oto I owo

Cappuccino

Posted in miniatury literackie by hajton on 19 listopada 2011

Miała zapach świeżo parzonej kawy i dotyk o miękkości białego puchu. Spadła tego ranka na okolicę, niczym pianka zdmuchnięta z parującej filiżanki.

Mgła.

Choć napisano już o niej wiele, dlaczego miałbym przemilczeć tę niezwykłą, której byłem świadkiem?

Czym była?

Szlochem aniołów? Wyciekiem kosmicznego paliwa? Czy zagubioną kroplą z Drogi Mlecznej?

A może nie warto wiedzieć? Może lepiej trwać w tęsknocie, która jest na równi odwieczną i wieczną nadzieją?

Coś stało się z nami w tamtej chwili. Rzecz nie do wytłumaczenia. Zresztą, nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Ale wiem, że na moment połączyło nas p r z e c z u c i e szczęścia, silniejsze od jakiegokolwiek szczęścia dotąd zaznanego.

To tyle.

Bo już za chwilę nadleciał gwałtowny podmuch, zadżdżyła mżawka, a wedle niektórych – zamżył dżdż.

Od tamtego ranka zmieniło się tylko jedno. W naszej – niewielkiej przecież i wcale nie światowej – osadzie, przyjął się zwyczaj parzenia cappuccino.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: