oto I owo

Kamień

Posted in miniatury literackie by hajton on 8 lipca 2011

Pamięci
Iriny Sherling

A nie zapomnij pan pomarzyć o kamieniu spoczywającym od tysięcy, tysięcy lat w górskiej strudze, ukąpanym, wystudzonym, spłukanym przez pianę i nurt! Spojrzyj z sympatią na jego istnienie – ty, byt najbardziej rozbudowany, na byt uśpiony najgłębiej, i pozdrów go we wspólnocie stworzenia!

Thomas Mann – Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla (tłum. A. Rybicki)

Powstał
z tego, co było przedtem, nawet jeśli przedtem nie było nic.

Wraz
z niekończącym się następstwem eonów jego byt ulegał zagęszczeniu. Choć nie
znał pojęcia czasu, trwanie oznaczało continuum, które nie mogło zrobić mu
krzywdy.

Rozświetlał
się niekiedy, by ponownie zaciemnić; ocieplał, by schłodzić. Te zmienności
prowadziły go na próg odczuwania.

Nie nudził się, nie. Gdzie trwanie lekceważy upływ czasu, znużenie jest pojęciem nieznanym. Zaznawał raczej intensywności dostępnej obdarzonym pełnią zmysłów.

Stopień
rozróżniania gęstości zewnętrznej udoskonalał się i sublimował. Nieustanne
trwanie z jednym tylko celem, którym było poszerzanie strefy i stopnia
detekcji, przynosiło rezultaty.

Gdy
wokół pojawiły się byty wysmukłe, o stopniu gęstości trudnym do klasyfikacji,
ale innym od znanych dotychczas, po raz pierwszy przeniknął go niepokój. Nie
traktowały go na równych prawach. Ich zbliżanie się do zewnętrznej powłoki
napełniało lękiem.

Zdarzyło
się coś, czego nie zaznał nigdy wcześniej.

Ruch.

Droga,
którą przebył po bezczasowym trwaniu, była niczym podróż kosmiczna, gdyby tylko
potrafił ją sobie wyobrazić. Ale zakończyła się źle. Ugodził w inny byt. Przeniknął
w jego gęstość. Poczuł ból. Nie własny. Tamtego, którego trwaniem zachwiał. Ale
i jego trwanie było zmącone. Od teraz stało się wytłumianiem krzywizny, którą
naruszono dotychczasową prostotę.

Gdy
na powrót zaczął się do niej zbliżać, wydarzyło się coś nowego. Oto znalazł się
w otoczeniu bytów pokrewnych, których mnogą obecność zawsze wyczuwał. Nie
wiedząc kim lub czym jest w istocie, odczuwał teraz gęstość zwielokrotnioną. Dotyk
bytów trwających obok zagęszczał go. Te z kolei zagęszczały się trwaniem
kolejnych.

Czy
któryś –  może więcej niż jeden – różnił
się od pozostałych? Prócz trwania potrafił przewidywać i planować? Pewnie tak,
bo jakżeby inaczej pojawiło się w nim – w nich – przekonanie, że gdy tylko wszystkie
zdołają się dotknąć, nowa moc wyniesie je na wyższy stopień uwspólnionej
świadomości. Stworzy Golema, obdarzonego – jeszcze nie poczuciem, ale przeczuciem
ja.

Wraz
z oczekiwaną chwilą przyszło zrozumienie.

Tylko
poprzez  o d s t a n i e  s i ę  można powrócić ku nieskończoności, utraconej kiedyś w paroksyzmie genesis.

Ponownie
osamotniony kurczył się teraz, dążąc do zamknięcia w drobinie będącej milionową
częścią atomu. Bo jeśli wzrost rozcieńczał trwanie aż  do granic przeźroczystości, to
pomniejszanie wiodło ku gęstości nieprzebijalnej.

A
zniknięcie miało przywrócić stan, ku któremu dążył przez cały czas swego
trwania.

Epilog

Czyż
nie jest tak, że materia ożywiona płaci za intensywność swojego istnienia
najwyższą cenę: cenę śmiertelności? A może przeciwnie: jej trwanie
naznaczone hańbiącym piętnem, zasługuje na ostateczną nagrodę: nieśmiertelność.

Reklamy
Tagged with: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: