oto I owo

Czas

Posted in felieton literacki by hajton on 21 marca 2011

Pomiędzy jego trzema rodzajami zachodzi nieustająca interaktywność. Czas przyszły, który nienasycona życiowa żuchwa (żeżuchwa), próbuje wchłonąć i rozgryźć ciągle od nowa, już przy pierwszym kęsie okazuje się mało strawny. Żeżuchwa wydala go w mniejszych lub większych torsjach pod postacią czasu przeszłego. Zarówno nieudana próba konsumpcji, jak i bolesna – czegoś wręcz przeciwnego, odbywają się w czasie teraźniejszym.

Jak wytłumaczyć fenomen książek czytanych wciąż na nowo, zdjęć oglądanych bez końca, filmów zakończonych po stokroć, czy też oper, których bohaterowie olbrzymią ilość razy żegnali się ze światem w agonalnych drgawkach? Czy między aktami sztuki a bezustanną życiową kreacją nie zachodzi pewien związek, bliższy niż mogłoby się z pozoru wydawać? Jeśli bowiem potrafimy n a p r a w d ę przeżywać średniowieczny dramat miłosny (Tristan i Izolda), śmierć pierwszych chrześcijan (Quo vadis) lub też śmiać się do rozpuku z Przygód dzielnego wojaka Szwejka (nawiasem mówiąc, w większych jednostkach wojskowych taka wesołość na rozkaz nosi nazwę: śmiech do rozpułku), to może i nasze: wczoraj, sto lat albo sto wieków temu, nie pozostaje dla kogoś bez znaczenia? Że nie jesteśmy aktorami romansów, koturnowymi heroinami, ani też agentami o dwóch zerach na przedzie? Nie szkodzi. Wartość dzieł literackich, dramatycznych i filmowych zależy nie tyle od doboru bohaterów, ile sposobu, w jaki zostają przedstawieni. Zupełnie bezwiednie możemy inspirować twórców, nie wiedząc nawet, jaką z naszych cech zechcieli podpatrzyć, i którego ze swoich bohaterów nią obdarzyć.

Postuluję, aby czas, powszechnie uznawany jako przeszły, nie był traktowany wyłącznie w kategoriach miniony-dokonany. Każda chwila życia jest bytem zawieszonym w nieskończoności. Od zawsze, na zawsze. Świadomość, niczym pulsująca dioda, wędruje między tymi drobinami, nadając im niekiedy kształt ciągłości i kierunku.

To tylko ograniczone postrzeganie każe nam widzieć wyłącznie emitowany właśnie kadr. Znów nasuwa się podobieństwo do ducha książki lub utworu muzycznego. Każde słowo, każda nuta istnieją, i pojedynczo, i wspólnie, bez względu na to, czy w danym momencie właśnie im poświęcamy całą uwagę.

Z nadzieją, że udało mi się wyrazić, co zamierzałem, zmierzam do końca niniejszego wpisu. Jeśli chybiłem, mogę pocieszyć się myślą, że inna cząstka mojego ja znajduje się właśnie kilkanaście wersów wyżej, z niezachwianą nadzieją na szczęśliwe zakończenie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: