oto I owo

Sztafeta z wężami

Posted in sport, żarty literackie by hajton on 18 października 2012

Ogólnoświatowy trend uatrakcyjniania (zwłaszcza zjawisk lub widowisk atrakcyjnych z założenia) nie ominął również królowej sportu. Władze federacji – po zasięgnięciu opinii  konsorcjum najbardziej wziętych producentów szołbiznesu – postanowiły ulepszyć koronną dyscyplinę lekkoatletyczną.

Pierwszym wariantem stały się wyścigi w mroku. Na ciemnej choć oko wykol arenie nie było widać nic prócz fosforyzujących linii torów i śmigających między nimi pałeczek, w które publiczność wpatrywała się jak urzeczona. Ponieważ sztafetę w tej wersji można było rozgrywać w halach, zaś na otwartych stadionach jedynie nocą, jej słabość objawiła się bardzo szybko: aktywność złodziei kieszonkowych osiągnęła w trakcie mityngów nienotowane wcześniej rozmiary.

Próbowano więc sztafet z wykorzystaniem pałeczek ze specjalnej, rozciągliwej substancji. Zawodnik przekazujący nie musiał już jej puszczać, bowiem uchwycona przez kontynuatora biegu rozciągała się niczym monstrualna guma. Stadion opleciony w trakcie wyścigu różnokolorowymi kręgami wyglądał nadzwyczaj efektownie. Niestety; do momentu usunięcia pasm (które zastygały w wyjątkowo twardą masę i wymagały rozbijania młotami pneumatycznymi) arena rywalizacji była sparaliżowana.

Eksperci zwrócili uwagę organizatorów, że największym powodzeniem zawsze cieszyły się biegi, w których zawodnicy gubili pałeczkę. Postawiono więc utrudnić ten aspekt rywalizacji. Już nie płynność przekazywania miała decydować o sukcesie, a cechy takie jak odporność na zimno (gdy zawodnicy przekazywali sobie z ręki do ręki sople lodu), ciepło (rozżarzone szczapy), zapach (suszone pieluchy) lub dotyk (sztachety z drzazgami – słynne sztafety sztachet – i pędy kaktusa). Publiczność przyjmowała te nowinki różnie, czasem zachwycając się, niekiedy kręcąc nosem (trudno się dziwić), co motywowało organizatorów do dalszych poszukiwań.

Przełomem stał się słynny bieg mediolański, w którym jako pałeczki użyto… węgorzy, i to elektrycznych. Tym razem publiczność była zachwycona. Chimeryczne zachowania ryb powodowały zupełną nieprzewidywalność zawodów. Jednak i ta forma odsłoniła wkrótce swą słabą stronę. Nie chodziło wcale o szoki elektryczne, jakim zawodnicy podlegali w trakcie przechwytywania pałeczek (co wyglądało nawet ładnie, bowiem przez moment jarzyli się na równi z węgorzami), ale o fakt, że ryby często wyładowywały się  przed końcem biegu. Krótko mówiąc, napięcie siadało.

W kolejnej odsłonie jako zamienników dla niedoskonałych węgorzy użyto węży. Początkowo wprowadzono obowiązek stosowania tych samych gatunków (gniewosz plamisty i zaskroniec), jednak ich stosunkowo nieskomplikowana osobowość oraz mała jadowitość nie przysparzały dyscyplinie nowych zwolenników.

Przyszła więc pora na sztafetę z wężem dowolnym.

Jak dowolnym, to dowolnym! Na olimpijskich obiektach zagościły tajpany pustynne, kobry indyjskie, czarne mamby, zdradnice śmiercionośne, o poczciwej żmii zygzakowatej już nie mówiąc… Zespoły, które chciały obrócić rzecz całą w żart i stawiły się na starcie z wężem ogrodowym bądź strażackim, bez pardonu wykluczono z zawodów.

Najwięcej uciechy dostarczały widowni właśnie zmiany „pałeczek”, które wiły się złośliwie a ośliźle, nie pozwalając sportowcom na precyzyjny chwyt. Owszem, zdarzały się przypadki ukąszeń własnych zawodników (dziabnięcia biegacza drużyny przeciwnej nieodwołalnie karano dyskwalifikacją). Niewiele sztafet kończyło wyścig w pełnym składzie. Najważniejsze jednak, że dyscyplina cieszyła się powodzeniem jak nigdy dotąd, a transmisje telewizyjne i internetowe przyciągały przed ekrany miliony widzów.

Wkrótce pojawiła się nowa generacja węży, zadziwiająco prostych i nieruchliwych. Przedstawiciele federacji lekkoatletycznych tłumaczyli, że to wynik specyficznej tresury. Do akcji wkroczyli jednak obrońcy praw zwierząt tłumacząc, że nietypowe zachowanie gadów spowodowane jest podawaniem im przed zawodami alkoholu. Od tej pory węże na równi z biegaczami poddawane były kontroli antydopingowej (i, gwoli prawdy, równie często łapano je na wykroczeniu, za które groziła dożywotnia dyskwalifikacja).

Kolejny przełom nastąpił na mityngu w Rio de Janeiro, w trakcie których miejscowa sztafeta wystąpiła wespół z… ośmiometrową anakondą. Brazylijczycy, oczywiście, nie wygrali, ale z pewnością stali się medialnymi triumfatorami zawodów. Kilku sprytnych bookmacherów natychmiast zwietrzyło interes życia i zajęło się organizacją sztafet… anakond, w których pałeczką stał się człowiek.

Trwają dyskusje mające na celu włączenie tej, przyznajmy, wstrząsająco widowiskowej formy biegu rozstawnego do rodziny sportów olimpijskich.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: