oto I owo

Karafka z natchnieniem

Posted in miniatury literackie by hajton on 16 stycznia 2013

karafka na czerwonym tleMój znajomy słynął w towarzystwie jako opowiadacz niesamowitych historii. Choć prawdopodobieństwo nie było ich najsilniejszą stroną, zgodnie przyznawano, że w dziedzinie wymyślania nie ma sobie równych. Na pytanie: „skąd ty to wszystko bierzesz?”, uśmiechał się tylko i niezmiennie odpowiadał: „to zasługa mojej karafki z natchnieniem”. W końcu zacząłem podejrzewać, że nie jest to jedynie figura retoryczna. Zbadanie naczynia, a przede wszystkim jego zawartości, stało się  moją obsesją.

Ale sprawa nie była łatwa, gdyż znajomy, sam chętnie obsadzający się w roli gościa, z rzadka tylko zapraszał do siebie. Zaś o wizycie w jego gabinecie, w którym, jak mogłem się domyślać, znajduje się tajemnicza karafka, można było tylko pomarzyć.

Okazja jednak nadarzyła się. Pewnego letniego dnia znajomy zaprosił do siebie grono zaufanych. Na zbieranie malin. Zbieranie malin, czy w ogóle jakichkolwiek owoców, nie należy do moich ulubionych zajęć. Podejrzewałem, że znajomy z pełna świadomością wpuszcza nas w te maliny, pod płaszczykiem odwiedzin szukając po prostu taniej siły roboczej, ale lepsza możliwość mogła się nie trafić. Tknęło mnie zresztą wówczas przeczucie, że zawartość karafki stanowić może wino malinowe własnej roboty. Bo cóż  spodziewałem się w niej znaleźć? Bądźmy szczerzy, jakiś dobry, wymyślny trunek. Coś, co jeśli nawet spowalnia ciało, to uwalnia ducha, dając mu przy okazji potężnego metafizycznego kopa.

Malinobranie – nie licząc drobnych zakłuć i poparzeń (pokrzywami) – przebiegało bez zakłóceń. Gospodarz tryskał humorem, zasypując zbierających gradem niewiarygodnych opowieści, przy których praca szła im skoro. Sam wstrzymywał się od nadmiernej zażyłości z kolczastymi krzakami, na które miał rzekomo alergię. Kiedy wraz z grupą najbardziej zajadłych zbieraczy zniknął w otchłaniach dorodnego chruśniaka, pomknąłem z cicha w kierunku domu. Żeby nie przedłużać nieobecności dostałem się do gabinetu przez okno, na szczęście uchylone.

Dostrzegłem ją od razu. Stała wśród szpargałów na szklanym zakurzonym stole, i gdybym miał pokusić się o nieco spersonalizowany opis, powiedziałbym, że połyskiwała na mnie drwiąco. Zmatowiałe szkło chroniło tajemnicę zawartości przed niepowołanym okiem.

Podszedłem na palcach, uniosłem korek, zbliżyłem nozdrza…

Cokolwiek znajdowało się w karafce, nie przypominało alkoholu. Raczej jakąś antykwaryczno-laboratoryjną mieszankę, w której wirują drobiny przeszłości, teraźniejszości i czasu przyszłego. Uniosłem karafkę, okrężnym ruchem próbując sprawdzić czy znajduje się  niej jakakolwiek ciecz. Nie usłyszałem najmniejszego plusku. A więc musiał to być gaz… Włożyłem korek na miejsce, potrząsnąłem szkłem kilka razy, po czym, próbując uwolnić mieszkającego w środku dżina, raz jeszcze zaciągnąłem się, tym razem głęboko, po witkacowsku…

Miast przeżyć chwilę nagłej jasności, olśnienia, które spada niczym żarłoczny, a wygłodniały jastrząb, usłyszałem głosy znajomego i gości, zbliżających się w kierunku domu. Karafka wypadła mi z ręki. Nim zdążyłem zareagować, dosięgła kamiennej podłogi rozbijając się na tysiące okruchów. Zrozpaczony rzuciłem się na kolana, w jałowym i szalonym trudzie poskładania czegoś, czego poskładać się nie da. 

Gdy raniąc dłonie próbowałem zgarnąć szklany gruz w jedno miejsce, drobinki zaczęły wzbijać się w powietrze i jak małe muszki poszybowały w kierunku stołu. Głosy były już blisko, przysiągłbym, że sięgnęły ganku. Podbiegłem do okna. Mój czas się skończył. Tuż przed oddaniem skoku w kępę jaśminów raz jeszcze spojrzałem za siebie. Wirujące w okrężnym tańcu krople właśnie zastygały w formie tylko co rozbitej karafki.

Reklamy
Tagged with: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: