oto I owo

Przyszłość telefonów komórkowych

Posted in felieton literacki, żarty literackie by hajton on 25 września 2012

Oglądałem niedawno produkcję filmową z lat dziewięćdziesiątych. Przeciętną, ale strawną. Jednak tylko do momentu, w którym bohaterowie zaczęli kontaktować się za pomocą telefonów komórkowych. Czar prysł. Napięcie wyparowało. Groza fiknęła koziołka. Niestety, nie da się na poważnie oglądać filmów, w których nachalnie eksponowane gadżety – symbole przebrzmiałej nowoczesności – miast oszałamiać, budzą uśmiech politowania.

Z tej kategorii wyłączmy obrazy, które z racji wieku i klasy przeszły już na pozycje klasyki.

Na szczęście większość szanujących się reżyserów dostrzega niebezpieczeństwo, minimalizując w swoich filmach ilość urządzeń, których nowatorstwo przemija szybciej niż wiosenny deszcz.

Telefony.

Jakąż ewolucję przeszły te, chwilowo wyszydzane przeze mnie, urządzenia. Miłośnicy starych filmów mają pewnie przed oczami model bananowy (rozdzielone słuchawka i mikrofon), bądź też zasłużone urządzenie na korbkę. Kiedyś poczciwy sprzęt służył wyłącznie do przeprowadzania rozmów. Przy odrobinie wyobraźni dało się go użyć jako narzędzie zbrodni.

Ale od czasu wyzwolenia się telefonów z jarzma stacjonarności i więzów okablowań, ich błyskawiczna kariera zawisła w powietrzu, niczym zepellin zerwany z cum. Kolejny przełom nadszedł wraz z elektronizację i miniaturyzacją. Możliwości sprzętu o jednostronnym dotąd przeznaczeniu zaczęły gwałtownie rosnąć. Wkrótce telefony mogły już fotografować. Odtwarzać muzykę. Służyć do pisania, czytania i oglądania filmów. Stały się kalkulatorami. Konsolami gier. Łącznikiem między światem realnym a wirtualnym. Małe telefoniki przeszły niewiarygodne przeobrażenie, bo to nie telefoniki już są, ale mocarne komputerki, które nadmiar funkcji przelewają niekiedy na zajęcia zgoła absurdalne (typu liczenie kroków).

Jest jednak małe „ale”. Czy rzeczywiście ich rozwój poszedł w najkorzystniejszym kierunku? Ile zmarnowano możliwości? A ile z nich da się jeszcze odzyskać?

Oto kilka propozycji.

Pierwsza jest zupełnie oczywista. Otóż, wystarczy położyć komórkę na tak zwanej bazie i co uzyskujemy? Telefon stacjonarny!

Niejednokrotnie zastanawiałem się, dlaczego właściwie komórka nie może służyć do golenia. Urządzenie komunikujące się niemal z kosmosem, nie byłoby w stanie uporządkować jednodniowej szczeciny? Za pomocą wymiennej dostawki, bez trudu można by wzbogacić higieniczny pakiet o automatyczną szczotkę do zębów. Suszarka (plus dwie końcówki: lokówka i prostownica) i grzebień o ruchomych zębach uzupełniałyby komplet.

Bez trudu wyobrażam sobie kilka drobnych zastosowań kulinarnych. Podgrzanie stygnącej kawy, ubicie pianki do cappuccino, roztopienie sera na grzance, czy nawet uprażenie niewielkiej ilości kukurydzy (widziałem zresztą kiedyś, jak pękają ziarna wzięte w trzy ognie dzwoniących telefonów), a to wszystko za pomocą prostej wiązki elektronicznej, wydaje się minimum, czego można oczekiwać. Do ubijań poważniejszych należałoby użyć przystawek w formie trzepaczki. Zresztą, dlaczego właściwie komórka nie mogłaby dysponować też końcówką, zmieniającą formę (nóż, łyżka, widelec) w zależności od intuicyjnie wyczuwanych zastosowań?

Po śniadaniu natomiast telefon stawałby się mini odkurzaczem, czyszczącym ubranie z kulinarnych paprochów. Do sprzątania kuchni polecam mimo wszystko odkurzacze tradycyjne.

Przyzwoita komórka powinna być wyposażona w elementarne funkcje ogrodowe (wyrwanie chwastu z korzeniami, przycięcie niesfornej trawki). Jeśli już o trawce mowa, to dlaczegóżby nowoczesny telefon nie mógł stać się e-papierosem? Dla właścicieli ortodoksów uznających jedynie palidła naturalne mógłby z kolei przedzierzgać się w popielniczkę.

Czy to już koniec? Raczej nie. Rozluźnijmy wędzidła fantazji i popatrzmy na możliwe zastosowania komórki (ponieważ nie życzymy jej, aby ponownie urosła do rozmiarów cegły, wiele poniższych funkcji powinno zostać poprzedzonych słówkiem „mini”).

Otóż, mogłaby stać się:

Piórnikiem, pojemnikiem na kredę, ucieraczką do kogla-mogla, kruszarką do lodu, ukręcaczką lodów, tosterem, zbiorem pieśni kurpiowskich, kolekcją pieśni godowych ptaków egzotycznych, a także rodzimych, karmnikiem dla ptaków, paśnikiem dla niedużych zwierząt, osełką dla jeżowych kolców, odorometrem w skali skunksa, segregatorem rybiej łuski, elektroniczną nianią, kompilatorem tekstów krytycznych z dowolnej dziedziny, robotłuczkiem, robocopkiem, robokubkiem, robomłotkiem, analizatorem dawnych klisz, nostalgicznym odtwarzaczem slajdów, szalikiem automatycznie zmieniającym barwy klubowe w zależności od miasta lub dzielnicy, szalikiem quasi dzierganym, skarpetą bożonarodzeniową, ekspertem od precyzyjnego gotowania jajek, szklanką, kieliszkiem, piersiówką, dezodorantem, pudełeczkiem z przyborami do szydełkowania, zbiorem porad typu „jak zrobić z igły widły”, łyżeczką deserową – giętą lub prostą, pułapką na szydło, które wyszło z worka, flaszeczką do przechowywania francuskich perfum, imitacją drzewka bonsai, kartonikiem na wizytówki, pudełeczkiem na stare bilety autobusowe, odpakowywaczem cukierków ślazowych, odparowywaczem układów parzystych, kontrolerem dat przydatności do spożycia, ołowianym żołnierzykiem z szerokim zestawem mundurków, obieraczem ziemniaków w mundurkach, transkryptorem Kalendarza Juliańskiego na Kalendarz Majów, rozsupływaczem pisma węzełkowego, słownikiem podstawowych wyrażeń owadzich, nożykiem do siekania owoców celem przygotowania deseru „macedonia”, zliczaczem kuknięć = przewidywaczem ilości potomstwa w młodych stadłach, zapalniczką, zapałką, rozpałką, podpałką, pałką, gaśnicą, pianką do golenia w aerozolu, snuczem barwnych opowieści, kurdybanem, buzdyganem, jataganem zdobionym szafirami, rapierem, sztyletem, rubinowym kindżałem do przecinania papieru, dżygitem, miniaturą Czyngis-chana z brodą lub bez, uchwytem bez wyraźnego przeznaczenia, rękojmią, jelcem, cielcem, baranim rogiem, zbiorem przesłanek do interpretacji poezji późnoromantycznej, przenośnym zestawem do gry w cymbergaja, bazą wzorów na perskich dywanach, twórcą opowieści z nocy tysiąc drugiej, dzwoneczkiem na kapciach orientalnych, zbiorem porad „Zgub ślad” dla tropionych, wskazówkami „Nie zgub śladu” dla tropiących, vademecum dla strapionych, niezbędnikiem do gry w „cetno i licho”, lusterkiem dla wiewiórek, rusztem do suszenia rabarbaru, puzderkiem na przyprawy korzenne do przyrządzania pikantnych kompotów, odgromnikiem złych fluidów, odgromnikiem jako takim, kompendium wiązania węzłów żeglarskich, śpiewnikiem rybałtów, przewodnikiem po jurze krakowsko-częstochowskiej, wyjaśniaczem różnic w pojęciach typu „de facto – de iure”, i wreszcie krótkim wyjaśnieniem fenomenu chopinowskiego „tempo rubato”.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: