oto I owo

Ach, co to był za konkurs…

Posted in sport by hajton on 14 września 2011

Illustrated History of the Pole Vault

Ten fenomenalny pojedynek dziesięciu atletów przeszedł do historii, jako najdziwniejszy konkurs skoku o tyczce.

Konkurencja nie jest w tym roku zbyt wyśrubowana – zgodnie twierdzili eksperci. Pięć metrów sześćdziesiąt centymetrów – wynik co najwyżej przeciętny – mogło dzisiaj przynieść medal.

Jako pierwszy na rozbiegu pojawił się reprezentant Sri Lanki. Otwierające konkurs pięć metrów, było, prawdę mówiąc, wysokością nieco żenującą, jak na zawody tej rangi. Ale Lankijczyk nie chciał ryzykować. Skoro już się startuje, wypadałoby coś skoczyć… Tyczkarz pieczołowicie szykował się do próby, wdmuchiwał litry powietrza w mocno zaciśnięte pięści, recytował fragmenty Upaniszad, pluł za siebie, jednocześnie próbując dotknąć uchem kolana… W końcu uniósł tyczkę… I…

Zrezygnował w ostatniej chwili, żądając podniesienia wysokości o dziesięć centymetrów.

Rozpoczynanie konkursu na tym samym pułapie, co najsłabszy w gronie Azjata, byłoby dla pozostałych zawodników dyshonorem. Gremialnie zaordynowano więc pięć dwadzieścia.

Lankijczyk jakby tylko na to czekał. Natychmiast podwyższył do pięciu trzydzieści, ale kiedy stanął na rozbiegu, rozszalała się burza i konkurs trzeba było przerwać.

Zawody wznowiono po godzinie, gdy tartanowa nawierzchnia nieco podeschła. Lankijczyk zaskoczył wszystkich po raz kolejny; oznajmił bowiem, że opuszcza pierwszą próbę. Trochę zaniepokojona dziewiątka konkurentów raz jeszcze uniosła się honorem, przenosząc premierowy skok na pięć czterdzieści.

Jako pierwszy z tej grupy stanął na rozbiegu reprezentant Austrii. Wystartował pewnie, z lekką jakby nonszalancją, która jednak szybko się zemściła. Na równi z nie do końca wysuszonym tartanem. Zanim jeszcze lekkoatleta założył tyczkę, jego noga nabiegająca wpadła w gwałtowny poślizg. Sportowiec zaprezentował nie byle jakie zdolności akrobatyczne: rozjechał się w efektownym szpagacie. Niestety, przy okazji pękły mu spodenki, co absolutnie i ostatecznie pozbawiło wysportowanego Austriaka stroju i nastroju do skakania.

Mający wystartować w chwilę potem Egipcjanin nie wytrzymał presji i dramatycznie przewracając białkami – jakby dosięgła go klątwa faraona – poinformował o wycofaniu się z konkursu.

Widząc, jak w naturalny sposób ubywa przeciwników, pozostała siódemka zdecydowała się na grę nerwów. Zawodnicy – teraz już każdy indywidualnie i po wnikliwym namyśle – przenosili otwierającą próbę na pięć pięćdziesiąt.

Ale, jaką bronią wojujesz…

Lankijczyk dołożył kolejne dziesięć centymetrów i nagle wszyscy zorientowali się, że konkurs – bez oddania ani jednego skoku – wspiął się na wysokość medalową.  

Żarty się skończyły. Jedna udana próba mogła przynieść upragnione podium…

Cypryjczyk uchwycił tyczkę niczym mocarz, ruszył niczym rumak i… emocje wzięły górę. Prawdopodobnie złapał kij za blisko środka, bowiem w momencie wbicia go w skrzynkę, przeleciał tuż nad zeskokiem, jak wystrzelony z procy. Całe szczęście, że refleksem wykazała się wracająca właśnie z koła (po spalonym rzucie) niemiecka kulomiotka. Złapała szybującego Cypryjczyka niczym niemowlę… Tajemnicą poliszynela był gorący romans, który wkrótce po zawodach wywiązał się między sportowcami.

Czy w tej sytuacji mogło dziwić, że następnemu w kolejce Japończykowi w sposób najzupełniej prozaiczny pękła tyczka?..

W konkursie pozostała szóstka zawodników. A właściwie piątka; panowało ogólne przekonanie, że repertuar podstępnych manewrów Lankijczyka (z rekordem życiowym pięć dwanaście) już się wyczerpał. Mało tego; właśnie wówczas reprezentant Tybetu oznajmił, że, prawdę mówiąc, on wcale nie miał zamiaru skakać, chciał jedynie zwrócić uwagę opinii międzynarodowej na bezprawną okupację jego kraju. Co niniejszym uczynił.

W praktyce oznaczało to, że trzech spośród czterech konkurentów Lankijczyka właśnie sięgnęło po medale! Kwestią otwartą pozostawał jedynie ich kolor.

Ku zdumieniu wszystkich reprezentant Sri Lanki pojawił się jednak na rozbiegu, najwyraźniej zamierzając atakować pięć sześćdziesiąt…

Wystartował ze stoickim spokojem. On nie biegnie, tylko kroczy! – wymieniali uwagi fachowcy. Albo jest tak bezczelnie pewny siebie, albo też idzie jak na ścięcie… A Lankijczyk, rzeczywiście, nie spieszył się, czasami nawet przystawał, robiąc wrażenie, że wypatruje czegoś w podłożu. Nagle przyspieszył, by gwałtownym ruchem wbić tyczkę w…

No właśnie, nie wiadomo w co, bowiem w tym momencie na stadionie zgasło światło. Złośliwcy twierdzili, że zawodnik ugodził specjalnie zaostrzonym szpicem w główny kabel zasilający. Tak czy inaczej, dopływ prądu został całkowicie odcięty.

Na szczęście, tylko na moment. Już po chwili światło rozbłysło ponownie, a publiczności ukazał się Lankijczyk obwiązany narodową flagą i z ramionami tryumfalnie wzniesionymi do góry, odbywający rundę honorową  wokół stadionu. Poprzeczka była na swoim miejscu, choć ciągle jeszcze drżała.

Po długich i burzliwych naradach komisja postanowiła zaliczyć skok. Argumentem decydującym była właśnie owa drżąca poprzeczka.

– Potrącił ją, ale tyczką od dołu! – koalicja skandynawsko-bałkańska próbowała założyć protest, oddalony jednak przez jury.

W tej sytuacji, czwórka – jeszcze przed chwilą – prawie pewnych medalistów, zagrała vabank. Wszyscy przenieśli pierwszą próbę na pięć siedemdziesiąt. No cóż, tyczkarze dali się ponieść szlachetnemu duchowi rywalizacji, zapominając jednak o faktach. Zadysponowana wysokość o pół metra przekraczała rekordy życiowe reprezentantów Kenii i Islandii, którzy po interwencji trenerów, ze łzami w oczach wycofali się z konkursu.

Na placu boju zostało dwóch, nie licząc oczywiście rewelacyjnego Lankijczyka, który miał już w kieszeni brązowy medal!

Wówczas jednak Anglik – najwyraźniej wietrząc życiową szansę – zapomniał o duchu fair play. Poinformował, że istnieje duże prawdopodobieństwo, jakoby Słoweniec dokręcił do tyczki dziesięciocentymetrową przedłużkę.

Międzynarodowe jury, już i tak obawiając się wielkiego skandalu, postanowiło sprawdzić doniesienie Anglika. I rzeczywiście; słoweńska tyczka przekraczała dozwoloną długość o osiem centymetrów. Przy pięciu można by jeszcze przymknąć oczy. Ale osiem… Za dużo. Słoweniec został zdyskwalifikowany.

Sytuacja nie przysporzyła jednak sympatii Anglikowi. Gdy pojawił się na rozbiegu, przywitały go buczenie, tupanie i w ogóle mało przyjazny tumult całkowicie zdezorientowanej publiczności. Zawodnik wystartował, lecz w połowie rozpędu dał za wygraną. Tak czy inaczej, pozostawały mu jeszcze dwie próby.

Syn Albionu poczuł jednak, że dziś już nic z tego nie będzie. Obniżać wysokości nie mógł, ale postanowił zapisać się w pamięci i w annałach z nieco lepszej strony. Po chwili, na elektronicznej tablicy wyświetliła się kolejna wysokość: sześć dwadzieścia pięć.

Atak na rekord świata! I to jaki atak! O całe jedenaście centymetrów! Ze względu na towarzyszące śmiałej próbie napięcie i wysiłek, Anglik postanowił ograniczyć się do jednego jedynego skoku.

Publiczność nie buczała tym razem, ale nie aplauzowała też nadmiernie. Konkurs już dawno przerodził się w karykaturę, a groteskowe zachowanie Anglika tylko to wrażenie umacniało.

A ten rozpędzał się prawidłowo, wydawało się, że robi wszystko zgodnie z regułami sztuki, jednak w ostatniej chwili zmienił kierunek. Zamiast do tyczki zawieszonej na wysokości sześć dwadzieścia pięć, zbliżał się teraz do skoczni dla… skoczków wzwyż. Najwyraźniej postanowił zaliczyć jakąkolwiek wysokość (ciągle jeszcze liczył na srebro?).

Wypadki potoczyły się szybko. Tyczka strąciła poprzeczkę zawieszoną na wysokości dwa dwadzieścia, zaś Anglik ratując się przed bolesnym upadkiem poza strefą zeskoku, chwycił w locie młot rzucony właśnie z olbrzymią siłą przez zawodnika Kirgistanu. Publiczność ze zdumieniem obserwowała, jak Anglik na młocie znika za linią horyzontu. Szczęśliwi posiadacze lornetek mówili potem, że lecąc próbował rozłożyć ręce, jakby w geście: było blisko, ale jeszcze nie tym razem…

I tak zakończył się legendarny konkurs, którego jedynym bohaterem był skazany na pożarcie reprezentant Sri Lanki. Aha, ktoś jeszcze. Eksperci, trafnie przewidujący medalową wysokość.

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: