oto I owo

Kumulacja

Posted in miniatury literackie by hajton on 3 grudnia 2011

Postanowiłem odwiedzić kino. Nie byłem już z tydzień. Taki seans w zaciemnionej sali to jednak co innego niż zerkanie półgębkiem na telewizor. Kupiłem bilet, a do tego – raz się żyje – kubełek popcornu, litr coli (mniejszych objętości nie sprzedają, ale na szczęście była w zestawie, z dwoma czekoladowymi pączkami). Żeby nie biegać dwa razy, wziąłem jeszcze siatkę chipsów. Na złamanie smaku. I półmetrowy batonik na deser. No i wodę, żeby to wszystko popić (mieli tylko półtoralitrowe, ale w sumie dobrze, bo lekarze twierdzą, że woda niegazowana doskonale oczyszcza; ta, co prawda była gazowana, za to naszprycowana magnezem, także nawet jeśli film smutny, w depresję zagonić się nie dam). Chciałem jeszcze jakieś cukierki (najlepiej miętowe), ale zabrakło kasy.

Przy wejściu na widownię pracownik wręczył mi okulary. Wyglądały jak słoneczne, ale ponoć dają efekt głębi. Zobaczymy. Z braku wolnych rąk, poprosiłem, żeby wcisnął mi je na nos. Musiały być wadliwe, bo zamiast pogłębić wizję świata, spłaszczyły ją.

Całe szczęście, że woda była w plastikowej butelce. Niestety, połowa coli się wylała. Za to popcorn dał się jakoś pozbierać z wykładziny, choć przez te cholerne okulary prawie nic nie widziałem.

Uff, zdążyłem w samą porę; zaczynała się słuszna porcja przystawek. Czasem są lepsze od dania głównego. Prawdziwe filmowe perełki.

Zdjąłem w końcu te okulary. No proszę! Obraz zrobił się normalny.

A te reklamy! Po prostu cudo. Wyleczyły mnie ze wszystkich możliwych chorób (nie wiedziałem nawet, że tyle ich mam). Najbardziej jednak spodobał mi się dezodorant, dzięki któremu nie będę się musiał kąpać częściej niż co siedemdziesiąt dwie godziny. Mało tego, nie plami! Co znaczy postęp…

W końcu film się zaczął, ale obraz był tak zamazany, że ni cholery nie wiedziałem, o co chodzi. No i dobrze, bo właśnie kumpel wysłał mi esemesa z linkiem do nowej gierki. Ten i ów trochę sykał w moim kierunku, gdy strzelałem ludzikiem, ale co w końcu, chyba jesteśmy w kinie, no nie?

Tyle, że od tego wpatrywanie się w ekranik aż łzy mi pociekły. Odpuściłem. Nadgonię w domu, na kompie.

Obskoczyłem jeszcze szybko fejsa i wpisałem parę komentarzy na forach. Trzeba trochę podkręcić atmosferę. Niech się coś, kurna, dzieje.

Grała liga, więc trzeba było sprawdzić wyniki. Moi przegrali. Syfiarze. Pewnie zamiast trenować, grile z piwkiem sobie urządzają. Za to w hokeja na trawie nasi roznieśli Przylądek Dobrej Nadziei. Nie dla wszystkich dobrej, ha, ha.

Były też skoki na igielicie. Początkowo myślałem, że to przegięcie. Ale powoli  się wciągam. Zwłaszcza od czasu, jak ten obiecujący młodziak stanął na pudle w Bukareszcie. Żeby mu się tylko we łbie nie przewróciło.

Mówi się, że następnym krokiem będą skoki z (miękkim) lądowaniem na plaży. Ponoć już budują skocznię na Copacabana.

No, ale przede wszystkim czekałem na wyniki totka. Kulminacja kulminacji. Jak wygram, kupię to kino. A popcornem zapcham wszystkie sale projekcyjne. Po sufit. Tak, dla fantazji. A co, może mnie nie stać?!

Było, kurna, blisko. Dwie liczby trafione, trzy tuż obok, tylko jedno wyraźne pudło. Już oni tam wiedzą, jak te lody kręcić… Byle tylko uczciwy człowiek nie wygrał…

No nic, chór wujów, jak to mówią. Postanowiłem skupić się na filmie.

Tyle, że okulary wpadły mi w popcorn. Wyjąłem, oblizałem (ileż oni tej soli tam walą?!) i dałem im ostatnią szansę. No i co? Okazało się, że były w porządku. Trzeba było od razu mówić, że zakłada się dopiero na film. Zażądam oddania pół ceny biletu.

Faktycznie, wrażenie było zarąbiste. Można było dotknąć filmu od środka. Próbowałem nawet, ale trafiłem w koafiurę jakąś paniusię w rzędzie przede mną. W końcu tak mnie to wszystko znużyło, że chyba się zdrzemnąłem…

W pewnej chwili fotel odchylił się do tyłu. Seksowna fryzjerka delikatnie nachyliła moją głowę do umywalki. – Nie za gorąca? – zaszemrała, polewając mi czaszkę rozkosznym strumieniem ciepłej wody.

– Chce pan posłuchać muzyki? – dodała jeszcze.

No pewnie. Kto by nie chciał?

– To są specjalne, wodoodporne słuchawki – wcisnęła mi na uszy jakieś gąbki.

Jesteś szalona – usłyszałem megahit wszechczasów. Boże, że muzyka może być aż tak piękna…

Roznegliżowana asystentka postawiła przede mną kubek parującej kawy. Okrężnymi ruchami kciuków zaczęła masaż głowy. W tym samym czasie, cztery Azjatki (po jednej na każdą rękę i nogę) wzięły się za manicure plus pedicure. Ich usta otwierały się rytmicznie, a miękko; nie wykluczam, że śpiewały jakieś dalekowschodnie kołysanki, ale za nic w świecie nie zdjąłbym słuchawek. A dalej mi jazda z tym badziewiem! Teraz wszystko jest mejdinczajna. A mnie rodzima klasyka najdroższą jest.

Naraz sufit rozsunął się, ukazując nieskazitelnie błękitne niebo. Ściany opadły, jakby zrobione były z delikatnego materiału (jakiegoś ciulinu, czy jakoś tak).

Byłem na plaży!

Blisko linii horyzontu hulali łindsurfingowcy. Tuż obok mnie, kilka dziewcząt z trudem mieszczących swe obfitości w pomarańczowych stroikach, sprawowało słoneczny patrol. Cholera, chyba się pójdę podtopić…

Nagle ktoś zagrzmiał mi do ucha.

– Halo! Za friko pan następnego seansu nie obejrzysz. I okulary proszę oddać!

O żesz!.. A masz te swoje okulary!.. Akurat bym tu zostawał… Godzina młoda. Miasto jeszcze nie śpi.

Musiałem do kibelka. Odżywczy zapach chloru podsunął mi genialną myśl.

Dawno nie byłem w aquaparku!

Tylko, po drodze muszę zawadzić o bankomat. Potem wstąpię do apteki. I jakiegoś fastfuda zaliczę. Nie pływaj o pustym brzuchu – słyszałem od dziecka. Nie pływam. W zasadzie w ogóle nie pływam, tylko szaleję na zjeżdżalni. Ale na pełnym brzuchu.

A potem szybko do pubu.

Liga Mistrzów na dużym ekranie.

Co drugie piwo gratis.

I pizza bez ograniczeń. 

Pub was zabawia do pierwszego pawia – głosi slogan nad wejściem.

Fool wypas!

 

 

Reklamy
Tagged with: , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: