oto I owo

Konopielek

Posted in miniatury literackie by hajton on 15 listopada 2011

Blokował drogę. W wąskim pasażu między dwiema ruchliwymi ulicami nie było szansy go wyminąć.

Musiał wyczuwać moją obecność, bo przystanął i odwrócił się. Twarz ginęła wśród podcieni niesfornych dredów, wymykających się spod jamajskiej czapki. Jej barwy urągały listopadowej szarudze.

– Spieszysz się? – spytał znienacka, choć – wziąwszy pod uwagę, że niemal następowałem mu na nogi – nie bez przyczyny. W ręku trzymał plastikową torebkę z supermarketu. Jak nic, z towarem w środku.

– Tak. Jak cholera. Niektórzy mają obowiązki. Wobec siebie, bliźnich i świata.

Spojrzał z zainteresowaniem. Może nawet odrobiną szacunku.

– A, jeśli wolno spytać, jakie są twoje zobowiązania wobec tego ostatniego?

Rozstawił nogi. Zasłaniał już całą szerokość przejścia. W dodatku zaczął się kiwać, jakby w przygotowaniu do dłuższej pogawędki.

– Mówią, że się kończy. A ja mam parę rozgrzebanych spraw… – nie było sensu wchodzić w szczegóły. – A ty, co? Pełen luz? – Prowokowałem go. Może miał tej trawki w nadmiarze?

– Wierzysz w to? – udawał, że nie wie, o co chodzi.

– W co, wierzę? – nie zrozumiałem.

– No, w ten koniec świata!

– Wiesz, są znaki na niebie i na ziemi…

– Znaki były i będą. A to, co się zaczęło, musi się kiedyś skończyć. Z paroma wyjątkami…

– Jednak świat do nich nie należy, prawda?

– Świat, tak, jak go rozumiesz, to nie. Ale uspokój się. Dopóki nie powstaną książki o wszelkich możliwych, dostępnych i wyobrażalnych tytułach, nic ostatecznego się nie wydarzy. No, to policz sobie…

– E, co ty mówisz… To bliskie nieskończoności…

– Bliskie, ale nieskończoność przyjdzie dopiero potem…

– To może wróćmy tu i teraz. Co powiesz na kryzys? Ja już nie mogę o tym słuchać.

– A ktoś cię zmusza?

– Nie, ale wystarczy włączyć telewizję…

– Nie oglądam. Wolę poczytać.

– Zamykanie oczu nie sprawi, że problemy znikną. Podobno zima straszna będzie. Mówią, że tysiąclecia…

– Prognozy się sprawdzają, ale często na odwrót. A nawet jak trochę pomrozi… Ty wiesz, jak przyjemnie się czyta, gdy za oknem śnieg?

Na wszystko miał odpowiedź. No cóż; z dopalaczem w krwioobiegu… Postanowiłem wyciągnąć jakąś korzyść z irytującego spotkania. Niech i mnie, choć przez chwilę, wszystko wyda się łatwe.

– Widzę bracie, żeś wielkim miłośnikiem książek. Nie masz przypadkiem czegoś… – zniżyłem głos do konfidencjonalnego szeptu – z maryśki, to jest, chciałem powiedzieć, z klasyki?

– Hm, rozgryzłeś mnie… Są pozycje – w nieogolonej twarzy mrugnęła powieka – bez których nie ruszam się z domu. Niezły wykop, bracie. Uważaj, bo lolitkę zobaczysz. I to w otoczeniu krasnoludków.

Sięgnął do torebki i wręczył mi… tomik. Niezły kamuflaż! Pewnie w środku był pojemniczek z marychą. Spojrzałem na okładkę…

Maria Konopnicka – O krasnoludkach i sierotce Marysi

– O, bracie. Nieładnie…

Lecz Konopielka już nie było. Rozpłynął się w powietrzu, zostawiając po sobie tylko mgiełkę. Lub dym.

Mogłem nadrabiać stracony czas.

Ale jakoś przestało mi się spieszyć.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: