oto I owo

Zakładki do książek

Posted in felieton literacki, książki, miniatury literackie, O KSIAŻKACH by hajton on 9 Maj 2012

Są takie, które przeskakują z tomu do tomu, niczym rącze kangury. Grozi im wiele niebezpieczeństw. A to wpadną pod łóżko lub kanapę, pod którymi odnajdzie je rura łapczywego odkurzacza. To znów zawieruszą się wśród innych papierów, by przy okazji porządków podzielić ich makulaturowy los. Wylądują na podłodze pociągu, aby przed dopełnieniem swych dni odbyć jeszcze kilka podróży. Wpadną do jeziora, morza lub rzeki i przez krótką chwilę będą żaglówką, okrętem lub barką. A może uniesione podmuchem, przeistoczą się w balony, samoloty lub rakiety, które spłoną w atmosferze…

Są też inne. Założone w pół słowa. Przykrywające niedokończone zdania. Albo przeciwnie; mające utrwalić kilka słów ważnych, pamiętną stronicę, znaczący akapit… Aż do ostatniego atomu przenikają duchem (a)tomów, na straży których je postawiono. Jest wszakże inna możliwość; one same posiadły taką wagę, że ukryto je w bezpiecznym przytułku. I trwałyby w zapomnieniu, gdyby nie przeprowadzki, remonty i przemeblowania, dzięki którym sięgamy czasem do książek zapomnianych, lektur minionych, przysypanych warstwami późniejszych fascynacji. Drżącą ręką sięgamy po stare woluminy, otwieramy je na chybił-trafił… A może nie, wcale nie? Same otwierają się dokładnie tam, gdzie przed laty spadły krople pamięci. Odłamki bursztynu, w których zastygł czas.

Zrozumienie nie przychodzi natychmiast. Bo jak zinterpretować liść, który wypada – a raczej wysypuje się – spomiędzy pożółkłych stronic? Choć pokruszony, odczytujemy w nim znajomy kształt. I oto…

…Siedzimy na odrapanej ławce… Ocieniona łaskawym skupieniem klonu jest świadkiem naszych pierwszych poetyckich wtajemniczeń…

Biorę do ręki biografię Jana Sebastiana Bacha, która otwiera się na przykładzie nutowym z „Pasji Mateuszowej”. Między stronami tkwi kartka, będąca zapisem pewnego eksperymentu…

…Wraz z australijskim przyjacielem siedzimy przy chybotliwym stoliku, zastanawiając się, czy możliwe jest napisanie wiersza „na cztery ręce”; połowa każdego wersu powstaje bez wiedzy o tym, co stworzył współautor. Mam przed oczami zapisaną serwetkę, wiotką jak całe ówczesne kawiarniane menu, ograniczone do zimnej kawy i ciepłego piwa (na serwetce wyraźna plama; kawa, choć cienka, odcisnęła się trwale). Ale jakie to miało znaczenie, skoro w zaduchu kawiarni – speluny na dzisiejsze standardy – fruwały muzy… Już później dowiedziałem się, że gra o podobnych regułach została wymyślona przez francuskich surrealistów, którzy nadali jej nazwę cadavre exquis („wykwintne zwłoki”; od dwóch pierwszych słów ułożonych nową metodą). Rezultatu naszej próby nie opublikuję. Nie dlatego, że nie ma sensu. Przeciwnie. Jest za dobry!  Gdy próbowałem się nim dzielić jeszcze wtedy, posądzano mnie o mistyfikację szytą grubymi nićmi…

Otwieram kolejny tom. Z ukrytej wewnątrz karteczki wynika jasno, że jest zakładką                   c a ł e j książki.

Udało mi się kupić na kiermaszu „Disneyland”. Ostatni egzemplarz, więc jest trochę podniszczony, ale to przecież nie jest ważne…

Prezent. Przeczytałem. Oczywiście, że przeczytałem. Potem jeszcze „Pożegnania”. „Dworzec w Monachium”. „Jezioro Bodeńskie”.

Przede mną „Wyznania św. Augustyna”. A w nich… rachunek! Właściwie kwitek z kasy, bez wyszczególnienia zakupionych towarów (mówimy o czasach znacznie wyprzedzających epokę kas fiskalnych). Jedynym tropem pozostaje kwota, która dzisiaj jednak nic nie mówi… Dlaczego właśnie ten skrawek papieru trafił w objęcia biskupa Hippony, a nie na śmietnik? Nagły błysk.

To nie o rachunek chodziło, tylko o ekspedientkę! Jej ręce podawały szare mydło lub paczkę papierosów, które gasły nim zdążyły się rozpalić, albo pół czerstwego chleba… Tak, o nią chodziło; ubraną w czarną spódnicę i jasnoniebieską bluzkę. O nią, która zamiast pozować Botticellemu, z ironicznego kaprysu historii stanęła za ladą, i obdarzona fiołkowym lub szafirowym spojrzeniem, ponad którym pyszniła się korona złotych włosów, uszczęśliwiała szarych konsumentów codzienności… Co było dalej? Nie pamiętam. Może już tam nie wróciłem? Albo zniknęła Szafirowa Wenus? Lub natknąłem się na nią w towarzystwie kierowcy dostawczaka, w sytuacji jednoznacznie określającej, że fiołkowość jej oczu nie jest zainteresowana ani Botticellim, ani Augustynem, a już na pewno nie mną…

Z książki dedykowanej Wenecji (Josif Brodski, „Znak wodny”) wypada kartonik formatu karty kredytowej. Cóż to może być? Już wiem! Bilet na tramwaj wodny, zwany vaporetto. Z całą wyrazistością słyszę naraz głośną rozmowę wielopokoleniowej hiszpańskiej rodziny, z którą los zetknął mnie na kilka chwil w plątaninie weneckich kanałów.

Kolejny biały kruk. Biały? Obłożony w papier, dla jakiegoś powodu zwany „szarym” (w rzeczywistości, o kolorze celulozowo-beżowym), co niezbicie dowodzi, że wydawnictwo należała ongiś do biblioteki. Owszem, jest i pieczątka. Co ciekawe, książka pozbawiona jest okładki właściwej. Kartkując, ani przez chwilę nie mam jednak wątpliwości: to „Hrabia Monte Christo”. Dlaczego został zmasakrowany? I nagle przypominam sobie imprezę, i kolegę, którego tak zachwyciła okładka powieści Dumasa, że postanowił ją sobie przywłaszczyć. Ten kolega uwielbiał komiksy… Nie odważyłem się odnieść zdekompletowanej książki. Ale jest i zakładka. Czytam i pamiętam.

wąchałem bzy – bz – bzz

okazało się, że bzy nie pachną

tylko dźwięczą

A tu jeszcze coś. „Wahadło Foucaulta”. Spomiędzy stronic uwalnia się i łagodnie spływa na ziemię karteczka z innym tekstem.

starzy ludzie są jak cienie

ubierają się w popelinowe czapki i kurtki

o nieokreślonym kolorze

jakby w pierwszym kroku

do uzyskania przezroczystości

I już pamiętam. Jesienny spacer w Łazienkach. Twarze ludzi, którzy przeminęli. Ale przecież nie całkiem. Ich przezroczystość znów nasyciła się barwą.

Po chwili uważnie pakuję wszystkie zakładki w stare miejsca. Może kiedyś znowu je odkryję? Może znowu coś mi przypomną? Przywołają? Ożywią, na przekór niebytowi?

A może znajdzie je ktoś inny. Znajdzie i wyrzuci.

Lub odczyta po swojemu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: