oto I owo

Szybszy o myśl

Posted in miniatury literackie by hajton on 26 listopada 2011

Nudne jest życie w korporacyjnym biurowcu. Już po kilku tygodniach blichtr szkła, stali i ruchomych schodów, matowieje. Podobnie jak masa ludzka w stylu glamour, która najpierw przerażała anonimowością, a potem już tylko nuży. Zdarzają się jednak wyjątki.

Ten człowiek od początku przyciągał moją uwagę. Z wzajemnością. Już pierwszego dnia, w windzie, zastanawiałem się, dlaczego tak mi się przygląda. Zanim jeszcze zdążyłem wyrazić zdziwienie, zawisł wzrokiem na moich ustach, w napięciu, które i mnie się udzieliło.

– Dlaczego pan tak na mnie patrzy? – spytałem, a mężczyzna natychmiast powtórzył moje słowa. Właściwie, zaczął je wymawiać zanim skończyłem. Mówiąc jeszcze precyzyjniej – musiał je usłyszeć, zanim je udźwiękowiłem. W praktyce – wypowiedzieliśmy je równolegle.

W tłumie unerwiającym poziome i pionowe labirynty wysokościowca widywałem go potem wielokrotnie. Powiedziałbym nawet, że podejrzanie często, wziąwszy pod uwagę, że ilość zatrudnionych szła w tysiące.

Nie miałem ochoty na ponowne spotkanie.

Udało mi się go unikać aż do przypadkowego zetknięcia w ogólnodostępnym punkcie ksero. Tego przedpołudnia, cały wieżowiec dotknęła awaria systemu. Chętni do skopiowania dokumentów musieli odstać swoje w gigantycznej kolejce, która utworzyła się przy olbrzymim aparacie rodem z ubiegłej epoki. Dobrze, że nie wyrzucili dinozaura.

To nawet pouczające. Jak szybko reakceptujemy coś, co jeszcze chwilę temu wydawało się przestarzałe. Droga powrotna od pendrive’a do rysika przebiegałaby błyskawicznie. Podobnie jak zamiana garnituru na skórę…

Nagle poczułem jego wzrok.

Odwróciłem się, uświadamiając jednocześnie, że nie mogę sobie pozwolić na żadną gwałtowniejszą reakcję. W połyskującej przestrzeni zasiedlonego kosmosu nie było miejsca na zbyt wylewne okazywanie emocji.

A człowiek męczył się, zupełnie, jakby próbował wykrztusić słowa, które ja miałem zamiar wypowiedzieć. No dobrze, pomyślałem. Poprzednim razem było łatwiej.

– Dlaczego pan tak na mnie patrzy? – było reakcją najbardziej prawdopodobną.

A teraz? Pewnie spodziewał się czegoś w stylu:

To znowu pan? O co panu właściwie chodzi?

O nie, bez łatwizny. Z ust moich popłynęły słowa, których ułamek sekundy wcześniej sam bym się nie spodziewał.

– Krzyżogórca mamił prosię ogórkami.

Nie słyszałem go. Ale tylko dlatego, że nasze głosy utworzyły wspólne pasmo. Jak w lustrze, dostrzegałem zmieniający się kształt jego ust. Absurdalne słowa wypowiedzieliśmy równolegle.

Wariuję.

Próbowałem zapomnieć o dziwnym spotkaniu, które zaczęło determinować kierunek moich kroków. Zdarzeniu, przez które zmieniałem windę co dwa piętra. Nonsensie, który wpłynął na pory mojego przychodzenia do pracy i opuszczania jej. Robiłem wszystko, żeby więcej nie stanąć twarzą w twarz z psycholem, który posiadł tajemnicę penetracji mojego umysłu.

Tego ranka kupowałem gazetę w kiosku na parterze. Uzbrajałem się w płachtę, która w odpowiednim momencie pozwoliłaby ukryć się przed intruzem.

Traf chciał, że komuś zachciało się schować do kieszeni paczkę gumy do żucia. Sprzedawca, który musiał to dostrzec na monitorze, zareagował nerwowo. Zbyt nerwowo. Uruchomił blokadę drzwi.

Zostało nas w środku kilka osób. Wśród nich – o n…

Postanowiłem chwycić byka za rogi. Zupełnie ignorując tło zdarzenia, podszedłem do faceta, z gotową frazą w głowie. Zanim jednak się odezwałem, to on przemówił. Dokładnie, ale to d o k ł a d n i e tymi słowami, których zamierzałem użyć.

– Zaaranżowałeś to wszystko, prawda? Jestem tu. Stoję. Cieszysz się?

W tej chwili zjawiła się policja. Pomyślałem nawet, że zgłoszę przestępstwo, ale jak miałem je zakwalifikować: kradzież myśli?

Postanowiłem odpocząć.

W trakcie tygodniowego zwolnienia lekarskiego uspokajałem się zwolna, dochodząc do wniosku, że moje reakcje były nazbyt histeryczne. W końcu, był jedynym w mrowisku, któremu udało się przebić skorupę mojej świadomości. Zasługiwał na uwagę. Unikanie go nie miało sensu. Tym bardziej strach i gniewne reakcje.

Gdy wróciłem do pracy, okazało się, że ślad po człowieku zaginął. Podobno skarżył się na jednego ze współpracowników (nazwiska nie chciał wymienić), który – jak to określił – molestował go psychicznie.

Ciekawe; pisząc wymówienie – co zrobiłem nieomal równolegle do usłyszenia zaskakującej informacji – użyłem tego samego argumentu.

Nasze drogi się rozeszły.

Chociaż…

Przeczucie mówi mi coś innego.

I sam nie wiem czy się z tego cieszyć.

Reklamy
Tagged with: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: