskiego jest przesycona religijną żarliwością Symfonia Psalmów.

Rozwoju muzyki czy rozwoju sztuki w ogóle, nie sposób rozpatrywać w sensie wyłącznie linearnym. Po głębszym zastanowieniu można by dojść do wniosku, że epoka klasycyzmu w muzyce była regresem w stosunku do niezwykłego polifonicznego kunsztu mistrzów baroku. Awangardowość, a zwłaszcza awangardowość za wszelka cenę nie musi być synonimem artystycznego postępu. W drugiej połowie XX wieku powstawały zarówno eksperymentalne dzieła Stockhausena, jak i krynicznie czysta muzyka Góreckiego. Sto lat po premierze Święta wiosny, w programach koncertów i festiwali sąsiadują ze sobą utwory elektroniczne, wielostylowa Pasja Pawła Mykietyna, ascetyczne kompozycje z gatunku minimal music, czy ultraromantyczne symfonie, których kompozytorem jest Giya Kancheli.

Sztuka współczesna ma prawo szokować nowoczesnością. Przecież chcielibyśmy być olśniewani tak, jak kiedyś słuchacze Sonaty Chopina. Ale w nieustannym przesuwaniu i przekraczaniu granic może zdarzyć się, że nie są to już granice sztuki, ale granice rozsądku i dobrego smaku.

Sztuka powinna nas zachwycać i poruszać.

Zapraszać do dialogu albo polemiki.

Lub po prostu czynić lepszymi.

 

Obraz: Mark Rothko

Cytaty: Alex Ross – Reszta jest hałasem

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: