oto I owo

Gwiezdny panel

Posted in felieton literacki by hajton on 23 czerwca 2012

Szczupła postać w brązowym habicie próbowała uciszyć zebranych gestem dłoni.

– Po zestawie gości, którzy zaszczycili spotkanie wnioskuję, że naszą uwagę poświęcimy dzisiaj braciom mniejszym? – przemówił zakonnik, jednocześnie odhaczając coś w grubej księdze (lista obecności?).

– Jak polepszyć ich los na najlepszym ze światów? Oto jest pytanie. – Siedzący obok mężczyzna w peruce starał się przyjść w sukurs mnichowi. Na jego słowa zareagował z kolei człowiek wpatrzony w czaszkę.

– Gdyby nasze cnoty służyły tylko nam, byłyby niczym. A więc zaczynajmy…

Gwar ustał.

– No cóż, obawiam się, że dotychczasowy postęp w omawianej dziedzinie jest znikomy… – Jako pierwszy zabrał głos ubrany właściciel imponujących bokobrodów.

– Hm, nasz przyjaciel jak zwykle nastawiony pesymistycznie… – nie bez cienia satysfakcji zauważył  przystojny wąsacz w okularach.

– Realistycznie, mój drogi, realistycznie… – bronił się atakowany.

Na te słowa powstał kolejny z dyskutantów, mężczyzna o wzroku szlachetnie rozświetlonym i klasycznej urodzie.

– Rzecz da się wytłumaczyć; świat dąży od doskonałości ku doskonałości, lecz – niestety – poprzez fazę chaosu. Widocznie przesilenie jeszcze nie nastąpiło.

– A jednak ciągle mamy nadzieję, bo we wszystkich sprawach lepiej ją mieć niż utracić – dorzuciła melancholijnie postać w kapeluszu z zawadiacko wygiętym rondem.

– Nazwijmy rzeczy po imieniu. Tak długo, jak człowiek będzie zabijał zwierzęta, ludzie będą zabijali się nawzajem. W istocie, ten kto zabija i zadaje ból, nie zazna radości i miłości. Czy nie mówimy tu więc o pewnym fatalnym kręgu? – Kolejny z rozmówców precyzyjnymi ruchami kreślił na kartce figury geometryczne.

– Mój drogi, przecież ty sam nie miałeś takich wątpliwości! Nieraz pytano mnie, dlaczego nie jadałeś mięsa – odezwał się człowiek siedzący obok geometry, podobnie jak on ubrany w chiton.

– I co odpowiadałeś?

– Zastanawiam się – mówiłem – jak człowiek miał czelność nazwać jedzeniem i pożywieniem części, które jeszcze chwilę wcześniej krzyczały i płakały, poruszały się i żyły. I z pewnością nie były to lwy czy wilki pozbawiane życia w odruchu samoobrony. Wręcz przeciwnie, zarzynamy oswojone istoty nie posiadające żądeł ani kłów, którymi mogłyby nas zranić. Z powodu kawałka mięsa pozbawiamy niewinne stworzenia słońca, światła, całej życiowej ewolucji, do której mają prawo poprzez narodziny oraz życie.

Uszu zebranych dobiegł teraz cyniczny dudniący głos, dobywający się jakby z beczki.

– A ja w podobnych rozmowach szedłem na skróty; tak jak spożywamy ciała zwierząt, moglibyśmy równie dobrze zjadać ciała ludzi, mówiłem.

– Proszę, złagodźcie trochę linie swych wypowiedzi. Rośliny istnieją, by służyć za pokarm dla istot rozumnych, istoty żywe są celowe w każdym szczególe. I zapewne celem tym nie jest dostarczanie nam pokarmu – idealizował mężczyzna o klasycznej urodzie.

– Tak, ale nie chodzi tylko o sprawy wzajemnego zjadania się – odparł geometra. – Niemniej istotne jest, że wszystko to, co człowiek zwierzęciu wyrządził, spadnie z powrotem na człowieka.

Na te słowa odezwał się siedzący po drugiej stronie śniadolicy mężczyzna w białej kurcie.

– Panowie Grecy; mój szlachetny przedmówca dotyka tu jakże i dla nas istotnej kwestii reinkarnacji…

– Pamiętam, jak przedstawiał mi się sam Aleksander Macedoński; na jego słowa: „jestem wielkim królem”, odpowiedziałem: „a ja jestem psem”, ale chyba mnie nie zrozumiał… – zadudniło ponownie.

– To, co w Azji zwie się reinkarnacją, my, Rzymianie, nazywamy metamorfozą. Bogom niech będą dzięki, że istnieje, bowiem wiele zwierząt przewyższa nas wdziękiem – odezwał się postawny mężczyzna odziany w tunikę.

– Święta prawda. Uwielbiałem malować konie, których gracja jest niezrównana. A przez targ pełen ptaków pozamykanych w klatkach, nie mogłem przejść w spokoju. Wykupywałem je i puszczałem wolno, bo przecież stworzone były do lotu, a nie do pływania… w zupie. Zresztą malowałem zwierzęta z uwielbieniem. Pewną damę udało mi się uwiecznić w parze z gronostajem. Inną chciałem sportretować z szynszylą – ba, nosiłem się z zamiarem nazwania obrazu „Szynszyla z damą” – ale zleceniodawca się nie zgodził, doszukując się w tym jakiejś dwuznaczności… W małym akcie zemsty obdarzyłem jego ukochaną uśmieszkiem co najmniej dwuznacznym… – Przemawiający gestykulował rękami, jakby bezustannie szkicując obrazy dostępne tylko jego oczom.

– A ja znowu przypominam sobie, jak w trakcie rodzinnego obiadu, moja krewna wyraziła zdziwienie brakiem dania mięsnego. Przy następnych odwiedzinach czekała na nią… kura przywiązana do krzesła, a na talerzu olbrzymi nóż… – Autor powyższych słów mógł poszczycić się imponującą, rozdwojoną pośrodku brodą.

Do it yourself… – dał się słyszeć sceniczny szept, zakłócony natychmiast przez odgłos zębów wbijających się w soczyste jabłko.

Z kolei głos zabrał dyskutant o wąsikach długich i cienkich oraz bródce, którą niejeden określiłby mianem koziej.

– Lwie Nikołajewiczu, mam wrażenie, że opowiadałeś nam już tę historię… Która zresztą pośrednio wyjaśnia, dlaczego w Azji używa się do jedzenia pałeczek, a nie sztućców, a już zwłaszcza noża; za bardzo przypomina narzędzie do uśmiercania…

– Ciekawe; jeden z moich rodaków zwykł mawiać, że najbardziej niebezpieczną bronią człowieka jest widelec. – Spojrzenie kolejnego mówcy skrzyło się dowcipem.

– Panowie, rozumiem, że głód daje o sobie znać, zejdźmy jednak z talerza na grunt etyki. Ponieważ współczucie w stosunku do zwierząt jest tak nierozerwalnie związane z dobrocią charakteru, można zaufać poglądowi, że ktoś okrutny wobec zwierząt nie może być dobrym człowiekiem – odezwał się ponownie właściciel bokobrodów.

– Innymi słowy możemy człowieka ocenić po tym jak traktuje zwierzęta. – Autor powyższej tezy to zerkał na gwiaździste niebo, to znów zamykał oczy, jakby zapadając się w sobie.

– To odnosi się również do społeczności; wielkość narodu i jego postęp moralny można poznać po tym w jaki sposób obchodzi się on ze swymi zwierzętami – rzekł śniadolicy mężczyzna w białej kurcie.

– Dlatego chylę czoła przed panem i pańskimi rodakami; wasze panteistyczne myślenie i miłość dla świata zwierzęcego, pogarda dla myśliwego i rzeźnika domowych zwierząt, powinny być dla nas przykładem. Po Żydzie Wiecznym Tułaczu i Latającym Holendrze, to właśnie odwieczny Hindus stał się lejtmotywem mojego życia. Pomyśleć, że jego spokojna dusza – mówca skłonił się śniadolicemu – zdobywa się na tak wielkie akty energii… Oto droga regeneracji jednostki i rodzaju ludzkiego. – Słowa niewysokiego mężczyzny w fantazyjnym birecie zabrzmiały melodyjnie, niczym muzyczna fraza.

Teraz zareagował z kolei człowiek o siwej czuprynie.

– Dziękuję, mistrzu; to, co mówisz przypomina mi, że człowiek traktuje zwierzęta jako pozbawione głosu. A to tylko zarozumiałość i bezczelność, bowiem zwierzęta są nieme jedynie dla tępej ludzkiej percepcji.

– Stąd popularność wędkarstwa, które jest najbardziej okrutnym, pozbawionym uczuć i najgłupszym pseudosportem. Z kolei okrucieństwo jest – jak mawiał mój przyjaciel – najbardziej naturalną przywarą tępoty umysłu. – Słowa te padły z ust młodzieńca o lordowskich manierach, ubranego wszakże z arabska.

– Zaś gdy człowiek ma zamiar zamordować tygrysa, nazywa się to sportem; gdy jednak tygrys rzuca się na człowieka – określa się to mianem dzikiego bestialstwa – dorzucił mężczyzna o figlarnym spojrzeniu.

– Dotknąłeś istoty problemu: jedynym sposobem by żyć, jest pozwolić żyć – podsumował śniadolicy.

– Panowie, jeśli można; często się mówi, że ludzie zawsze zjadali zwierzęta, tak jakby miało to być usprawiedliwieniem dla kontynuowania tego zwyczaju. Zgodnie z powyższą logiką, nie powinniśmy powstrzymywać ludzi przed mordowaniem innych istot ludzkich, ponieważ także i to robią od najdawniejszych czasów. Inna sprawa: człowiek modli się o łaskę, sam niechętnie jednak obdarza nią innych. Dlaczego więc oczekuje jej od Boga? To niesprawiedliwe i nielogiczne liczyć na coś, czego samemu nie chcesz dać. – Orację wygłosił mężczyzna o wyglądzie i manierach sztukmistrza.

– Dlatego największym grzechem wobec innych istot nie jest nienawiść tylko obojętność. To jest istota niehumanitaryzmu – dorzucił właściciel wesołych oczu.

– Brawo, mój drogi! Zgadzam się z tobą w stu procentach. Naszym podstawowym obowiązkiem w stosunku do mniejszych braci jest niekrzywdzenie ich, jednak poprzestanie na tym to nie wszystko. Mamy ważniejszą misję – służyć im pomocą, kiedykolwiek będą jej potrzebować – odezwał się robiący notatki mnich w brązowym habicie.

– Trzeba to głośno powiedzieć. Los zwierząt jest nierozerwalnie związany z losem człowieka, dlatego jest ważniejszy niż strach przed ośmieszeniem – stwierdził kolejny dyskutant, na przemian zbliżając do oczu i oddalając od nich okulary na łańcuszku.

– Brak przemocy prowadzi do najwyższej etyki, która jest celem całej ewolucji. Dopóki nie przestaniemy krzywdzić innych żywych stworzeń, ciągle będziemy dzikusami. – Autor powyższych słów był prawdopodobnie odpowiedzialny za kwestie oświetleniowe, bowiem aż do tej pory zajęty był sprawdzaniem kosmicznych żarówek.

– Naszym celem musi być wyzwolenie się poprzez rozszerzenie kręgu współczucia na wszystkie żywe istoty i na cały cudowny świat natury – odezwał się właściciel lwiej grzywy, machający przed swym nosem latarką, jakby chcąc się przekonać, czy wzrok nadąża za światłem.

– To też. Ale czy nie przekonuje Panów pewien prosty argument; zwierzęta są naszymi przyjaciółmi, a przyjaciół się po prostu nie krzywdzi? – podsumował mężczyzna o dowcipnym spojrzeniu.

W tej chwili powstał jeden z rozmówców, aż dotąd niewidoczny, jakby wciśnięty w szparę podłogi. W zapadłej nagle ciszy jego słowa zabrzmiały dziwnie przejmująco:

– Od teraz mogę na ciebie patrzeć w spokoju. Nie zjem cię już nigdy więcej…

Gwiezdny panel jest dość swobodną wersją dyskusji, która w istocie toczy się ponad wiekami. Choć niektórzy z uczestników nie mówią zbyt wiele, ich obecność jest więcej niż symboliczna. Zresztą dysputa wcale się nie skończyła, a gości ciągle przybywa. Właściwie każdy może się czuć zaproszony. W swoim sprawozdaniu posłużyłem się kompilacją cytatów przypisywanych niektórym spośród zebranych. Co ich łączy? Oprócz trwałego wkładu w historię, troska o etyczny wymiar naszego stosunku do zwierząt. Będę szczery; poglądy dyskutantów interesowały mnie bardziej od zawartości ich talerza. Ta ostatnia – prędzej czy później – staje się konsekwencją pierwszych.

A oto nasi bohaterowie, w kolejności przystępowania do dyskusji.

Święty Franciszek z Asyżu, Wolter, Wiliam Shakespeare, Arthur Schopenhauer, Friedrich Nietzsche, Platon, Johann Wolfgang Goethe, Pitagoras, Plutarch, Diogenes, Gandhi, Seneka Młodszy, Leonardo da Vinci, Lew Tołstoj, Isaac Newton, Konfucjusz, George Bernard Shaw, Immanuel Kant, Richard Wagner, Mark Twain, George Byron, Isaac Bashevis Singer, Emil Zola, Thomas Alva Edison, Albert Einstein, Franz Kafka.

Reklamy
Tagged with: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: