oto I owo

Niebieski ząb

Posted in felieton literacki, żarty literackie by hajton on 3 czerwca 2012

O ekspansywności języka angielskiego już kiedyś pisałem. Spolszczenia czasem się udają (window = okno), czasem mniej (Windows = Windows), niekiedy przyjmują formę przekorną (cocoa = kakao), kiedy indziej znów nikomu niewadzące słowo, zostaje ni stąd ni zowąd zastąpione przez angielski nowotwór (staromodny = oldskulowy).

Stosunkowo najprościej jest ze skrótami: powtórzenie kilku literek – nawet w brzmieniu anglojęzycznym – nie jest szczególnie trudne. SMS – esemes, PR – piar, GPS – dżipies, dają się wymówić bez szczególnego bólu i ranienia policzków. Czasami jednak trafi się zaraza, której nie ma jak ugryźć. Cholerstwo, zainfekowane fatalnym wirusem „th”. Przykładem takiego nieszczęścia jest niejaki „bluetooth”.

Przetłumaczenie byłoby tu nawet dość łatwe, ale… Wyobraźmy sobie, że ktoś nas pyta: „Czy masz niebieskiego zęba?” – a my odpowiadamy – „Tak, mam niebieskiego zęba, mam nawet dwa niebieskie zęby, a jakby dobrze policzyć, to mam ich całe mnóstwo”, aby raz na zawsze zohydzić sobie podobny dialog. Pozostaje więc wersja oryginalna. O ile jednak – gdy fatalna zgłoska „th” rozpoczyna wyraz – mamy nieco czasu, aby włożyć język między zęby i wystrzelić z londyńska (jeśli oplujemy przy okazji otoczenie, trudno, nie nasza wina), o tyle jej złośliwe umiejscowienie na końcu wyrazu powoduje istne męki. Raz, że jest to po prostu wbrew naturze słowiańskiego aparatu (wy)mowy, dwa, że – jeśli już jakimś cudem uda nam się zasyczeć (zathyczeć)– zostaniemy posądzeni o:

a) wadę wymowy, b) snobizm, a nawet c) kosmopolityzm

Nie tędy droga. A jednak – czy chcemy, czy nie – bluetooth staje się częścią naszego życia, które nierzadko zależeć może od tego, czy wiemy, gdzie znajdują się  jego (czyli bluetootha) siewniki. Tak, tak; niedawno dowiedziałem się, że media emitujące sygnał w powyższej technologii nazywamy „siewnikami”. Niestety, swojska nazwa oprzyrządowania nie rozwiązuje problemu zasadniczego. Na coś musimy się zdecydować.

Na szczęście, do wyboru mamy aż trzy wersje: blutus, blutut, albo blutuf.

Dla niezdecydowanych mam radę. Miast tkwić w rozterce i udręce, niech zakrzykną gromko, gorzko, a retorycznie:

I ty, blutusie, przeciwko mnie?!…

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: