oto I owo

Zwierzęta w muzyce*

Posted in felieton literacki, książki, muzyka by hajton on 15 czerwca 2012

Imitowanie lub portretowanie zwierząt za pomocą dźwięków jest stare jak sama muzyka. O ile u podstaw pierwszego legły względy praktyczne – ostrzeganie o nadciągającym niebezpieczeństwie lub też wabienia ofiary w trakcie polowania – o tyle w drugim wypadku możemy już domniemywać potrzebę artystyczną.

Przyznając rację teorii ewolucji, uznajemy, że gatunek ludzki jest zaledwie młodszym krewnym świata zwierząt, które co prawda nie osiągnęły umiejętności komunikacji werbalnej, ale dźwiękową – owszem. Sposób, w jaki porozumiewają się nasi bracia mniejsi, jest bliższy muzyce aniżeli ludzka mowa. Kto wątpi, niech posłucha śpiewu ptaków na wiosnę. Komu zaś dane było usłyszeć stado wilków wyjących do księżyca, ten zgodzi się z tezą, że również w dziedzinie śpiewu chóralnego zwierzęta były przed nami.

Jedną z najbardziej znanych ptasich imitacji jest początkowy fragment Wiosny otwierającej słynne Cztery Pory Roku Antonio Vivaldiego. Kura stanowi bohaterkę klawesynowego drobiazgu Jeana-Phillippe’a Rameau. Kto przypomina sobie finał drugiej części (Scena nad strumykiem) Symfonii Pastoralnej Ludwiga van Beethovena, ten od razu usłyszy ptasie kląskanie i kukanie. Dla odmiany, najbardziej spektakularny fragment finału majestatycznej II Symfonii Gustawa Mahlera: po końcu świata – dźwiękowej apokalipsie –  odzywa się samotny głos fletu – śpiew ptaka – zapowiedź nadziei zmartwychwstania. Jeszcze dalej posunął się Ottorino Respighi, który w słynnych Piniach rzymskich użył nagrania z ptasim śpiewem (dawny program telewizyjny Spotkania z przyrodą rozpoczynał się tym fragmentem). Jeden z mistrzów XX stulecia, Olivier Messiaen, potraktował skopiowanie ptasiego śpiewu w sposób zupełnie dosłowny. Z zapisu magnetofonowego przeniósł na papier nutowy odgłosy Ptaków Egzotycznych. To jeden z jego najoryginalniejszych utworów.
Zwierzęta w operze są tematem na osobny esej. Wspomnę jedynie o Aidzie Verdiego, w której kompozytor widział na scenie konie i wielbłądy. Mamy też smoki; o tym najsłynniejszym, wagnerowskim z Pierścienia Nibelunga, opowiada bohaterowi (Zygfrydowi) nie kto inny jak leśny ptak.
Oto Ognisty Ptak Igora Strawińskiego – jeden z baletów zamówionych na początku XX wieku przez słynny zespół Siergieja Diagilewa. W kategorii baletu klasycznego prym wiedzie Jezioro łabędzie Piotra Czajkowskiego, w którym powabne baletniczki wcielają się w role królewskich ptaków.
Pozostańmy przy łabędziu, przenosząc się jednak w dziedzinę muzyki czysto instrumentalnej. To bohater jednej z najpiękniejszych i najbardziej znanych melodii w literaturze muzycznej. Utrwalony pod (niesłuszną) nazwą Umierający Łabędź, pochodzi ze słynnej fantazji zoologicznej Karnawał Zwierząt Camille’a Saint-Saënsa. Bo przecież nie samym ptakiem karmi się muzyka. Kogo my tu nie mamy! Jest lew, są kury i koguty, dzikie osły, żółwie (rewelacyjny kankan w tempie usypiającym). Jest słoń (urocze solo kontrabasu), są kangury, możemy zajrzeć do akwarium, przyjrzeć się osobistościom z długimi uszami. Jest też kukułka (no pewnie; to najprawdopodobniej najczęstszy spośród ptasich i zwierzęcych gość sal koncertowych) i cała ptaszarnia. Zaraz potem – uwaga! – pianiści! Jeszcze perkusyjne skamieliny, wspomniany już – zaklęty w przepięknym solo wiolonczeli – łabędź. I finał, w którym cała menażeria miesza się raz jeszcze na wesoło.
Komponując muzykę do szekspirowskiego Snu nocy letniej, Feliks Mendelssohn-Bartholdy nie wiedział, że tworzy superhit wszechczasów. Bo przecież Marsz weselny znają prawdopodobnie wszyscy. W innym fragmencie uważny słuchacz doszuka się pięknego świstu – to krawiec Spodek, którego psotny duszek Puk obdarzył miłością Tytanii, królowej elfów i… oślą głową.
Nie sposób nie wspomnieć uroczej bajki dla dzieci Piotruś i wilk Sergiusza Prokofiewa. Oprócz grupy bohaterów ludzkich (Piotruś, jego dziadek, myśliwi – na szczęście niecelnie strzelający) pojawiają się: ptaszek, kaczka, kot i wilk. Niedawno widziałem kolejną z animowanych wersji utworu (laureatkę Oscara!) z nieco zmienionym zakończeniem. Takie podobało mi się jeszcze bardziej!
W muzyce wokalnej mamy za to… Duet kotów. Rewelacyjna miniatura skomponowana przez Gioacchino Rossiniego dla dwójki miauczących śpiewaków. To jeden z najzabawniejszych fragmentów muzycznych.
Kończąc ten wyrywkowy szkic, muszę wspomnieć o jeszcze jednym utworze: Mszy na Boże Narodzenie Edmunda Paschy – osiemnastowiecznego kompozytora ze Słowacji. Głosom solowym, uroczyście intonującym „Bene, Bene, Benedictus”, wtóruje chór męski, uroczystym „bee, bee” imitujący stado baranów.

 
*Tekst jest fragmentem powieści „Ostatni koncert”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: