oto I owo

Ostatni koncert

Posted in książki, miniatury literackie, muzyka, żarty literackie by hajton on 29 lutego 2012

Przy okazji dnia, który pojawia się w kalendarzu raz na cztery lata, przypomniałem sobie pewną rozmowę. Dlaczego właśnie dziś? Bo niewykluczone, że odbyła się dokładnie rok temu. Otóż, odwiedził mnie wówczas pewien zaprzyjaźniony altowiolista.

– Mam coś dla ciebie. Powtórzymy manewr?

– Manewr, manewr… – zastanawiałem się głośno i teatralnie. – Chodzi ci o duety Mozarta czy Bartóka?

– Och, nie udawaj… – Na stoliku wylądował rękopis całkiem sporych rozmiarów. – Dobrze wiesz, co mam na myśli… Opublikujesz to pod swoim nazwiskiem? – zapytał tonem, jakby chodziło o użyczenie starego futerału. – Ciebie już trochę znają. Można powiedzieć, że wspinasz się po moich plecach.

Co? Znowu?! Tłumaczyć wszystkim, że nie jestem altowiolistą, tylko skrzypkiem z piórem w dłoni… Rzeczywiście; B.C. (ograniczam się do inicjałów, ale zainteresowani wiedzą o kim mowa) zwrócił się do mnie z taką prośbą już po raz drugi. Pierwszej opowieści również nie odważył się sygnować własnym imieniem. – Jeśli przypadnie jej w udziale splendor, wezmę go na siebie, jeśli zaś książka polegnie, obciąży twoje konto – perorował bezwstydnie. Całkiem sprytnie jak na altowiolistę. Dziś miał w zanadrzu kolejne dowody zmyślności.

– Wpływami podzielimy się w nieco zmienionej proporcji – oznajmił wspaniałomyślnie. – Dla mnie trzy czwarte, dla ciebie reszta.

– Skąd ten brak równowagi? – odetkało mnie po chwili.

– Jak to? – zdziwił się. – Czyż nie podobna jest skala między altówką a skrzypcami?

Wyolbrzymił swój instrument do rozmiaru wiolonczeli! Mocna przesada. Powiedziałem mu to.

– Och, nie bawmy się w szczegóły – odparł z wielkopańską niedbałością. – Przecież rozmiar to nie jedyne kryterium porównań…

– No dobrze, sam jednak chcesz, abym wydał to (nie wiedząc, z czym właściwie mam do czynienia, używałem eufemizmu) pod swoim nazwiskiem.

– Ale historia jest moja – dodał z uśmiechem. – Ty wiesz ilu było chętnych do jej opublikowania?

– Ilu? – zapytałem z szybkością świetlną. Takiej bezczelności chyba się nie spodziewał, bowiem zaniemówił z godnością i lekko otwartą buzią.

– W takim razie dlaczego właśnie ja? – postanowiłem skrócić jego męki.

– Jako współautorowi „Altowiolisty” przysługuje ci naturalne pierwszeństwo.

Współautorowi… Rozśmieszał mnie.

– Jaki tytuł ma nosić to… dzieło?

– „Ostatni koncert”

– Dlaczego ostatni? – Muzyczna część mojej natury poczuła niepokój.

– No, zobaczysz – odparł pogodnie. – Zresztą to nie ja wybierałem.

– Nie ty? – omal mnie nie zamurowało. – Nawet tytułu nie potrafisz wymyślić samodzielnie?

– Wręcz przeciwnie; sypałem nimi jak z rękawa. Klęska urodzaju.

– A poza tym? – postanowiłem być nieustępliwy.

– Co, poza tym? – zdziwił się ponownie.

– Dlaczego znowu ja?

– Jeszcze ci mało argumentów?

– Tak, jednego wyraźnie brakuje…

Milczał.

– Czekam – naciskałem.

– No dobrze, niech ci będzie…

– Zamieniam się w słuch…

– Lubię twoje pióro.

– I od tego trzeba było zacząć…

Mimo wszystko decyzja nie przyszła łatwo… Altowiolista; wiadomo co takiemu przyjdzie do głowy?

– Zgadzam się – powiedziałem w końcu. – Pod jednym warunkiem: za dany ci przywilej – podbijałem bębenka – opublikowania powieści pod moim nazwiskiem, żądam prawa do napisania recenzji i zamieszczenia jej… przynajmniej na swoim blogu.

Trochę kręcił nosem, lecz widząc nieugiętą postawę, zaakceptował pomysł.

– Ale i ja mam warunek – dodał bezczelnie. – W obronie twojego dobrego imienia – dorzucił szybko, napotykając mój jadowity wzrok. – Chodzi o to, aby nikt nie powiedział, że się czepiasz. Postąp w sposób niesztampowy, godny twojego talentu – zachodził mnie z flanki.

– OK. Czy zadowala cię recenzja, której głównym bohaterem będą na przykład… drzwi?! – palnąłem na oślep, w nadziei, że natychmiast pojmie absurdalność swojego pomysłu.

Ale on tylko uśmiechnął się od ucha do ucha, widząc w jak grząską wpadłem sadzawkę.

Słowo się jednak rzekło.

Już całkiem niedługo książka powinna ukazać się w księgarniach. A wkrótce potem, na tymże blogu – na pewno nie pierwsza, ale zapewne jedna z niewielu w historii – recenzja, której głównym bohaterem będą drzwi.

The doors innymi słowy.

Reklamy

Komentarze 2

Subscribe to comments with RSS.

  1. Łukasz Czyżkowski said, on 29 lutego 2012 at 22:03

    Super. Już nie mogę się do czekać. Tak się akurat składa, że jestem gdzieś w połowie Altowiolisty, wiec mam nadzieję, że książka ukaże się w odpowiednim momencie. Tak abym od razu mógł przeskoczyć z jednej do drugiej 🙂

    • hajton said, on 1 marca 2012 at 00:07

      Jeszcze chwilkę to potrwa, ale cierpliwość jest najlepszym przyjacielem piszącego 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: