oto I owo

Śmierć i dziewczyna*

Posted in książki, literatura, muzyka, O KSIAŻKACH by hajton on 1 lipca 2012

Kwartet smyczkowy d-moll D 810 nr 14 Franciszka Schuberta zawdzięcza swą nazwę tytułowi pieśni, która posłużyła kompozytorowi jako temat drugiej części – Andante con moto. Jest w nim pewna surowość średniowiecznego chorału albo renesansowego cantus firmus.
Z wyjątkiem środkowego fragmentu Scherzo (części trzeciej), w którym tonacja i charakter rozświetlają się, całość dzieła jest bardzo dramatyczna. Od monumentalnej, rozpoczynającej się wyskandowanym motywem części pierwszej – Allegro, aż do finału – Presto – utrzymanego w charakterze taranteli – obłędnego tańca śmierci. Ta jednolitość i gęstość atmosfery czyni z kwartetu – mimo jego rozmiarów – dzieło wyjątkowo spójne. Godzi się tu przytoczyć piękne słowa Tadeusza Marka, jednego z biografów Franciszka Schuberta, które nie tylko oddają rangę utworu, ale również jego znaczenie dla samego kompozytora.
(…) Formotwórczy, odkrywczy geniusz Schuberta wyprowadził muzykę kameralną na nowe drogi. Mistrzostwo zdobyte w dotychczasowych zmaganiach z formą stało się tym zwycięstwem, które godzi artystę zarówno z życiem, jak i ze śmiercią. Samotny, chory Schubert odnalazł siebie, swoją prawdę i swój spokój. (…)
Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Kwartet d-moll zyskał natychmiastowe uznanie.
W czasie jednego z domowych wykonań Ignaz Schuppanzig zemścił się za wymagania mistrza Ludwiga (gdy któregoś razu skrzypek poskarżył się Beethovenowi na szczególnie trudny, prawie niewykonalny pasaż, ten miał mu odpowiedzieć: „Czy naprawdę sądzisz, że myślę o twoich marnych skrzypeczkach, gdy Muzy krążą wokół mojej głowy?”). Gospodarz wieczoru, Franz Lachner, tak to wspominał:
Prymariusz Schuppanzig, który z powodu zaawansowanego wieku nie był w stanie podołać takiemu zadaniu, po przegraniu utworu zwrócił się do kompozytora: „Braciszku, to nie może być dobre; pozostań przy swoich pieśniach!”, na co Schubert w milczeniu spakował nuty i na zawsze zamknął w swoim biurku.
Do oficjalnej premiery doszło 12 marca 1833 roku, a więc już po śmierci kompozytora, w trakcie Zebrania Muzycznego Karla Mosera w Berlinie.
– Bartku, czy wiesz, że w zbiorach Kunstmuseum w Bazylei znajduje się obraz pod identycznym tytułem, namalowany w roku 1517 przez Hansa Baldunga? – zagadnął mnie kiedyś Sebastian. – Odnalazłem reprodukcję. Wymowa płótna jest mniej subtelna niż muzyka Schuberta, ale dramatyczne, miłosne wręcz sprzężenie dwóch przeciwstawnych figur robi piorunujące wrażenie.

Przez niezasłonięte okno księżyc świecił zawzięcie, jakby chciał dotrzeć w zakamarki najmroczniejszych tajemnic ludzkich dusz. Taka pełnia zawsze kojarzyła mi się z nocą, kiedy odnalazłem prawie martwego Rucacellego. To księżyc winiłem za niepokój, którego nijak nie potrafiłem ukoić. Ostatnie miesiące, choć przeżywane w pewnym rozdarciu, nie dostarczały powodów do nerwowości. Moje życie wydawało się wielu ludziom realizacją bajkowego scenariusza. Ale nagła kompilacja kilku – co z tego, że niezależnych – faktów wbijała się w skroń młoteczkami dźwięków na tyle mocno, że sen nie nadchodził…

*Tekst jest fragmentem książki „Ostatni koncert”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: