oto I owo

Przebudzenie

Posted in kryminałki, miniatury literackie by hajton on 6 stycznia 2012

Obudził się lekki i wypoczęty. Zasługa dobrego snu, czy miłych perspektyw nadciągającego dnia? Się zobaczy. Jak dotąd, unikał rąk konkurencji. Pytanie brzmi, jak długo jeszcze się uda? Na przekór niepokojącej myśli poderwał się z łóżka. Kołdra wydawała się lekka niczym puch. Przecież jest puchowa – uśmiechnął się.

Kiedy świeciło słońce, w załomach rolet pojawiało się trochę złota. Starego złota, jak na obrazach mistrzów. Tak, miał tę swoją wstydliwą słabość. Nie obnosił się z nią; po co narażać się na pośmiewisko?.. Muzea, obrazy – kogo to interesuje? Chyba tylko jako obiekt do zrobienia. Ale oni grali w innej kategorii. Tu się liczył konkret: towar i kasa, cios i strzał, gorzała i lasencje. A ze sztuki to kręgle, no i jakieś dobre kino, typu Masakra piłą tarczową. A może nawet Pulp fiction.

Lubił podchodzić  do okna w niepewności. 

Podciągał roletę i dopiero wówczas otwierał oczy, by przekonać się czy świat tonie w szarzyźnie, czy raczej pławi w słońcu.

Wydawało mu się, że płynie, nie dotykając nogami podłoża, a tworzące go atomy prześlizgują się między drobinkami powietrza. Naraz zrozumiał, że widzi pomimo zamkniętych oczu. Przenika wzrokiem na drugą stronę zasłon. 

Skryty za nimi świat był tego dnia łagodny i piękny. Przypominał obraz, który wrył mu się w pamięć. Autorem był jakiś australijski malarz. Nikt nie domyśłał się, że to na jego cześć używał nicka Kangur.

Odwrócił się.

I wówczas dostrzegł… siebie, w brązowo-beżowej piżamie, z twarzą zastygłą ni to w grymasie, ni – w uśmiechu. Podpłynął do łóżka.

Było podziurawione serią z broni maszynowej. Podobnie jak opuszczone ciało. Drobiny puchu ciągle wirowały w powietrzu, osiadając na twarzy, która z obserwującej stała się obserwowaną.

Jednym odepchnięciem wypłynął na zewnątrz, zatrzymując się dopiero na żwirowej alejce. U jej końca dostrzegł dwie umykające sylwetki. Mężczyźni wskoczyli do samochodu, który ruszając z impetem wystrzelił spod kół fontannę kamieni. Mogli być szybsi od wiatru; wiedział, że już mu nie umkną. Ich los był od teraz w jego – no właśnie, czym? Mógł ich gonić, wyprzedzać bez wysiłku, igrać niczym kot z myszami…

Ale… 

Sprawy jeszcze wczoraj  żywotne i aktualne, ważniejsze od samego życia, nagle przestały go interesować. Dewaluowały się w okamgnieniu, niczym bezwartościowe akcje. Przestrzeń gwałtownie wypełniała się obrazami, aż dotąd ukrywanymi, tłamszonymi, spychanymi w niebyt.

Dotarł do krainy przeczuć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: