oto I owo

Demony i Widma

Posted in książki, literatura, O KSIAŻKACH by hajton on 3 września 2012

Marny to szewc który cudzych butów nie ogląda

Możliwe, że przysłowie jest tworem wyłącznie mojej wyobraźni, ale tym bardziej postanowiłem go posłuchać i sprawdzić co słychać w nowej polskiej literaturze (a przynajmniej w jakimś jej wycinku). Miesiące były letnie, czasu nieco więcej niż zazwyczaj, mój wybór padł więc na dwa okazałe i apetyczne kąski. Właściwie całe duże dania.

Oto kilka polekturowych refleksji.

Mariusz Zielke – „Księga Kłamców”

Był sobie Polak, Rusek i Niemiec. I Żyd. I Arab. A nawet Murzyn. Oto archetypiczny zaczyn kosmicznej awantury.

Aby ciasto urosło potrzebujemy obecności kilku jeszcze postaci. Boga. Diabła. I paru aniołów. Ani Gabriela ani stróżów. Raczej upadłych.

Żyjemy w czasach, w których największym powodzeniem cieszą się książki o wampirach. Ale kiedyś przecież muszą się przejeść (przepić?). Może nadciąga więc pora demonów, antycypowanych tu z diabelską (demoniczną raczej) intuicją?..

Żelazną ręką trzyma narrator sznureczki swoich bohaterów. Zatańczą tylko tak, jak im zagra. Linki się nie poplączą, chyba że celowo. Wówczas zresztą okaże się, że Autor trzyma w dłoniach coś jeszcze.

Nożyce.

Jest w tym podobny do greckich Parek, czy w ogóle tych, którzy igrają na linie rozciągniętej między stworzeniem a destrukcją. Jak demony Cimeies i Asmodeusz.

O co więc chodzi?

Świat jest spiskiem. Był nim zanim powstał. Spiskiem był pierwszy człowiek. A nawet Bóg.

Świat jest kłamstwem. Czegokolwiek o nim nie pomyśleć, da się to przenicować, zaprzeczyć temu, rozbić w pył, by ponownie zlepić w – pozornie tylko przypadkową – całość.

Autor „Księgi kłamców” – jak głosi notka biograficzna, dziennikarz śledczy – wyznaje spiskową teorie Dziejów. Przez duże D.

Światem rządzą Bogowie, demony, dobro i zło oraz męskie przyrodzenie (którego wielkość – co Autor podkreśla – niczego nie determinuje).

Wielorakie odwołania i erudycyjne skojarzenia plus wyssane z pióra przypowieści czynią lekturę „Księgi kłamców” podobną do szalonej podróży kolejką górską. Trzeba uważać, aby nie wylecieć z wagoniku. Motorniczemu się udało. Sprowadza szalonego węża na ziemię, kończąc przewrotnym pytaniem: kto następny do przejażdżki?

Nie wątpię, że znajdzie się wielu chętnych. Boska Pulp Fiction niejednemu udzieli pożądanych odpowiedzi. A jeśli będą nieprawdziwe? No cóż. W końcu to „Księga kłamców”.

Łukasz Orbitowski – „Widma”

Jakikolwiek cel przyświecał Autorowi tak zatytułowanej powieści, nie był nim z pewnością komfort Czytelnika. Zaproszeni jesteśmy do podróży po świecie niby znajomym, a przecież odbitym w krzywym zwierciadle. Na początku wiemy tylko, że rytm historii ulega zakłóceniu przez tajemniczy pakunek, którego nie należy otwierać i postać, która boskim lub diabelskim zrządzeniem zaplątała się na naszym – może nie najlepszym, ale, jak się wkrótce okaże – wcale nie najgorszym ze światów.

Lektura – nie wątpię, że w zgodzie z wolą Autora – okaże się ściganiem miraży, łapaniem właściwego tropu, który – gdy tylko dotrzemy za blisko – machnie ogonem, by jak traszka ukryć się pod powierzchnią niepokojących zdarzeń.

Ale kto powiedział, że czytanie ma być aktem kapitulacji wobec pisarskiej wyobraźni? A więc podejmujemy wyzwanie i z odwagą zapuszczamy się w labirynt. W świat – teraz nagle – jakby znany. Lata powojenne, Pałac Kultury i Nauki, kazamaty Służby Bezpieczeństwa, literat próbujący odczytać etos socjalistycznej pracy.

Ale…

Oficer SB przepojony jest obsesją wyjaśnienia tak zwanego Cudu Dnia Pierwszego. Dlaczego w chwili wybuchu Powstania Warszawskiego broń zarówno Polaków jak i Niemców nie wypaliła?..

W tym świetle przestaje dziwić, że literat ma na imię Krzyś, a za jego skromną materialną powłoką kryje się nie kto inny jak Krzysztof Kamil Baczyński.

Mamy Warszawę, która nie została unicestwiona, ale wcale nie wydaje się przez to szczęśliwsza. Gdzieś lęgnie się zło, które wypełza na powierzchnię, wciąga i naznacza ludzi i miasto, ciała i dusze, jak ożywione bagno, ucieleśnienie diabelskości. Atmosfera gęstnieje. Tężeje. Boleśnieje z minuty na minutę. Ze strony na stronę. I stacza się coraz niżej, w kierunku podziemi. Powstańczych korytarzy zguby i nadziei.

Z tym złem będziemy musieli mierzyć się aż do końca. To zło jest tak złe, że nie zdradzi tajemnicy swego pochodzenia. A może każdemu uchyli inny jej rąbek?

Książka napisana jest wyrazistym stylem, obrazowym w malowaniu słownych płócien i przejmującym w szczególe.

Dostrzegam w niej również takie oto przesłanie: uniknięcie Powstania nie uchroniłoby Warszawy od kataklizmu dziejowego może i po wielokroć gorszego w skutkach. Powstańczy zryw, jak mało które wydarzenie w dwudziestym wieku, stał się na wiele pokoleń fundamentalnym składnikiem naszego „ja”.

Tymczasem Autor prowadzi nas ku innej jeszcze konkluzji. Sceny końcowe mogą sugerować, że rzeczywistość w której żyjemy, to tylko jedna z możliwości, jedno z pudełek, które przydzielił nam los.

Tych pudeł jest dużo więcej, może wręcz cała nieskończoność, a każda skrywa w środku coś innego. Nie da się wykluczyć, że niekiedy dochodzi do nieoczekiwanych przeniknięć zawartości. To wówczas jesteśmy świadkami wydarzeń trudno zrozumiałych, z pozoru nielogicznych.

Kto wie, może w niektórych pudłach czekałaby nas rzeczywistość światlejsza?

Lecz historyczne gdybanie jest zajęciem niebezpiecznym.

Czego dowodem są widma z tych mniej życzliwych światów paralelnych, które od czasu do czasu przebijają się do naszego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: