oto I owo

Kolekcjoner przeczuć

Posted in miniatury literackie by hajton on 6 marca 2012

Jedni zbierają numizmaty. Inni banknoty. Jeszcze inni – znaczki. Kolejni – puszki lub podstawki do piwa. Etykiety zapałek. Szable. Żaby. Wspomnienia. A ja kolekcjonuję przeczucia.

Przeczucia, jak wiadomo, wolne są od przyczyn. Mogą należeć do kategorii „takich, które mylą” lub „samospełniających się przepowiedni”. Ponieważ szalenie trudno zachować stuprocentową trafność, kolekcjonuję je ot tak, na duży wyrost i solidny zapas. Dajmy na to, świeci słońce. A ja odkładam na właściwą półeczkę przeczucie, że wkrótce się zachmurzy. Albo prowadzimy w meczu z odwiecznym rywalem. A ja przeczuwam, że i tak skończy się jak zawsze.

Czasami wchodziłem do sklepu, dzieląc się sam ze sobą – i z innymi klientami – przeczuciem: „oj, świeżego pieczywa to już dzisiaj nie będzie”. „Chyba żeby było” – zabezpieczałem się na drugą stronę. Jak negatyw, lub – w tym akurat wypadku – pozytyw.

Zbierałem te swoje przeczucia i zbierałem, przez lata całe. Z końcu zaświtało mi, że mam już ich wystarczająco dużo. Praktycznie na każdą okazję. „Co to za kolekcja, która nigdy nie ujrzy światła dziennego” – wzbierała we mnie myśl. Prawdziwą satysfakcję może przynieść zbieraczowi dopiero pochwalenie się owocami wieloletniego hobby. Postanowiłem spróbować na niewielkim gruncie, grunciku wręcz, gdzie konsekwencje moich przeczuć nie mogły być wielkie, a ich sprawdzalność łatwa i prawie natychmiastowa.

„Słyszeli państwo, że cukier ma solidnie podrożeć?” – infekowałem klientów osiedlowego sklepiku tajemniczym szeptem. „Nie! A pan coś słyszał?” – pytali zdziwieni i lekko zaniepokojeni. „Oczywiście że nie!” – odpowiadałem tonem lekko oburzonym. – „Gdyby takie sprawy były jawne to na co przeczucia? Ale coś mi mówi… w kościach mnie jakoś łamie… no, nie wiem…” Godzinę później wracałem po kolejne rzekomo zapomniane wiktuały. „A co to sąsiad tak dzisiaj często nas odwiedza?” – przy piątej rundzie kasjerka nie wytrzymała. „Taki jakiś niespokojny jestem… Coś mi się zdaje, że cukier ma podrożeć… Podrożeje jak nic!” „Faktycznie, ludzie kupują więcej niż zazwyczaj” – przytaknęła zaintrygowana sprzedawczyni.

Aha! Przeczucie było na właściwym tropie.

„To może i ja wezmę ze dwa kilo…” „Jasne, niech pan bierze, póki jeszcze coś zostało”. „Ile?!” – z niedowierzaniem patrzyłem na rachunek. „No jak to, przecież sam pan mówił, że podrożeje, to właśnie podrożał.” Miała rację! Aż trudno było mi uwierzyć, że potęgujący się wykup zapoczątkowany został przeczuciem wyciągniętym z kieszeni na chybił trafił. Kiedy jednak wiedziony ciekawością wykonałem w godzinach popołudniowych rajd po okolicznych sklepikach, okazało się, że kryształ wykupywany jest masowo! I nie wiedziałem już czy z powodu autentycznych podwyżek, czy raczej za sprawą sprytnych sklepikarzy, którzy natychmiast zareagowali na nieoczekiwany trend. Przed dwudziestą udało mi się jeszcze odwiedzić najbliższy dyskont. I tam się działo! Rekordzista powiązał sznurkiem cztery wózki, aby przetransportować do dostawczaka całą paletę. Tuż przed dwudziestą drugą wpadłem do supermarketu. Ludzie! Nie wierzyłem własnym oczom. Monstrualne półki z cukrem były wymiecione do czysta. Po powrocie do domu włączyłem komputer. Bez wahania dołączyłem na fejsie do nowego profilu o nazwie „Drogi Cukier”. Ilość zarejestrowanych przekroczyła właśnie sześćdziesiąt tysięcy i rosła z minuty na minutę. Użytkownicy wymieniali się informacjami o aktualnym kursie „białego złota” w różnych punktach kraju. Mieszkańcy województw przygranicznych podawali nawet ceny kruszcu w najbliższych sklepach za miedzą. 

Już następnego dnia opozycja zarzuciła rządzącym nieudolność w zaopatrzeniu kraju w podstawowe produkty spożywcze. Ci próbowali obarczyć odpowiedzialnością jednego z ministrów, który nie przyznawał się do winy. Dzień później doszło do kryzysu w koalicji; jej byt – podobnie jak przyszłość gabinetu – stanęły nagle pod znakiem zapytania. Wówczas postanowiłem zadzwonić tam, gdzie nigdy zadzwonić nie miałem zamiaru. Poinformowałem rozmówcę, że jako pierwszy przeczułem skalę obecnego kryzysu. Na potwierdzenie swoich słów podałem adres osiedlowego sklepiku, w którym wszystko się zaczęło. Byłem pewien, że sprzedawczyni dobrze mnie pamięta. 

Tak było kiedyś.

Wkrótce potem piastowałem już tekę ministra… nieważne jakiego resortu.

A dzisiaj?

Dzisiaj paru, ale tylko paru możnych tego świata dysponuje moim numerem telefonu. Cała reszta czeka, aż wyślę najmniejszy choćby sygnał…

Moment. Muszę przerwać. Mam przeczucie, że coś wydarzy się na giełdzie w Tokio…

Reklamy
Tagged with: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: