oto I owo

Incepcja

Posted in miniatury literackie by hajton on 7 kwietnia 2012

Wraz z upływem czasu coraz mocniej pociągał go element kreacji. Twórczość artystyczna? Niekoniecznie. Raczej realny wpływ na żywych ludzi i prawdziwe zdarzenia. A przynajmniej takie zaaranżowanie sytuacji, w którym ciąg konsekwencji dałoby się uaktywnić za pomocą jednego dotknięcia.

Postanowił skonstruować model przyrządu, który na własny użytek nazwał „dziejem”. Rozpoczął od pojedynczego elementu: w tunel między dwoma rzędami książek wrzucał tenisową piłeczkę. Gdy doturlała się do krawędzi stołu – zgodnie z prawami fizyki – spadała na ziemię. Upewniwszy się, że pierwsza część mechanizmu nie może zawieść, rozpoczął wzbogacanie go o kolejne stanowiska. I tak: piłeczka spadała na przycisk włączający lampkę. Na jej kloszu spoczywał balonik, unoszący się pod wpływem nagrzanego powietrza. Wszystkie działania powtarzał po wielokroć, do znudzenia i całkowitej pewności, że wyeliminowane zostało ryzyko przypadku. Najważniejsze były łączniki „dzieja”; wszystkie te miejsca, w których jedna akcja przechodziła w inną. W końcu model działał jak dobrze naoliwiona maszyna. Ze stuprocentową skutecznością. Nadeszła pora dołączenia ostatniego ogniwa.

Unoszący się balonik odczepiał ołówek delikatnie przymocowany do lampki i połączony za pomocą gumki z plastikową butelką stojącą na półce. Lecący z impetem kawałek drewna bez trudu strącał pojemnik, który spadał na ziemię. Ostatniemu stadium eksperymentu zamierzał nadać piętno niepowtarzalności. W tym celu należało zastąpić plastik szkłem, które dotknąwszy ziemi miało rozpaść się na tysiąc części.

Pełny ciąg zdarzeń – niczym prawdziwy akt kreacyjny – mógł odbyć się tylko raz. Na końcu łańcucha czaiło się nieodwracalne. Rozbitego szkła nie dało się powtórnie scalić, chyba, że po wcześniejszym stopieniu, ale tak daleko nie zamierzał się posuwać. Choć cały eksperyment miał trwać sekundy, szykował się do niego z pieczołowitością i nabożeństwem, jakby od wyniku zależeć miały dalsze losy świata.

W końcu, pewnego słonecznego popołudnia, gotowy na błysk zrozumienia – ale i nie wykluczając totalnej porażki – puścił w ruch element inicjujący. I natychmiast poczuł, jakby czas zwolnił po tysiąckroć.

Incepcja – przemknęło mu przez głowę. Sen snu we śnie… Czas rozciągał się coraz szerzej i szerzej… Aż do nieskończoności. Aż do zaniku.

Zanim piłeczka dotoczyła się do końca tunelu, dojrzał bezkres spojrzeń nasyconych miłością. I bezmiar komórek, które łącząc się, dawały początek nowym istnieniom. Kiedy spadała w kierunku włącznika, w niepojęty sposób dotknął bólu milionów: tych, którzy konali właśnie w szpitalach, których nić życia przerwana została w wyniku katastrof i wojen, którzy ginęli z ręki bliźniego lub – nie mogąc unieść dźwiganego ciężaru – z własnej ręki. Kiedy żarówka nagrzewała powietrze pod balonem, poczuł strach, smutek i żałość niezliczonych rzesz, które w tej właśnie chwili oddawały życie w rzeźniach.

Balonik – zamiast unieść się w powietrze – pękł. W nim także coś się przepaliło. Pękło nieodwracalnie.

Więc to wszystko wydarzyło się w ciągu zaledwie kilku sekund? Tak niewyobrażalnie wielki jest ból tworzenia i wysiłek unicestwiania? Sekunda pomnożona przez miliony radości i cierpień to w gruncie rzeczy lata świetlne uśmiechu, lecz przede wszystkim grymasu. Jaka pycha powodowała nim, że chciał tego zaznać? Jak nieskończenie śmieszny, karykaturalnie i katastrofalnie małostkowy wydał mu się jego „dziej”, którym próbował zrównoważyć szalę stworzenia.

Poczuł, że incepcja skończy się za moment. Ale eksperyment – choć jego przebieg różnił się od zakładanego – trwał. Ołówek mknął już na orbitę przeznaczenia. Za chwilę butelka spadnie, w gradzie szkła ostatecznie grzebiąc jego dumne i nieuzasadnione oczekiwania.

A przecież…

Ofiarą spadającej butelki mogła być niczego nie spodziewająca się mrówka, której nagły brak zdekomponuje ład i strukturę mrowiska. Albo mały pająk; niedokończona sieć nie zdoła wyhamować zdarzenia o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Lub strudzona dźwiganiem nektaru pszczoła, która zwabiona kwiatem w wazonie wleciała przez uchylone okno, a pojąwszy, że padła ofiarą złudzenia, w szczelinie drewnianej podłogi próbuje nabrać sił przed dalszym lotem. Czy te właśnie zaniechania drobinowe nie zapoczątkują reakcji zwrotnej? Nie zakłócą tego, co dzieje od zawsze i zawsze dziać się będzie?

Gdy butelka niczym zerwane śmigło wiatraka nieodwracalnie zmierzała ku rozbiciu, rzucił się na ziemię. Z impetem sunął po gładkim parkiecie. Czuł się lekko, jak naukowiec w chwili olśnienia. Jak śmiałek ujarzmiający przestworza. Jak człowiek otrzymujący odpowiedź na pytanie, którego nie rozumiał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: