oto I owo

Zemsta bezzębnego staruszka

Posted in kryminałki, miniatury literackie by hajton on 5 września 2012

Po co zapuszczał się nad rzekę? Czy nie lepiej było oszczędzać schorowane nogi? Zatroszczyć się o słabe serce? Każdy wiek ma swoje prawa. Młodzi niech cieszą się życiem, a starzy niech się cieszą, że żyją. To, że trzech młodzieńców i jedna panienka bratali się z letnim  dniem w plenerze, nad rzeką, w nastrojach podniosłych i coraz to podnoszonych łykami z flaszki, było prawidłowością starą jak świat. Dysonans spowodowany pojawieniem się sylwetki tak niepasującej do otoczenia zranił uczucia młodych ludzi. Niech ten staruszek – jeśli już musi – spaceruje tak, żeby się nie wdzierać, nie zasłaniać, nie przeszkadzać. A najlepiej niech siedzi w domu. Wyjdzie mu to tylko na zdrowie. Bo tu przeciągi i w ogóle, życie jest niebezpieczne.

Ale jeśli już się zjawił, jeśli zepsuł czystość zabawy i nieskazitelność promiennego dnia, to niech się ostatecznie na coś przyda.

– Hej, dziadu, dawaj, dawaj! – ryknął dowcipnie jeden z młodzianków.

– Chodź na kielicha! Prościej ci się pójdzie! – rozbawił towarzystwo drugi.

– No, stary, nie daj się prosić… – zawtórował trzeci, ale zbyt łagodnie aby wzbudzić entuzjazm.

Staruszek zerknął w kierunku wesołej czeredki, chciał nawet coś powiedzieć, bo zamamrotał bezzębnymi dziąsłami, ale albo zapomniał, albo też rozmyślił się w ostatniej chwili.

– Kurwa, jak nie, to nie – nimfa, prawdziwa ozdoba grupy, była rozżalona.

– Co nie?! – Trzeci z młodzieńców pragnął chyba zatrzeć wrażenie po niedostatecznie męskiej wypowiedzi. – Chodź tu dziadu, bo jak nie, to cię przyprowadzę…

Pobiegli we dwóch: pierwszy i trzeci, unosząc staruszka za łokcie, niczym trochę cięższy liść i stawiając po chwili przed zarykującymi się teraz ze śmiechu drugim oraz nimfą.

– No i co stary, warto się było stawiać? – wyparskali mu w twarz. – Pijesz sam, czy mamy ci wlewać?

Staruszkowi ciekły po policzkach łzy upokorzenia. Nie był w stanie nic powiedzieć. Szanse, że potrafi samodzielnie przełknąć choćby łyk wydawały się znikome. Należało mu pomóc. Pierwszy i drugi wykręcili starcowi ręce, trzeci, wbijając palce między bezzębną szczękę a kości policzkowe otworzył pomarszczone usta. Nimfie przypadł w udziale akt wlewania. Mieli jeszcze w zanadrzu dwie butelki, więc tę w połowie opróżnioną można było poświęcić. Wolny a precyzyjny strumyk wlewał się w gardło, aż nieszczęśliwiec stracił oddech, zachłysnął się i zachodziła obawa, że nie doczeka błogich skutków działania wysokoprocentowego eliksiru.

Gdy skończyli, właściwie nie było już śmiesznie, bo dziadek okazał się wyjątkowo mało komiczny, a raczej jakiś irytujący w tej swojej martyrologii. Gdyby próbowali choć przez chwilę wsłuchać się w mamrotanie jego bezzębnych dziąseł, usłyszeliby coś, co brzmiało jak: „sprawiedliwy nie znaczy dobry, dobry nie znaczy sprawiedliwy…”

Ale młodość ma swoje prawa, niecierpliwość i dynamikę.

Upuścili starca na ziemię niczym bezwładną kukłę, po czym ruszyli w swoją stronę, pokombinować, co by tu jeszcze fajnego można było zrobić.

Istniało małe prawdopodobieństwo, że wynędzniały organizm staruszka przetrzyma takie uderzenie alkoholu.

Ale wytrzymał.

Rysowała się niewielka tylko możliwość, że bez uszczerbku dla życia i zdrowia starzec pokona przejście dla pieszych, które i na co dzień napełniało go przerażeniem; przechodzenie przezeń było niczym wyprawa na drugą stronę spienionego nurtu dzikiej rzeki, który nieustannie popychał olbrzymie konary zwalonych drzew.

Ale pokonał.

Była znikoma szansa, że wspinając się po schodach i popatrując co chwila w mroczny, ziejący pustką szyb windy, nie pomyli w końcu poziomu z pionem i nie runie w przerażającą czeluść.

Ale nie runął.

A gdy w końcu zwalił się na łóżko, nikt nie dałby mu większych szans, że jeszcze kiedyś z niego powstanie.

Ale tak właśnie – wbrew wszelkiej logice – miało się stać.

Istniała niewielka tylko możliwość, że trójka chwatów plus nimfa o twarzy ładnej, choć skrywającej pod mało gustownym makijażem rys okrucieństwa, nie dotrze do miejsc przeznaczenia, a raczej, że będą one tego wieczoru inne od przewidywanych.

I tak, pierwszy z grupy – Trzymajło Lewy – potknął się jeszcze w rejonach nadrzecznych i koziołkując po niewysokiej przecież skarpie, skręcił kark.

Drugi – Trzymajło Prawy – zawadził przy nasypie kolejowym o jakiś obluzowany przewód, w którym buzowało napięcie znacznie przewyższające możliwości zneutralizowania przez ludzki organizm.

Trzeci – Szczękajło – dotarł nawet do domu i runął na barłóg otoczony tapetą z panienek, których cały ubiór stanowił makijaż niemniej tandetny jak u nimfy, kilkoma wypomadowanymi idolami piłkarskimi oraz cyberżołnierzem, który zarówno w grze komputerowej, jak i w popularnej kreskówce rozpierdalał wszystko, co stanęło mu na drodze. Dotarł więc do swojej świątyni i legł na jej ołtarzu. Ale następnego ranka już się nie obudził. Wrodzona wada serca ujawniła się w chwili najmniej oczekiwanej.

Piękna śmierć – powie ktoś. Może, zgodzę się, ale nie do końca.

Tylko nimfa – panna Wlewajło – obudziła się nazajutrz w stanie nienaruszonym. Lecz kiedy zaczęły do niej docierać tragiczne informacje, poczuła, że powoli traci kontakt ze światem. Toczyła wokół oczami, nagle wyzwolonymi z nadmiaru kosmetyków i… pięknymi, i nie rozpoznawała rzeczywistości, którą jeszcze wczoraj uznawała za swoją. Może i dobrze – powie ktoś. I znów się zgodzę, ale i tym razem nie do końca.

A czy z tej – w zależności od punktu widzenia – niemoralnej lub umoralniającej opowieści płynie jakiś wniosek? Pewnie jest ich wiele, ale jeden nasuwa mi się ze szczególną, ckliwą, a może tkliwą wręcz siłą: nie należy ufać bezzębnym staruszkom. Nigdy nie wiadomo na czym zjedli zęby.

Ot i cała historia.

 

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: