oto I owo

Drzwi a sprawa Czarnoleskiego

Posted in książki, O KSIAŻKACH, zabawy literackie by hajton on 5 Maj 2012

Jakiś czas temu zdarzyło mi się dość nieopatrznie zobowiązać do napisania recenzji „Ostatniego koncertu”  (https://hajton.wordpress.com/2012/02/29/ostatni-koncert/). Mało tego; aby nie być posądzonym, że się czepiam – a już zwłaszcza, przystępuję do pisania tekstu z gotową tezą – miałem przyjrzeć się „dziełu” od zgoła nietypowej strony. Trudno i darmo – jak mawiała moja babcia. Słowo się rzekło. Niech częstotliwość i sposób pojawiania się w książce… drzwi, tak właśnie, najróżniejszych drzwi, da odpowiedź na proste pytanie: czy B. C. nie próbował czasem wyważyć tych, które od dawna już są otwarte?..

Na początku występują jako figura czysto metaforyczna.

  • Czytelnicy zamykali z westchnieniem książkę, a bohaterowie – z ulgą – drzwi, by przekonać się już wkrótce, że magia, niezwykłość, krótkotrwała intensywność, mogąca tygodniową zawartością wypełnić i pół ludzkiego życia – musiały znaleźć kompensację w bytowaniu może faktycznie długim i szczęśliwym, ale także nieco… codziennym.

Za to już w kolejnych pojawia się człowiek.

  • Nie musiałem długo czekać; po tygodniu adwokat zapowiedział się telefonicznie, by wkrótce zakołatać do moich drzwi.

A w następnych… pies!

  • – Miłość zupełnie nie tragiczna, tylko trochę dramatyczna – i niekiedy komiczna! – krzyknęliśmy w duecie, ponieważ w drzwiach pojawił się Eston wracający z patrolu; gdy tylko nas dostrzegł, wystartował do rozbiegu, zakończonego efektownym skokiem, którym wbił się między nas, na trzeciego.

Kolejne nie są ani metaforą, ani też tłem dla jakiejkolwiek postaci. Ot, drzwiowa proza.

  • Była też toaleta z łazienką i prysznicem oraz skryte za solidnymi drzwiami zejście do piwnicy.

Za to następne służą do wyrażenia czynności akustycznej (dodam, że chodzi o drzwi samochodowe) –

  • – Nic tu po nas… – rzucił Robert trzaskając drzwiami.

lub – jak w kolejnym przypadku – akustyczno-zagłuszającej:

  • I to mnie właśnie tak wk… – ostatnie słowo zostało zagłuszone przez głośno trzaskające drzwi.

Pojawiającym się teraz trzeba przypisać znacznie bardziej artystyczny charakter.

  • Drzwi dla publiczności zostały otwarte na pół godziny przed rozpoczęciem koncertu.

Za to dwa kolejne przypadki brzmią, trzeba przyznać, trochę niepokojąco.

  • Drzwi od mieszkania uchyliły się bezszelestnie.
  • Bielski delikatnie pchnął drzwi od łazienki…

I tym sposobem dotarliśmy do końca pierwszej części. Powiedzmy szczerze: otworów wejściowo-wyjściowych nie było na tyle dużo, aby pokusić się o głębsze wnioski. Zresztą, wniosków miało nie być; niechaj drzwi mówią same za siebie.

Część druga.

  • Pędem ruszyłem w stronę jednych, potem drugich drzwi, które powinny otworzyć się automatycznie.

Powinny były… Czyli pewnie się nie otworzyły. Nareszcie coś się dzieje…

  • Za drzwiami wagonu pojawiła się obsługa pociągu.

Miejsce akcji też jakby się określiło.

  • Gdy dotarliśmy na widownię, otwierano właśnie drzwi dla publiczności.

Coś podobnego już chyba było, panie Czarnoleski…

  • W ciągle nieskazitelnej ciszy usłyszałem skrzypnięcie drzwi.

I akustyczne wykorzystanie też jakby w powtórce, choć tym razem cichutko, przyznaję.

Następne drzwi różnią się jednak od poprzednich. Już choćby swoją mobilnością.

  • Niezatrzymywany przez nikogo przekroczyłem granicę ruchomych drzwi, wpadając od razu w barwny, rozfalowany wesołym oczekiwaniem tłum.

A następnie:

  • Przez uchylone drzwi wpadłem do domu.

Raczej oczywiste; trudno, żeby dostał się do środka przez zamknięte. Chociaż, z altowiolistami nigdy nic nie wiadomo…

  • Pielęgniarka delikatnie wypchnęła mnie z gabinetu, zamykając za mną drzwi.

Nawet służba zdrowia miała go dosyć?

  • Drzwi gabinetu otworzyły się po dobrej godzinie.

Ciekawe, co bohater robił przez ten czas?

  • Gdy ruszyłem w kierunku drzwi, adwokat wstał i czyniąc gest, jakby chciał ściągnąć okulary powiedział ściszonym głosem: – Niech pan chwilę zaczeka.

O proszę, nawet dialog od czasu do czasu się pojawia…

  • Weterynarz zamykał właśnie drzwi od praktyki.

Zamykają, otwierają… Czy ilość działań przy drzwiach jest naprawdę aż tak ograniczona?

  • Dottore westchnął, ale najwyraźniej chciał w stu procentach wykluczyć mój udział w konsumpcji spaghetti, bo ponownie otworzył zamknięte już drzwi.

Otworzył zamknięte, a to ładne… Nawiasem mówiąc, ciekawe, co temu dottore przeszkadzał udział Bartosza w posiłku? Czyżby altowiolista nie potrafił zachować się przy stole?

  • Ścieżka prowadząca do drzwi wejściowych wspinała się pod dość sporym kątem, zaś to, czego szukałem znajdowało się nad portykiem; bez uniesienie głowy nie miało prawa znaleźć się w zasięgu wzroku.

Portyk. Jakie ładne słowo… (coś jak „portugalski gotyk”).

  • Tablica z nazwą i herbem stanowiła rodzaj drzwiczek, dających się otworzyć po wysunięciu dwóch metalowych bolców.

Nareszcie jakieś zdrobnienie. Już się bałem, że dla wyobraźni pisarskiej pana C. znalezienie drzwi w wymiarze mini jest wyzwaniem ponad miarę.

Tymczasem szczęśliwie (?) dotarliśmy do części trzeciej.

I od razu rozmach; drzwi nam się roztrajają…

  • Mamy tu sformułowania typu: jedno łóżko, dwa krzesła, stół, lampa sufitowa, szafa trzydrzwiowa i… niestety, niewiele więcej…

Zaś w następnym rozdziale występują aż ośmiokrotnie!

  • Dopadło mnie poczucie blokady: tyle drzwi czeka na otwarcie, a ja siedzę w poczekalni i obgryzam paznokcie…

Hm, nie chciałbym być złośliwy, ale zamiast obgryzać paznokcie…

  • W solidnym, betonowym ogrodzeniu – dotąd sądziłem, że zazdrośnie strzeże tajemnic zupełnie innej posiadłości – uchyliły się wcześniej niedostrzegalne drzwi.
  • Bałem się, że odburknie coś w rodzaju: to niech pan zaparzy herbatę, ale w tym momencie z uchylonych drzwi w ogrodzeniu wyłonił się wysoki blondyn z długimi włosami, na widok którego twarz mechanika rozszerzyła się w uśmiechu.
  • Na wszelki wypadek sprawdziłem czy drzwi alto są dobrze zatrzaśnięte.
  • Gdy otworzyłem drzwi, Eston zrobił coś zupełnie nieoczekiwanego.
  • Drzwi od usytuowanego na czwartym piętrze mieszkania kwartetowych kompanów były uchylone.
  • Automat zatrzaskujący drzwi wejściowe zakląskał pożegnawczo.

Muszę przyznać, że „pożegnawcze kląskanie” brzmi nieźle.

  • Niech pan nie zamyka drzwi, wrócimy jeszcze po nogi – rzucił jeden na odchodnym.

No, no… O jakich nogach mowa?..

  • Kelnerzy otwarli drzwi i znaleźli pana K. siedzącego na sedesie.
  • Jeden z kelnerów pokazał nam jeszcze, jak za pomocą monety można otworzyć lub… zamknąć drzwi od kabiny.

Uroczo, nieprawdaż?

  • Rozległo się pukanie do drzwi.

Wtórne. W iluż to książkach rozlega się pukanie do drzwi?..

  • Nadkomisarz lekko popchnął mnie w kierunku drzwi.

Gry i zabawy towarzyskie?

  • Epoki i ustroje się zmieniają, ale drzwi w konserwatorium trwają na ociężałych pozycjach.
  • Potem wspomina się i te szkoły, i ten okres beztroski, pełen możliwości, gdzie wszystko dopiero przybiera kształt, a żadne drzwi nie wydają się zamknięte…

No proszę, mamy i filozoficznie!

  • W drzwiach gabinetu minąłem się z grupką mężczyzn ściągających na wezwanie szefa.

Czyżby zbierali siły do finału?

Okazuje się, że nie, bowiem akcja trwa w najlepsze.

  • Bezgłośnie przyłożyłem ucho do dębowych drzwi pokoju czterysta siedem.

Chciałbym zobaczyć, jak przykłada się ucho do drzwi – głośnie.

  • Stałem nieporuszony, przygotowany, że drzwi znienacka się otworzą i stanie w nich rozwścieczony P.

Chciałbym zobaczyć, jak można stać poruszonym…

  • Wyważyć drzwi?

Na szczęście nie było potrzeby.

  • Drzwi uchyliły się bezszelestnie.
  • Dlatego wyglądam, jakbym twarzą otwierał szklane drzwi.

To tak wygląda bezszelestne otwieranie drzwi przez altowiolistę?

  • Ł. klepnął mnie w plecy z siłą… drzwi do konserwatorium.

Ryzykowne porównanie…

  • U końca korytarza znajdowały się jeszcze jedne drzwi, opatrzone imponującą kłódką szyfrową.

No, no, obiecujące…

  • Wejdź przez złomowisko i dostań się do drzwi w ogrodzeniu.

Brzmi jak instrukcja.

  • Drzwi w betonowym ogrodzeniu znajdowały się o kilkadziesiąt kroków.
  • Manipulując przy drzwiach będę oświetlony niczym futbolista w akcji…

I dalej.

  • Drzwi od strony kierowcy zwisały smętnie.

Dlaczego smętnie?

  • Wepchnął nos w szczelinę między framugą a drzwiami, gwałtownym ruchem głowy uchylił je i tyle go widziałem…

Domyślam się o kim mowa…

  • Przebiegając obok antykwariatu wsunąłem pod drzwi kartkę i nacisnąłem dzwonek.

No i dobrze, bo to już ostatni gwizdek „Ostatniego koncertu”.

  • Człowiek ten podbiegł do maszyny i otworzył drzwi od strony pasażera.
  • Posłusznie okrążyłem dom i przekraczając lekko uchylone drzwi znalazłem się w jego środku.
  • Na antresoli znajdowało się kilkoro drzwi.

W finale szykuje się nam prawdziwy drzwiowy festiwal.

  • Wyłożone średnio gustowną, obficie lakierowaną boazerią, oświetlone było na tyle jasno, że bez trudu dostrzegłem przy drzwiach pilota, z bronią gotową do strzału.

No, no, aż się boję.

  • Krzyknąłem, ale w tym samym momencie, gdzieś w pobliskim lesie rozległa się eksplozja tak potężna, że w pokoju powypadały szyby z okien, ściany zadrżały w posadach, a drzwi wyleciały z futryn.

Pan C. najwyraźniej przestał żartować. Tym bardziej, że:

  • Brak szyb i powybijane drzwi przyspieszały dzieło zniszczenia.

Krótko mówiąc, wesoło nie jest. Mimo wszystko, z nadzieją zajrzyjmy do epilogu.

  • Mój niezaspokojony zmysł analityczny z wielką ulgą przyjął dzwonek do drzwi, zwiastujący, że godzina prawdy wybija.

Może więc nie wszystko jeszcze stracone?..

  • – Zgadza się; przecież wybuch powybijał szyby i pootwierał drzwi na oścież…

Rzeczywiście się zgadza. Tylko co byliśmy tego świadkami.

  • Po chwili drzwi na dole trzasnęły, a na schodach dały się słyszeć ciężkie, choć nieregularne kroki.

Kto to?

  • Otwarłem drzwi w samą porę.

A mi pozostaje je zamknąć, był to bowiem ostatni cytat z drzwiami w roli głównej.

Dodajmy tylko, że zostawiłem w spokoju bramy, nie czepiałem się wejść i nie szukałem wyjść bardziej wymyślnych, złożonych i zaskakujących.

A na zakończenie niespodzianka. Fragment arii, której słowa odgrywają w książce rolę jednego z tropów pomocniczych (w końcu mówimy o kryminale). Tym razem w interpretacji całkowicie niepowtarzalnej…
http://youtu.be/1Avva-JVlX8

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: