oto I owo

Nagłówki

Posted in miniatury literackie by hajton on 15 września 2012

Kluczyk był bez wątpienia stary, jakiś niepozorny i lekko wykoślawiony. Kawałek metalowej tulei wykruszył się; całość była – jak to się kiedyś ładnie mówiło – nadgryziona zębem czasu. Od czasu odnalezienia starocia w szczelinie podłogi Lukas nosił go przy sobie. Dotychczas widywał coś podobnego jedynie w filmach. To był relikt, obiekt może i kilkusetletni.

Prawdziwy kluczyk do niczego.

W trakcie wizyt na strychu i w piwnicy odnajdował co prawda stare pudła, kartony i skrzynki. Ale kluczyk nie mógł otworzyć żadnej z nich, bo po prostu nie miały zamka. Archaiczny mechanizm dawno odszedł do historii. Szyfrowe kody elektroniczne także nie były już popularne. W nowych czasach sprzęty i przedmioty dzieliły się na te przeznaczenia publicznego, których nie trzeba było zamykać a więc i otwierać, oraz indywidualne, ożywające jedynie pod dotykiem dłoni właściciela.

Trudno było natrafić na jakikolwiek ślad, który mógł wyjaśnić przeznaczenie kluczyka. Co prawda dom – z racji walorów architektonicznych – nie podlegał „prawu stu lat”, ale wszelkie drobiazgi użytku codziennego już od ponad wieku ulegały autodestrukcji po przekroczeniu daty ważności.

Któregoś dnia Lukas postanowił przemeblować swój gabinet. W trakcie przesuwania masywnego biurka natknął się na schowek pod wiekową klepką. W środku tkwiła niewielka metalowa kasetka. Tknięty przeczuciem wyjął z kieszeni kluczyk. Stary mechanizm otworzył się bez protestów.

W środku znajdowały się pożółkłe wycinki gazet. Jakimś cudem – pewnie z braku dostępu powietrza – przetrwały w nienaruszonym stanie wiele lat.  

Lukas zaczął lustrować nagłówki artykułów.

…My i oni… Między niechęcią a nienawiścią… Dlaczego racja jest po naszej stronie… Tylkość i tylkomania… Zerwany most…

Tytułów było znacznie więcej, ale poddane działaniu wysokotlenowej atmosfery kawałki gazet zaczęły się gwałtownie kurczyć i strzępić. Podmuch nadciągającej burzy otworzył okno. Przeciąg wzbił okruchy w powietrze, zatańczył z nimi i wywiał prosto na grządki antycznych malw.

Po drugiej stronie rzeki ktoś rozpylił powietrzne graffiti, które przy tej pogodzie nie miało szansy utrzymać się zbyt długo.

Pozdrawiamy was czule – falował amarantowy napis. Druga literka w ostatnim wyrazie powoli zmieniała formę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: