oto I owo

Ulica

Posted in miniatury literackie by hajton on 1 kwietnia 2013

ulicaWedług niego zegarek można regulować. Uczciwy, pracowity… Na pewno, bo punktualny. Jak idzie, to widać, że po coś idzie, nie tak tylko łazi bez celu.

Aha, znowu jest. Tylko tak łazi i łazi, nie wiadomo po co. Na dupie by usiadł. I siedział. Uczciwi ludzie w domu siedzą. A ten se idzie, środkiem, panisko, wszyscy muszą widzieć… Już cię tam kiedy jakieś auto trafi to przestaniesz chodzić…

Ciekawe, jakie ma oczy? Patrzy w przestrzeń, przed siebie, nigdy na boki. A przecież mógłby tu spojrzeć, wyczuć moje spojrzenie. Włosy takie długie, że tylko w ogon spiąć. W ogóle, podobny do tego aktora. Damska fryzura lecz męski wygląd.

No tak, zimno, a ten bez czapki. O, jak to na ręce chucha… Krótkie spodenki załóż, harcerzyku. Na szaliczek nie stać? Trzeba powiedzieć, znalazłabym jakąś szmatę… Tylko uważaj, bo ślisko, jak się przewrócisz, nikt ci nie pomoże. Ja na pewno nie.

Jest jak czas, co znikąd się pojawia i donikąd zdąża. Ciekawe czy idzie zgodnie z ruchem ziemi, czy pod prąd? Maszeruje, niedługo ślady wyżłobi, mówią, że kropla drąży skałę, a w sanktuariach ludzie kolanami wgłębienia w kamieniu wytarli…

Piłkarz się znalazł. Nie kop puszki, podnieś ją. Taki, co nie podniesie, to i sam rzuci. A jak puszkę rzuci to i peta. I pożar gotowy. Straż musi przyjechać, a w tym czasie ktoś naprawdę się pali. I wszystko przez jednego gnojka co puszkę kopie…

Idź, rycerzu, idź, pasuj się ze światem, ja już nie mogę, kiedyś też próbowałem, ale sił nie starczyło. Może tobie się uda. Masz moje błogosławieństwo, daję ci resztkę moich nadziei. Tylko idź, nie zatrzymuj się, bo gdy raz staniesz, już po tobie…

No i co tak pogwizdujesz? Wesoło ci? A mnie smutno. Niepotrzebna mi twoja radość. Boli mnie i kłuje. Nie weźmiesz pod uwagę, że ktoś cierpi i nie chce widzieć szczęścia? Więc przestań gwizdać, bo ci wiatr go głowy naleci…

Ile razy można iść tą samą drogą? Gdyby tak szedł przed siebie, pewnie już świat obszedłby dokoła… Ale i ten, co obszedł świat, i ten, co kroczył w miejscu kończą podróż tam, gdzie ją zaczęli…

Szedł, jak co dzień, do pracy, z pracy, ręce trzymał w kieszeniach, wiatr świstał mu w uszach, a w głowie kołatała myśl: ciekawe czy za tymi firankami kryje się jakieś życie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: