oto I owo

Artysty dzieje

Posted in miniatury literackie by hajton on 6 października 2012

– Zaraz, zaraz… – brwi wróżbity powędrowały w górę. – A jednak!

Opuszczona głowa artysty uniosła się gwałtownie, jak balonik kopnięty trampkiem smarkacza.

– Tak? Co pan tam jeszcze widzi? – pytał niecierpliwie.

– Zapisze się pan w pamięci potomnych…

– A nagrody? Honoraria? I takie tam… – speszył się artysta.

– O tym karty nie mówią… Ale widzę coś jeszcze. Otóż – cedził słowa – zapisze się pan w pamięci potomnych jednym tylko dziełem.

– Jak to, jednym? – Artysta nie mógł pogodzić się, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent jego twórczych wysiłków sczeźnie w komorach zapomnienia.

– Powtarzam, co mówią karty… Ale i tak jest pan w pozycji lepszej niż większość artystów, więc proszę nie wybrzydzać.

– Ale, panie! Ja pracuję w trudnym tworzywie. Muszę znać trochę szczegółów. Nic te przeklęte karty nie mówią?! – nie ustępował artysta.

Wróżbita kręcił przecząco głową.

– No, chociaż jedno, czy TO już jest stworzone? – wymlaskał artysta błagalnie.

Ale wróżbita i jego karty pozostawali nieugięci.

– Powiedziałem panu dużo… A nawet gdybym miał pewne podejrzenia, ostatecznie mógłbym być w błędzie. Proszę nie mylić wróżbity z prorokiem. I uszanować moją etykę zawodową…

Gdy skołowany artysta opuszczał klatkę schodową, wróżbita uchylał już rąbka przyszłości kolejnemu niecierpliwemu.

– Ale widzę coś jeszcze – mówił. – Otóż zadowolenie przyniesie panu tylko jedno małżeństwo…

Tego dnia „dzieło” płynnie zmieniało się w „małżeństwo”, „projekt architektoniczny”, „wyścigi konne”… – Zgodnie z wolą klientów – uśmiechał się wróżbita pod nosem.

W miarę uporządkowane dotąd życie artysty, legło w gruzach. To rzucał się w wir pracy, by wydać z siebie jedno jedyne dzieło, na które on i świat czekali od zawsze. Zaczynał, mieszał wątki i style, gubił tropy i inspiracje, porzucał… To znów jak wampir wpijał się w pojedynczy projekt,  cyzelując i wysysając go do tego stopnia, że w końcu nic z niego nie zostawało. Wówczas zostawiał pracę i – w nadziei, że arcydzieło spłodził już dawno – wdawał się w plątaninę szalonych imprez i miłosnych przygód bez początku i końca.

Tutaj mała dygresja. Mało który artysta zarobi na chleb powszedni wytworami swej sztuki. Artysta potrzebuje zawodu. Reguła znana jak świat szeroki i jak tenże świat stara. Kompozytorzy, pisarze, plastycy – zajmowali się, zajmują i będą się zajmować najróżniejszymi profesjami, których wachlarz jest zbyt szeroki, aby go tu prezentować.

Nie inaczej rzecz się miała z naszym artystą. Ba, mógł się on szczycić, że uprawia jeden z najstarszych zawodów świata, nieznacznie tylko przegrywający z tym rzeczywiście najstarszym. Profesja jego sięgała bowiem czasów starożytnych, kiedy to Sumerowie, Grecy, a potem Rzymianie wymyślali kanalizację.

Z zawodu był hydraulikiem.

Artystą stał się pod wpływem impulsu.

Odwiedził kiedyś wystawę sztuki nowoczesnej, na której dominowały elementy silników napędowych. Od tej pory był częstym gościem na wystawach sztuki współczesnej w kraju, a także niektórych awangardowych biennale i triennale za granicą. Aż w końcu zrozumiał, że rury wszelkich średnic i długości, kolanka hydrauliczne, kotły, śruby, mutry, grzejniki, pokrętła, klucze, miedź, cynk, blacha, PCV, kratki, korki, wypełniacze, uszczelniacze, nawilżacze, ocieplacze, kółka, druciki, zatyczki, łańcuszki, wpusty, spusty, pływaki, kształtki, bezkształtki, odkształtki, spłukiwaczki, przedłużki, pokrętła, sedesy, atłasy, muszle, wanny, bidety, kabiny, spławiki, ceramika, prysznice, pokrętła, kurki, emalia, kraniki, odpływy, uzdatniacze, wodomierze, pompy, zawory, zgrzewacze, uciskarki, panele, wyginarki, kotły, termostaty, miski, niczym innym są jak kosmosem twórczych możliwości. A jeśli jeszcze spryskać je silikonem lub po wizjonersku zinterpretować tym, co znaleźć można w odpływach wanien, zlewów i umywalek…

Ale złośliwi i krótkowzroczni klienci nie chcieli uznać pracowni hydraulicznej za twórcze atelier, bezmyślnie nazywając ją magazynem lub zgoła „warstatem”.

Choć artysta był mistrzem w swoim fachu, to właśnie w nim nie czuł się artystą. Przedmiotowe traktowanie hydraulicznych akcesoriów wywoływało w nim niesmak. Dopiero abstrakcyjne traktowanie pospolitych z pozoru elementów zaspokajało jego wymagające artystyczne ja. Posiadał jednak sprawne ręce i doświadczenie. Czy chciał czy nie chciał, był po prostu dobrym fachowcem. A w dodatku sumienny był i słowny nad wyraz.

To właśnie zawodowa etyka oraz twórcze rozwichrzenie musiały w końcu wyczerpać jego siły. Tryb życia, któremu usiłował sprostać okazał się zbyt wymagający. Któregoś ranka osłabiony artysta rozstał się ze światem, nie dowiadując się, które z jego dzieł zapisze się w pamięci potomnych.

Na pogrzeb przyszło niewiele osób. Jako artysta, nieboszczyk nie zyskał aż dotąd uznania i rozgłosu, zaś biorcy usług hydraulicznych nie przychodzą masowo na pogrzeby swoich majstrów. Wśród nielicznych obecnych wyróżniało się dostojne małżeństwo w średnim wieku. To właśnie u nich przyszło hydraulikowi wykonać ostatniego wieczoru łabędzi śpiew, udrażniając za pomocą tak zwanej sprężyny odpływ w prysznicu. W braku chętnych do wygłoszenia słowa pożegnalnego, zadania podjął się dostojny mężczyzna.

– Żegnamy rzemieślnika wybitnego. Artystę w swoim fachu. Rączy odpływ wody w kabinie prysznicowej – dla nas dzieło jego życia – będzie nam zawsze o nim przypominać.

Czy z opowieści tej płynie jakiś (udrożniony) wniosek?

Przyjemność nalania go zostawiam Czytającym.

Z ostatniej chwili!

Jedna z prac artysty („Dusze zaklęte w rurach”) została wyróżniona na Festiwalu Sztuki Nowoczesnej w Luizjanie.

Reklamy
Tagged with: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: