oto I owo

Dziewięćdziesiąt pięć olśnień Jindřiški Všehvládnej

Posted in książki nieistniejące, O KSIAŻKACH by hajton on 30 października 2011

Jindřiška Všehvládna

Książka o wszystkimWydawnictwo Wesoła Gęś – jesień 2011

Kniha pro všechny – Vydavatelství Veselé Husí – podzim 2011

Jindřiška Všehvládna targnęła się na rzecz z pozoru niemożliwą. Postanowiła napisać Książkę o wszystkim. Jej pomysł, z góry – zdawałoby się – skazany na niepowodzenie, miał ledwie milionową, miliardową, a może tryliardową szansę na sukces. W przypływie natchnienia Jindřiška zrozumiała, że tą szansą będzie stworzenie dzieła ażurowego, przeźroczystego, odchudzonego do granic literackiej anoreksji.

Ilość haseł/rozdziałów/stron wydaje się nieprzypadkowa. Mogę być oczywiście w błędzie, ale liczba dziewięćdziesiąt pięć w sposób naturalny kojarzy mi się z ilością tez, które Martin Luter przybił w roku 1517 do drzwi katedry zamkowej w Wittenberdze. Wiek przedtem spłonął na stosie rodak Jindřiški – Jan Hus; nie tylko reformator kościoła, ale również twórca literackiego języka czeskiego. Tuż przed męczeńską śmiercią miał powiedzieć: Dzisiaj upieczecie chudą gęś, ale za sto lat usłyszycie śpiewającego łabędzia…

Hus to po czesku gęś, zaś łabędź widniał na herbie Martina Lutra…

Pojawienie się na stronicach książki obu wymienionych ptaków zdaje się wskazywać, że trafnie odczytaliśmy intencje autorki. A jeśli dodam, że znajdziemy tam również gołębia, którego francuscy kalwiniści noszą na krzyżu hugenockim…

Czyżby więc Książka o wszystkim była manifestem? Krytycznym spojrzeniem na świat i próbą wstrząśnięcia jego sumieniem? Wołaniem naprawy, póki nie za późno? Jeśli to, co nas otacza, jest pochodną naszych marzeń i działań, to albo te marzenia, albo te działania nie są najwyższej próby. Nie tylko instytucje globalne wymagają dzisiaj reformy. Potrzebuje ich zagubiony świat ludzkich wartości. A tych nie da się odnaleźć inaczej, jak poprzez z a n i e c h a n i e stereotypowego myślenia.

Autorka porządkuje materiał alfabetycznie. Aby jednak nie wprowadzić ładu nadto akademickiego, troszkę ową dyscyplinę zaburza. I tak, cztery eseje na B (Bach, Bóg, Bojaźń, Barykady), lądują dopiero przed hasłami na R (Rogi, Równość, Rżenie), zaś osierocone przez nie miejsce pomiędzy literkami A i C zajmują dwie porywające rozprawy na F (Fujarka, Frytki). Takich przypadków jest więcej.

Zastrzegam jednak, że nie jest moim zamiarem streszczanie dzieła Jindřiški, jeno – prócz dokonanej już wykładni domniemanego klucza – danie próbki jej metodologii, opatrzonej tu i ówdzie słowem komentarza.

Zacznijmy od początku.

Albo; słowo bliskie doskonałości. Warunkuje i wyklucza. Uprawdopodabnia i dopuszcza.

Ale; słabsze od albo, ale mocniejsze od piwa jasnego.

Twórczą moc obu słów poznajemy przeskakując do drugiego ze wspomnianych już pojęć na literę B.

Bóg; jest albo Go nie ma. Istnieje, ale nie wiadomo kim lub czym jest. Nie można Go udowodnić, ale prawdopodobieństwa Jego bytu nie można również wykluczyć.

To zaledwie nagłówki wzmiankowanych haseł; każde z nich jest rozwinięte do granic jednostronicowego eseju.

W trakcie lektury napotykamy słowa, których obecność w dziele tak ambitnym nie budzi wątpliwości (ciemność, dobro, embrion, eutanazja, głód), ale i takie, które zaskakują (drwal, echo, guma, karaś, koza).

Oddajmy na chwilę głos samej autorce, opisującej w przedmowie historię olśnienia. W trakcie spaceru wydeptanymi po tysiąckroć uliczkami rodzinnego miasteczka (nie podajemy nazwy, by nie zepsuć emocji dociekań) pojęła nagle, że wszystko jest kwestią s k a l i.

Czytelnik przytłoczony głazami haseł wzniosłych, patetycznych i nadto pojemnych, przewróci się, nie wytrwa nawet do połowy książki. W nieogarniętym ogromie tylko detal ma siłę oddziaływania. Jeśli Kosmos jest nieskończony, to musi pozostać niepojętym. I obojętnym. Dopiero prosty zabieg – jakby odpalenia pustego członu – przywróci mu ludzką proporcję. Bo to nie kos-mos już jest, ale zwyczajny kos.

Oto kolejny dowód na istnienie w dziele utajonej „ptasiej” symboliki! Ale nie tylko. Dzięki podobnym zabiegom, w miejsce groźnej, nieforemnej przepaścistości, otrzymujemy kształt ponętny, znany i sympatyczny. A jakże wiele mówiący.

Tylko co wymieniony kos, będzie symbolem życia, ucieleśnieniem marzeń o wzbijaniu się w powietrze, wspaniałym, bezinteresownym śpiewakiem, ziszczeniem mitu o republice artystów i uosobieniem sztuki, jako najdoskonalszego wyrazu ludzkiej aktywności; formą przejściową w teorii ewolucji, ale i posiadaczem skrzydeł – anielskich atrybutów.

W innym miejscu autorka dokonuje semantycznego rozbioru słowa rad-ość. Czymże jest, jak nie stanem najmocniej przejściowym? Czy w jej zdradzieckiej czeluści nie rozwija się już zalążek smutku? (A może Všehvládnej  chodziło o cał-ość? Byłby to jeszcze większy dowód jej wizjonerstwa. Bo cóż to jest ta c a ł o ś ć? Pojęcie najdalsze od wyrazistości.) Zamiast tego mamy więc o ś ć (Jindřiška dostrzegła ją w pobliżu restauracji rybnej Złoty Karp), która jest przecież niczym innym jak kością… Szkieletem, podwaliną. Z adamowego żebra powstała Ewa. Kość to fundament, symbol siły nośnej, podstawa wszelkich upiększeń. Może być kość niezgody albo hazardu – jedna z tych, które zostały rzucone… Kość to prehistoryczna igła lub ząb pragrzebienia. To broń i strawa. Psia radość i psie przekleństwo (owe słynne „psiakość”).

Jeszcze chwila, a doszlibyśmy do wniosku, że geniusz autorki byłby w stanie wyczerpać tytułowe „wszystko” jednym tylko wyrazem…

Niekiedy sąsiadujące hasła dzieli ocean możliwości i takaż przestrzeń do ich rzetelnej analizy (pra-wnuk – pra-czka). Kiedy indziej znowu Všehvládna ścieśnia pole, rzucając figlarne wyzwanie czytelniczej wyobraźni (numer – numerek).

Prócz jednego, wielkiego klucza – tego od bramy wjazdowej – mamy tu całe mnóstwo kluczyków, od drzwi i drzwiczek, piwnic i strychów, schowków i skarbczyków, kasetek i sejfów…

Wszystko Wasze – zdaje się mówić autorka. Ile kto znajdzie, tyle jego…

Moglibyśmy dyskutować, że sam pomysł dziwaczny. Krytykować dobór tez i antytez. Ba, dałoby się ideę wyśmiać i ośmieszyć, twierdząc złośliwie – choć nie bez cienia racji – że przy odrobinie wyobraźni k a ż d e  z istniejących słów da się nasycić dowolnym znaczeniem. Ale… Może właśnie o to chodziło? Może Jindřiška Všehvládna otwiera nam oczy, udowadniając, że dopiero  myślenie nieszablonowe odkrywa zakryte treści?

Faktem powszechnie znanym jest perfekcyjna dwujęzyczność pisarki (w osobie Milana Kundery, tworzącego po czesku oraz po francusku, miała w tej materii doskonały wzorzec). Jej rodzice pochodzili z miasteczka rozdzielonego granicą. Dotychczasowe starania literackie Všehvládnej przynoszą utwory zarówno w języku Reja (zbiór opowiadań dla dzieci Zeszyt w kratkę oraz jednoaktowa burleska – raczej dla dorosłych – W piotrowej stodole) jak i Husa (poetycki tomik Dech a  přídech, lecz przede wszystkim znakomity debiut beletrystyczny Čerstvé a chutné pečivo).

Książka o wszystkim (Kniha pro všechny) jest wszakże rzadkim (może wręcz jedynym) przypadkiem, gdy pisarz decyduje się na równoległe opublikowanie wersji a u t o r s k i e j, w dwóch różnych językach.

Tu jednak drobna uwaga: mam wrażenie, że w twórczym zapamiętaniu pisarka nieco się zagalopowała. Esej poświęcony hasłu Dziwadło, świadczy wyraźnie, że autorka miała na myśli… teatr. Nie czym innym jest bowiem czeskie divadlo.

„Więcej grzechów nie pamiętam”…

Porównanie śmiałości literackiego czynu Jindřiški Všehvládnej do dzieła Marcina Lutra byłoby sporym nadużyciem.

Niemniej, inspirująco przewrotna, napisana z kobiecym wdziękiem Książka o wszystkim, zachęca Czytelnika do samodzielności w myśleniu.

Bowiem w s z y s t k o, dla k a ż d e g o nabiera innej treści.

Reklamy
Tagged with: , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: